01.04.2025, 15:14 ✶
Westchnął cicho. Różnice które ich pogłębiały zarysowały się dużo wyraźniej - Lestrange wychował się w bogatej rodzinie, dla której rzeczy materialne były... Kompletnie bez znaczenia. Wszystko co materialne mogło ulec zniszczeniu i nie należało nad tym płakać.
- To tylko drobne niedogodności, które tylko sprawią, że ludzie dwa razy zastanowią się, zanim znowu postanowią wątpić w słuszność sprawy - powiedział, nawiązując do sów. To nie była ich wina, to była ich zasługa. Widział, że Charlesem targają wątpliwości, chociaż podejrzewał, że dotyczyły one dalszego życia: a nie słuszności walki w imię ich idei. - Rzeczy materialne są nietrwałe, Charles. Nie zależy mi na tym mieszkaniu, nie zależy mi na jego zawartości, nie zależy mi na oknach, które niedługo zostaną wstawione.
Powiedział, przesuwając dłonią po jego włosach. Przymknął oczy, rozkoszując się dotykiem ciepłych ust na nagiej, bladej skórze. Kiedy w końcu Charles zrozumie, że dla niego żadna materialna rzecz nie miała znaczenia? Gdyby musiał, to spaliłby i ten dom. Tym się różnili, on został wychowany tak a nie inaczej, a Charles... Cóż, patrząc na to jak wyglądała kamienica Roberta mógł tylko domyślać się, jak wyglądała jego sytuacja z Richardem w Norwegii.
- Podejrzewam, że będę go znajdował w przeróżnych miejscach przez najbliższe miesiące - mruknął cicho, łagodnie. Nieważne ile razy by się wyszorował, zawsze znajdował kolejne drobinki albo na pościeli, albo na szczotce czy ręczniku. Okropnie ciężko było się tego pozbyć z ciała i ubrań. Te, które pokiereszowali razem na Horyzontalnej już spalił, ale zdążył przynieść trochę proszku do domu. A był on gorszy niż dym, który spadł na Londyn - bo nie dało się go skutecznie pozbyć w krótkim czasie. - Nie chcę psuć ci światopoglądu, Charles....
Ach, jakie małe kłamstewko, czyż nie robił tego od kiedy tylko się spotkali? Wywracał jego duszę do góry nogami, próbując lepić w niej jak z miękkiej gliny. Ujął w dwa palce podbródek chłopaka, chcąc by ten spojrzał mu w oczy.
- Ale nie wydaje mi się, żeby Robert kochał Lorien, a Lorien: Roberta. Większość małżeństw w naszym świecie opiera się na chłodnej kalkulacji, a nie na miłości. Twój wuj był specyficzną osobą, którą trudno było pokochać. Możliwe, że się mylę i Lorien w ten sposób przeżywa żałobę, lecz... Nie możesz winić kogoś za to, że nie rozdziera szat na każdym kroku. Pamiętasz wesele Blacków? Perseus Black dość szybko wziął rozwód tylko po to, by związać się z Vesperą. Która, swoją drogą, równie szybko owdowiała. Miałem nieprzyjemność być na tym weselu i z całą mocą mogę stwierdzić, że za nim również kryła się chłodna kalkulacja - być może w Norwegii było inaczej, lecz Rodolphus został nauczony już od najmłodszych lat że jako dziedzic tej konkretnej gałęzi rodu musi wyjść za tę, którą mu wybiorą rodzice. Z pierwszą nie wyszło lecz nie dlatego, że on sam zaprotestował, lecz dlatego, że to ona wybuchła. Pewnie gdyby mu się nie spodobała wizja ślubu z Bellatrix, to nikt by nie wziął jego zdania pod uwagę. Ale jej? Już musieli.
Na wspomnienie o Victorii westchnął tylko, przenosząc wzrok na okno. Owszem, dobrze byłoby mieć ją po swojej stronie, lecz z jego kuzynką sprawa nie była taka łatwa. Wierzył, że prędzej czy później przeciągną ją przez granicę, lecz nie mogli działać pochopnie. Zbyt wiele złego wydarzyło się ostatnimi czasy, by teraz przyjść i powiedzieć Victorii, żeby wstąpiła w ich szeregi.
- Nie każde zaklęcie rzucisz przy pomocy magii bezróżdżkowej - powiedział, mając oczywiście na myśli jedno z jego ulubionych zaklęć: legilimens. Nie zdążył jednak rozwinąć tej myśli, gdy Charles pocałował go lekko. Nie zamierzał pozwolić mu się odsunąć - objął chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie tak, by ten mógł śmiało usiąść na jego kolanach. - Nie chciałbyś do momentu, w którym je naprawią, zamieszkać tu?
