01.04.2025, 23:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.04.2025, 21:02 przez Lucy Rosewood.)
A może dobrze… może dobrze, że tu weszłaś.
Kolejny płomyk nadziei, kiedy tak patrzyli na siebie. Kolejny płomyk, który natychmiast zgasł, gdy wyciągnął wahadełko, a szelest miękkich słów coraz silniej tłumił jej pozostałe myśli.
Była tak głupia, że ponownie zaczęła wierzyć, że jej pomoże. Naprawdę jakby ostatnie kilka minut nie dało jej już wystarczającej ilości powodów, aby nie ufać mu w czymkolwiek. Miał plugawą figurę, ale przecież powiedział jej, że nie ma co ona liczyć na Lucy. Jakby sama rozmowa z plugawą figurą nie była wystarczająco niepokojąca.
Zabije go.
Zamorduje.
Jeśli ona teraz zginie, wypełznie ze swojego grobu, nieważne jak głęboko jej nie zakopie i wróci jako ożywieniec, lub niespotykany nigdy wcześniej koszmar, tylko po to, aby wydrapać mu wszystkie organy i nakarmić nimi świnie, które bezczelnie wprowadzi do jego rezydencji, a potem spali to wszystko w cholerę.
– Przysięgam, że… – wyszeptała cicho, szarpiąc się coraz mniej, aby wygłosić swoje wszystkie groźby, czy też raczej obietnice, kiedy zaklęcia zaczęło wreszcie działać, a jej mięśnie rozluźniły się, jakby rzeczywiście nie była w żadnym niebezpieczeństwie, nawet jeśli przecież niebezpieczeństwo bardzo wyraźnie stało przed nią i wymachiwało tym swoim wahadełkiem. Bez słowa, chociaż z chwilą wahania, oddała mu elegancką różdżkę z rzeźbiona w kwiaty rękojeścią, która służyła jej od tylu lat.
Kolejny płomyk nadziei, kiedy tak patrzyli na siebie. Kolejny płomyk, który natychmiast zgasł, gdy wyciągnął wahadełko, a szelest miękkich słów coraz silniej tłumił jej pozostałe myśli.
Była tak głupia, że ponownie zaczęła wierzyć, że jej pomoże. Naprawdę jakby ostatnie kilka minut nie dało jej już wystarczającej ilości powodów, aby nie ufać mu w czymkolwiek. Miał plugawą figurę, ale przecież powiedział jej, że nie ma co ona liczyć na Lucy. Jakby sama rozmowa z plugawą figurą nie była wystarczająco niepokojąca.
Zabije go.
Zamorduje.
Jeśli ona teraz zginie, wypełznie ze swojego grobu, nieważne jak głęboko jej nie zakopie i wróci jako ożywieniec, lub niespotykany nigdy wcześniej koszmar, tylko po to, aby wydrapać mu wszystkie organy i nakarmić nimi świnie, które bezczelnie wprowadzi do jego rezydencji, a potem spali to wszystko w cholerę.
– Przysięgam, że… – wyszeptała cicho, szarpiąc się coraz mniej, aby wygłosić swoje wszystkie groźby, czy też raczej obietnice, kiedy zaklęcia zaczęło wreszcie działać, a jej mięśnie rozluźniły się, jakby rzeczywiście nie była w żadnym niebezpieczeństwie, nawet jeśli przecież niebezpieczeństwo bardzo wyraźnie stało przed nią i wymachiwało tym swoim wahadełkiem. Bez słowa, chociaż z chwilą wahania, oddała mu elegancką różdżkę z rzeźbiona w kwiaty rękojeścią, która służyła jej od tylu lat.