04.04.2025, 22:49 ✶
Być może gdzieś przez głowę przemknęła mu myśl, że Faye może go nie posłuchać i pobiec prosto w zamieszanie, ale nie miała dostatecznej siły przebicia. Bardziej bieżące i rzeczywiste problemy zagarnęły chwilowo całą uwagę Greybacka. Krzyki, biegi, wołania zaskoczonych ludzi i nieuchwytny powód zamieszania.
Jej słowa natychmiast ponownie odwróciły uwagę Skolla. Źrenice się zwęziły na widok Treversówny pochylającej się do gościa na chodniku. Nie żeby coś do niego miał, to był absolutnie ostatni problem w kolejce. I to właśnie podniosło ciśnienie wilkołaka.
Mężczyzna coś tam bąknął, jakieś jękliwe "uważaj" między innymi. Faye z pewnością lepiej usłyszała też zmieszane podziękowanie. Wziął chustkę i przycisnął do rany, chwilowo chyba nie miał jednak odwagi ruszyć się spod bezpiecznej ściany. Jeszcze nie teraz.
Greyback prychnął pod nosem.
— Chciałbym — rzucił tylko w odpowiedzi, udając, że nie słucha dalszej części. Przerażony chłopaczek pobiegł gdzieś dalej. Parę innych osób też próbowało zdecydować, którędy uciekać, ktoś chciał zawołać patrolowców. — Co tam mruczysz? — rzucił lekceważąco, wręcz z uśmiechem i ruszył dalej przed siebie.
W ręku pojawiła się różdżka, Skoll wyglądał na wyluzowanego, jakby właśnie zaczął dobrze się bawić. Przynajmniej dopóki młody przybłęda nie pomylił go ze ścianą.
— Dokąd pobiegło? — warknął, łapiąc go za koszulę, coby się nie przewrócił przypadkiem im pod nogi. Nie bawił się w żadne opiekuńcze ceregiele, mając nadzieję, że proste pytanie da prostą odpowiedź.
Jej słowa natychmiast ponownie odwróciły uwagę Skolla. Źrenice się zwęziły na widok Treversówny pochylającej się do gościa na chodniku. Nie żeby coś do niego miał, to był absolutnie ostatni problem w kolejce. I to właśnie podniosło ciśnienie wilkołaka.
Mężczyzna coś tam bąknął, jakieś jękliwe "uważaj" między innymi. Faye z pewnością lepiej usłyszała też zmieszane podziękowanie. Wziął chustkę i przycisnął do rany, chwilowo chyba nie miał jednak odwagi ruszyć się spod bezpiecznej ściany. Jeszcze nie teraz.
Greyback prychnął pod nosem.
— Chciałbym — rzucił tylko w odpowiedzi, udając, że nie słucha dalszej części. Przerażony chłopaczek pobiegł gdzieś dalej. Parę innych osób też próbowało zdecydować, którędy uciekać, ktoś chciał zawołać patrolowców. — Co tam mruczysz? — rzucił lekceważąco, wręcz z uśmiechem i ruszył dalej przed siebie.
W ręku pojawiła się różdżka, Skoll wyglądał na wyluzowanego, jakby właśnie zaczął dobrze się bawić. Przynajmniej dopóki młody przybłęda nie pomylił go ze ścianą.
— Dokąd pobiegło? — warknął, łapiąc go za koszulę, coby się nie przewrócił przypadkiem im pod nogi. Nie bawił się w żadne opiekuńcze ceregiele, mając nadzieję, że proste pytanie da prostą odpowiedź.