Zapytał cicho, wzmacniając uścisk na jego talii. Byłaby to pewna niedogodność, ale jeżeli aportowałby się bezpośrednio do domu i nie pojawiał na zewnątrz zbyt często, to więcej byłoby z tej sytuacji pożytku niż nie.
- To tylko drobne niedogodności, które tylko sprawią, że ludzie dwa razy zastanowią się, zanim znowu postanowią wątpić w słuszność sprawy - powiedział, nawiązując do sów. To nie była ich wina, to była ich zasługa. Widział, że Charlesem targają wątpliwości, chociaż podejrzewał, że dotyczyły one dalszego życia: a nie słuszności walki w imię ich idei. - Rzeczy materialne są nietrwałe, Charles. Nie zależy mi na tym mieszkaniu, nie zależy mi na jego zawartości, nie zależy mi na oknach, które niedługo zostaną wstawione.
Powiedział, przesuwając dłonią po jego włosach. Przymknął oczy, rozkoszując się dotykiem ciepłych ust na nagiej, bladej skórze. Kiedy w końcu Charles zrozumie, że dla niego żadna materialna rzecz nie miała znaczenia? Gdyby musiał, to spaliłby i ten dom. Tym się różnili, on został wychowany tak a nie inaczej, a Charles... Cóż, patrząc na to jak wyglądała kamienica Roberta mógł tylko domyślać się, jak wyglądała jego sytuacja z Richardem w Norwegii.
- Podejrzewam, że będę go znajdował w przeróżnych miejscach przez najbliższe miesiące - mruknął cicho, łagodnie. Nieważne ile razy by się wyszorował, zawsze znajdował kolejne drobinki albo na pościeli, albo na szczotce czy ręczniku. Okropnie ciężko było się tego pozbyć z ciała i ubrań. Te, które pokiereszowali razem na Horyzontalnej już spalił, ale zdążył przynieść trochę proszku do domu. A był on gorszy niż dym, który spadł na Londyn - bo nie dało się go skutecznie pozbyć w krótkim czasie. - Nie chcę psuć ci światopoglądu, Charles....
Ach, jakie małe kłamstewko, czyż nie robił tego od kiedy tylko się spotkali? Wywracał jego duszę do góry nogami, próbując lepić w niej jak z miękkiej gliny. Ujął w dwa palce podbródek chłopaka, chcąc by ten spojrzał mu w oczy.
- Ale nie wydaje mi się, żeby Robert kochał Lorien, a Lorien: Roberta. Większość małżeństw w naszym świecie opiera się na chłodnej kalkulacji, a nie na miłości. Twój wuj był specyficzną osobą, którą trudno było pokochać. Możliwe, że się mylę i Lorien w ten sposób przeżywa żałobę, lecz... Nie możesz winić kogoś za to, że nie rozdziera szat na każdym kroku. Pamiętasz wesele Blacków? Perseus Black dość szybko wziął rozwód tylko po to, by związać się z Vesperą. Która, swoją drogą, równie szybko owdowiała. Miałem nieprzyjemność być na tym weselu i z całą mocą mogę stwierdzić, że za nim również kryła się chłodna kalkulacja - być może w Norwegii było inaczej, lecz Rodolphus został nauczony już od najmłodszych lat że jako dziedzic tej konkretnej gałęzi rodu musi wyjść za tę, którą mu wybiorą rodzice. Z pierwszą nie wyszło lecz nie dlatego, że on sam zaprotestował, lecz dlatego, że to ona wybuchła. Pewnie gdyby mu się nie spodobała wizja ślubu z Bellatrix, to nikt by nie wziął jego zdania pod uwagę. Ale jej? Już musieli.
Na wspomnienie o Victorii westchnął tylko, przenosząc wzrok na okno. Owszem, dobrze byłoby mieć ją po swojej stronie, lecz z jego kuzynką sprawa nie była taka łatwa. Wierzył, że prędzej czy później przeciągną ją przez granicę, lecz nie mogli działać pochopnie. Zbyt wiele złego wydarzyło się ostatnimi czasy, by teraz przyjść i powiedzieć Victorii, żeby wstąpiła w ich szeregi.
- Nie każde zaklęcie rzucisz przy pomocy magii bezróżdżkowej - powiedział, mając oczywiście na myśli jedno z jego ulubionych zaklęć: legilimens. Nie zdążył jednak rozwinąć tej myśli, gdy Charles pocałował go lekko. Nie zamierzał pozwolić mu się odsunąć - objął chłopaka w pasie i przyciągnął do siebie tak, by ten mógł śmiało usiąść na jego kolanach. - Nie chciałbyś do momentu, w którym je naprawią, zamieszkać tu?
Zapytał cicho, wzmacniając uścisk na jego talii. Byłaby to pewna niedogodność, ale jeżeli aportowałby się bezpośrednio do domu i nie pojawiał na zewnątrz zbyt często, to więcej byłoby z tej sytuacji pożytku niż nie.