17.04.2025, 00:52 ✶
Atreus niby wciąż był absolutnie oburzony głupim gadaniem kuzyna, ale to przepraszam go nieco wybiło z rytmu, bo był gotowy walczyć i bronić się nogami i rękoma. Spojrzał więc na Basiliusa nieco podejrzliwie, jakby czekając na to że zaraz dopowie coś zgryźliwego, ale najwyraźniej Prewett faktycznie stracił całą ochotę na walkę.
- Mogę, ale cholernie boli - mruknął, przyglądając się nodze z powątpiewaniem, jakby zaraz miała się w coś przekształcić albo nawet odpaść.
Długo ten rozejm nie potrwał, bo kolejny komentarz uzdrowiciela sprawił, że Bulstrode skrzywił się z niesmakiem. Brzmiało to jak zwykła zgryźliwość, ale w sumie urodziny to auror miał już za pasem i wcale nie brzmiało to aż tak nieprawdopodobnie, gdyby się nieco nad tym zastanowić. Tym bardziej że przecież wcale nie tak dawno udało mu się rozszczepić podczas Lammas. Cóż, przynajmniej Rosalyn tylko w coś pierdolnął, zamiast ją tez oskórować.
- Nie, nic oprócz tego. Chyba? Rosalyn była w płonącym budynku, może się dymu nałykała - spojrzał na nią znowu kontrolnie. Ale najwyraźniej czuła się nieco lepiej, bo spojrzenie miała trochę przytomniejsze, a i odpowiedzi na kontrolne pytania Prewetta obskoczyła całkiem sprawnie.
- No więc - złapał za fiolkę i łyknął ją pośpiesznie, szybko też odwracając spojrzenie od orżniętej ze skóry nogi, na którą zerknął przed momentem z zaciekawieniem. - Byliśmy w jego mieszkaniu, Ambroisa zakładam, skoro miałaś się tam z nim spotkać. Dym, temperatura, walący się budynek - może nie jakoś aktywnie, ale trzeba było nieco podkolorować sytuację. - Teleportowałem nas stamtąd, ale niestety nas rozszczepiło. W sumie to mnie, więc miałaś szczęście. Ale chyba w coś uderzyłaś. I wypraszam sobie, wcale się nie wykrwawiam. Tylko mnie trochę oskórowało, dzień jak co dzień - wzruszył ramionam. - Ej, ej, ej. Gdzie ci się tak śpieszy? Przed chwilą nie wiedziałaś nawet kim jesteś, usiądź.
- Mogę, ale cholernie boli - mruknął, przyglądając się nodze z powątpiewaniem, jakby zaraz miała się w coś przekształcić albo nawet odpaść.
Długo ten rozejm nie potrwał, bo kolejny komentarz uzdrowiciela sprawił, że Bulstrode skrzywił się z niesmakiem. Brzmiało to jak zwykła zgryźliwość, ale w sumie urodziny to auror miał już za pasem i wcale nie brzmiało to aż tak nieprawdopodobnie, gdyby się nieco nad tym zastanowić. Tym bardziej że przecież wcale nie tak dawno udało mu się rozszczepić podczas Lammas. Cóż, przynajmniej Rosalyn tylko w coś pierdolnął, zamiast ją tez oskórować.
- Nie, nic oprócz tego. Chyba? Rosalyn była w płonącym budynku, może się dymu nałykała - spojrzał na nią znowu kontrolnie. Ale najwyraźniej czuła się nieco lepiej, bo spojrzenie miała trochę przytomniejsze, a i odpowiedzi na kontrolne pytania Prewetta obskoczyła całkiem sprawnie.
- No więc - złapał za fiolkę i łyknął ją pośpiesznie, szybko też odwracając spojrzenie od orżniętej ze skóry nogi, na którą zerknął przed momentem z zaciekawieniem. - Byliśmy w jego mieszkaniu, Ambroisa zakładam, skoro miałaś się tam z nim spotkać. Dym, temperatura, walący się budynek - może nie jakoś aktywnie, ale trzeba było nieco podkolorować sytuację. - Teleportowałem nas stamtąd, ale niestety nas rozszczepiło. W sumie to mnie, więc miałaś szczęście. Ale chyba w coś uderzyłaś. I wypraszam sobie, wcale się nie wykrwawiam. Tylko mnie trochę oskórowało, dzień jak co dzień - wzruszył ramionam. - Ej, ej, ej. Gdzie ci się tak śpieszy? Przed chwilą nie wiedziałaś nawet kim jesteś, usiądź.