31.03.2025, 22:25 ✶
- Wiesz, Rolph… - Charlie rozsiadł się wygodnie, śledząc spojrzeniem przyjaciela, gdy ten krzątał się przy herbacie. Przez chwilę chciał mu nawet pomóc, ale ileż pracy może być przy dwóch kubkach, czy też dzbankach, imbrykach, czy jak nazywało się to naczynie z dzióbkiem? - W mieszkaniu jest dość chłodno. Szyby nie wytrzymały gorąca i wszystkie pękły. - Pożalił się, ale już czuł, że golf wykonuje swoje zadanie i jego ciało rozgrzewa się stopniowo. - Jeszcze nie zdołałem tego naprawić, przepraszam. Wszyscy specjaliści mają pełne ręce roboty.
To nie była jego wina. Miał pewność, że miejsce ocaleje, ale nie przewidział, że płomienie będą chciały wedrzeć się od zewnątrz, przebiją się przez szkło i osmolą sufity. Powinien się cieszyć, że wszystko ocalało, choć wciąż śmierdziało dymem. Gorszy był jednak przeciąg, który hulał po pomieszczeniach, mimo prób zasłonięcia miejsc po szybach.
Nie chciał skupiać się na efektach nocy. Było o wiele więcej przyjemniejszych tematów, na przykład kolejne pochwały. Uśmiechnął się pod nosem.
- Miałem indywidualne lekcje w Durmstrangu, żeby opanować w pełni magię bezróżdżkową. - Przyznał się. - Odkąd spróbowałem, ten sposób wydał mi się bardziej naturalny. Prawdę mówiąc, sam nie wiem, gdzie posiałem moją różdżkę. Pewnie jest gdzieś na dnie jakiejś walizki. - Dociekał, bo i nie używał swojego magicznego patyka od paru lat, ale dla pewności woził go ze sobą, gdzie tylko zabłądził na drodze życia. Nie zapowiadało się, by stracił dłonie, a zresztą, bez nich nie miałby też użytku z różdżki. - Powinienem ją znaleźć, tak dla pewności... h-hej, znasz moją ciotkę?
Lorien była kolejną problematyczną osobą w życiu Charlesa. Uważał się za dość ugodową, spokojną osobę, dlatego tym trudniej przychodziło mu zaakceptowanie wszystkich tych konfliktów, które narosły między nim i innymi osobami. Lorien przez swoje knowania była jedną z nich, ale postanowił na razie nie zadręczać tym Rodolphusa. To nie był jego problem, tylko Charlesa.
- Śmieszne stworzonko. - Skomentował dość sucho, nie potrafiąc w pełni ukryć swoich odczuć. Nie skomentował też tego, co Rolph uznał o Lorien, nie chcąc zagłębiać się w nieprzyjemny dla siebie temat. - Dodaj mu maskę, a będzie śmierciożercą. - Poradził, chwytając się informacji o papierowej figurce.
Chętnie oddał swoje dłonie w ciepłe objęcia Lestrange'a, nie wyrywając ich nawet wtedy, gdy Rodolphus postanowił być szarmancki, jakby miał do czynienia z kobietą.
- Zaraz się rozgrzeję. Doskonale mi w tym pomagasz. Co słychać u Victorii? Dowiedziała się o kwiatku?
To nie była jego wina. Miał pewność, że miejsce ocaleje, ale nie przewidział, że płomienie będą chciały wedrzeć się od zewnątrz, przebiją się przez szkło i osmolą sufity. Powinien się cieszyć, że wszystko ocalało, choć wciąż śmierdziało dymem. Gorszy był jednak przeciąg, który hulał po pomieszczeniach, mimo prób zasłonięcia miejsc po szybach.
Nie chciał skupiać się na efektach nocy. Było o wiele więcej przyjemniejszych tematów, na przykład kolejne pochwały. Uśmiechnął się pod nosem.
- Miałem indywidualne lekcje w Durmstrangu, żeby opanować w pełni magię bezróżdżkową. - Przyznał się. - Odkąd spróbowałem, ten sposób wydał mi się bardziej naturalny. Prawdę mówiąc, sam nie wiem, gdzie posiałem moją różdżkę. Pewnie jest gdzieś na dnie jakiejś walizki. - Dociekał, bo i nie używał swojego magicznego patyka od paru lat, ale dla pewności woził go ze sobą, gdzie tylko zabłądził na drodze życia. Nie zapowiadało się, by stracił dłonie, a zresztą, bez nich nie miałby też użytku z różdżki. - Powinienem ją znaleźć, tak dla pewności... h-hej, znasz moją ciotkę?
Lorien była kolejną problematyczną osobą w życiu Charlesa. Uważał się za dość ugodową, spokojną osobę, dlatego tym trudniej przychodziło mu zaakceptowanie wszystkich tych konfliktów, które narosły między nim i innymi osobami. Lorien przez swoje knowania była jedną z nich, ale postanowił na razie nie zadręczać tym Rodolphusa. To nie był jego problem, tylko Charlesa.
- Śmieszne stworzonko. - Skomentował dość sucho, nie potrafiąc w pełni ukryć swoich odczuć. Nie skomentował też tego, co Rolph uznał o Lorien, nie chcąc zagłębiać się w nieprzyjemny dla siebie temat. - Dodaj mu maskę, a będzie śmierciożercą. - Poradził, chwytając się informacji o papierowej figurce.
Chętnie oddał swoje dłonie w ciepłe objęcia Lestrange'a, nie wyrywając ich nawet wtedy, gdy Rodolphus postanowił być szarmancki, jakby miał do czynienia z kobietą.
- Zaraz się rozgrzeję. Doskonale mi w tym pomagasz. Co słychać u Victorii? Dowiedziała się o kwiatku?