Trudno było ukryć satysfakcję wynikającą z dostrzegania tego, co udało im się zrobić będąc w tym miejscu. Między ludźmi. Czerpiąc z nich te wszystkie emocje, strach, przerażenie. Powodowało to, że sama Trixie czuła się wyjątkowo silna, przepełniało ją uczucie dumy. To oni do tego doprowadzili. Najlepsze było to, że nikt tego nie widział, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że kroczyli teraz między ludźmi i podziwiali efekty swojego zaangażowania. Tak właściwie to nie miałaby nic przeciwko temu, aby cały świat dowiedział się tego, że jest ona jedną z osób, które kroczyły u boku Czarnego Pana podczas tego wydarzenia, ale jeszcze kiedyś, na pewno wszyscy się o tym dowidzą. Będą się bali tego, co może im zrobić, była tego pewna.
Cieszyło ją to, że nadarzyła się okazja, aby jeszcze nieco namieszała, tym razem w najlepszym z możliwych towarzystwie. W ich przypadku z rodziną wychodziło się dobrze nie tylko na zdjęciach, wyjątkowo rozumiała się ze swoim kuzynem. Wiele razy już współpracowali, wiedzieli, że mogą na siebie liczyć. Ramię w ramię walczyli o to, aby oczyścić świat z plugastwa.
Słuchała tego, co mówił Louvain, kiwała głową, jednak nie wtrącała się niepotrzebnie. Docierały do niej jego słowa. Musieli odwrócić uwagę, później zająć się dalszym sianiem zamętu. To było całkiem zrozumiałe. Nie miała na sobie maski, przynajmniej jak na razie. Wiedziała, że jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie musiała ja założyć, w tej chwili niebezpieczne było rzucanie się w oczy, bardzo szybko by ją znaleźli, wiedzieli bowiem, że należała do Blacków. Musiała więc być ostrożna.
- Zgoda. - Nie musiał jej powtarzać dwa razy. Póki co jednak, nie zamierzała wychylać się zza zaułka w którym się znajdowała. Louvain ruszył przodem. Trixie naciągnęła kaptur na głowę, jej palce zacisnęły się na wahadełku, które znajdowało się na jej szyi. Wiedziała, że urok może być zbyt słaby, za to hipnoza, cóż, mogła jej zapewnić zdecydowanie więcej.
Obserwowała uważnie poczynania swojego kuzyna. Miała nadzieję, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wiedziała, że potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, nie bez powodu stał się jednym z najważniejszych popleczników Lorda Voldemorta, była z niego okropnie dumna, mimo, że odrobinę zazdrościła Lou tego zaufania jakim darzył go ich mistrz.
Lestrange rozpoczął przedstawienie. Bellatrix zauważyła, że zwrócił na siebie uwagę brygadzistów, tyle, że albo jej się wydawało, albo nie byli oni szczególnie współpracujący. Nie mogła zwlekać, musiała się zaangażować, aby ich plan się powiódł. Założyła maskę na twarz, wokół było ciemno, dym nadal unosił się w powietrzu, nie powinna zwrócić na siebie zbyt wielkiej uwagi. Zacisnęła mocniej wahadełko między palcami, po czym wyłoniła się z mroku. Była gotowa, aby wykonać swoją część zadania. Była gotowa zrobić wszystko, aby Czarny Pan był z nich zadowolony. Nie zakładała, że coś mogłoby pójść nie po ich myśli. Ta noc miała być pełna sukcesów.
- Rzućcie grzecznie zaklęcie, tak jak powiedział, a później zapomnijcie o tym, że nas widzieliście, no już! - Jej głos brzmiał pewnie, była skupiona na tym, aby hipnoza zadziałała. Robiła to przecież praktycznie codziennie, to nie było nic trudnego.
//
korzystam z przewagi: hipnoza, do tego uroki ◉◉◉◉○
Sukces!
nie dodaję sobie 10 za przewagę/ statystykę, bo mam minus 10 za bezsenność, więc się zeruje