• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[25.07.1972] Welcoming party

[25.07.1972] Welcoming party
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#7
17.04.2025, 03:47  ✶  
Ogólnie był zdania, że bardzo dobrze było mieć rodzinę na odpowiednich stanowiskach. Nepotyzm? Jaki nepotyzm. Liczyło się tylko to, ze krew otwierała odpowiednią drogę rozwoju i poszerzała horyzonty. Umiejętności też miały znaczenie, ale jeszcze trzeba było mieć możliwości by z nich w ogóle korzystać. Z resztą, on sam coś doskonale wiedział na temat tego jak to jest iść nie tyle w ślady rodziny co deptać im po piętach. W końcu jego własny ojciec pracował wcześniej w Departamencie Przestrzegania Prawa na stanowisku zastępcy szefa biura aurorów. To był wygodny stołek i pasujący do Percivala; trochę wiało nudą, ale jego sztywność sprawiała, że kwitł w tym środowisku, bo jakoś zawsze było mu bardziej do twarzy kiedy mógł wspierać innych a nie bezpośrednio nimi dowodzić. Dalej robiło się nieco bardziej kolorowo, bo przecież Szefowa całego departamentu wżeniła się w Bulstrode'ów, nawet jeśli dla niepoznaki wciąż nosiła panieńskie nazwisko - nikt w sumie nie trzymał tego przeciwko niej, przynajmniej nie w rodzinie zmarłego małżonka, a jeśli już to nigdy nie robiono tego na głos. Obok natomiast stał Departament Tajemnic, na którego stołku siedział Gregory, a po ucieczce Mulciberów z Ministerstwa, Bulstrode'owie wypełnili pozostawione przez nich luki.

- No tak, wieniec genealogiczny - prychnął rozbawiony jej uwagą, spoglądając na nią wesoło. Nie było co sobie mydlić oczu, ze połowa czarodziejskiej socjety była ze sobą spokrewniona blisko. Druga natomiast połowa była spokrewniona daleko. Tak to już bywało w tych wszystkich zawiłych wyścigach o władzę i próbę zachowania wpływów. Niektórzy też robili to dla zachowania tych konkretnych magicznych genów, jak na przykład krew Blacków albo umiejętność liczenia numerologicznych całek.

- Mmm, podatki. Największy wróg porządnego, czystokrwistego czarodzieja tonącego w galeonach - westchnął ze zbolałą miną, unosząc ręce ku górze w bezradnym geście. Z jakiegoś dziwnego powodu im bogatszym się było, tym bardziej walczyło się o najmniejszego knuta, nawet tego złamanego. Sam nigdy tego do końca nie rozumiał, bo wychodził z założenia że pieniądze ma akurat po to, żeby je wydawać, a już w szczególności w kasynach. Niektórzy jednak uwielbiali inne rozrywki stawiające na odrobinę losowości, czerpiące ze szczęścia i podnoszące poziom adrenaliny we krwi - oszustwa podatkowe.

- Nie, spokojnie, nie robię w garncarstwie. Ciężko znaleźć całą rodzinę, w sensie tak liczną, żeby zrobić z tego rodzinną zastawę, więc jesteś bezpieczna. Na razie - pomijając oczywiście fakt, że niestety, nie opanował tego typu sztuki nakładania klątw. Ale zawsze można było kogoś do tego zatrudnić.

- Ehe - przytaknął na jej królicze uszka. Znaczy na cały wstęp do tego, czy odpowiednio zrozumiała jego przekaz, ale zrobił to podejrzanie ochoczo, uśmiechając się przy tym głupio. - Niestety, plany życiowe jednego zawodnika się posypały, bo Louvain już nie lata za piłką, a po korytarza Departamentu Transportu, wydając zezwolenia na użytkowanie świstoklików. Trochę nudna robota, ale co zrobić - westchnął, na moment nieco cichszy i mniej uśmiechnięty, bo nawet jeśli z łatwością nabijał się z pewnych kwestii dotyczących jego przyjaciół i ich poczynań, to koniec kariery Louvaina był dla niego ciosem. Zawsze lubił mu kibicować, nawet jeśli nie było to to samo niż darcie się na niego na boisku jako kapitan, ze ma ruszyć dupę.

- Oh już nie bądź taka. No przecież go nie pobiję, głównie dlatego że tak nie można. Bo to brzydko i niestosownie, a Nott wygląda na takiego co z miejsca by pobiegł i się komuś poskarżył. No, a pojedynek nawet jeśli trochę głupi, to musi być fair, żeby ten honor Loretty miał jakieś szanse, prawda?

Honor panny Lestrange, niestety, żadnych szans nie miał, ale cóż można było innego powiedzieć? Atreus z resztą też nie miałby nic przeciwko, żeby to akurat Lorien stanęłaby w jego obronie gdyby zaszła taka konieczność. Pofantazjowali nawet o tym nieco, ciągnąc dalej rozmowę na te tory, a potem już w ogóle na ploteczki, bo o wiele za wiele ominęło panią Mulciber podczas jej nieobecności. W końcu jednak Atreus pożegnał się z nią i oboje wrócili do pracy.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1647), Lorien Mulciber (1569)




Wiadomości w tym wątku
[25.07.1972] Welcoming party - przez Atreus Bulstrode - 10.06.2024, 21:10
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Lorien Mulciber - 14.06.2024, 08:00
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Atreus Bulstrode - 12.08.2024, 05:18
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Lorien Mulciber - 03.12.2024, 11:55
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Atreus Bulstrode - 02.01.2025, 14:59
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Lorien Mulciber - 22.01.2025, 07:32
RE: [25.07.1972] Welcoming party - przez Atreus Bulstrode - 17.04.2025, 03:47

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa