31.03.2025, 18:16 ✶
Charles nie czuł się manipulowany, a obecna sytuacja całkiem mu się podobała. Lubił przebywać w towarzystwie Rodolphusa, lubił jego uwagę, a co najważniejsze, ufał mu niemal bezgranicznie. Nie wierzył, że Lestrange mógłby zadziałać na jego niekorzyść. Dlaczego miałby? To nie miałoby żadnego sensu. Naiwny Charles wpadł jak pszczoła w kałużę miodu, topiąc się w rozkoszy, grzęznąc bardziej z każdą kolejną kropelką słodyczy, z każdym zdradliwym ruchem.
- Tylko dzięki temu, że miałem doskonałego przewodnika. - Odbił piłeczkę w odpowiedzi na komplement. Nie zamierzał brać wszystkiego na siebie, bo Rolph miał wiele zasług w tym, jak ostatecznie wypadł Charlie. Gdyby nie on, nigdy nie dostałby szansy, by się wykazać. - Nie miałem pojęcia, że tyle potrafisz. - Dodał mimochodem. - Jesteś naprawdę, naprawdę potężny
Mogę się od ciebie uczyć.
Czułe gesty były tak dalekie od tego, co robili jeszcze dwa dni wcześniej, lecz na wszystko był czas i miejsce. Jeśli Charlie miał jakieś zadrapania, to tymi zajął się Leo, który ostatnimi czasy i tak pracował ponad siły. Puszczony z objęć, Charles nie wrócił na słońce, lecz szybko zzuł buty i przeszedł do środka, znajdując szybko miejsce na kanapie, tuż obok szkalnego więzienia dementorka.
- Herbata? - Dopytał, stukając palcem w klosz. - Wiesz, w Norwegii nie pijałem tyle herbaty. Znaczy, w domu, z tatą, tak. Ale nie w szkole. - Podzielił się wspomnieniami. Siłą rzeczy nawykł do nordyckiego stylu bycia, gdy w szkole spędzał większość czasu przez wiele lat. - Może białą? Chyba nigdy takiej nie piłem. Rolph, dlaczego masz małego śmierciozercę w dzbanku? - Zapytał wprost, błędnie rozpoznając w postaci naśladowcę Czarnego Pana.
- Tylko dzięki temu, że miałem doskonałego przewodnika. - Odbił piłeczkę w odpowiedzi na komplement. Nie zamierzał brać wszystkiego na siebie, bo Rolph miał wiele zasług w tym, jak ostatecznie wypadł Charlie. Gdyby nie on, nigdy nie dostałby szansy, by się wykazać. - Nie miałem pojęcia, że tyle potrafisz. - Dodał mimochodem. - Jesteś naprawdę, naprawdę potężny
Mogę się od ciebie uczyć.
Czułe gesty były tak dalekie od tego, co robili jeszcze dwa dni wcześniej, lecz na wszystko był czas i miejsce. Jeśli Charlie miał jakieś zadrapania, to tymi zajął się Leo, który ostatnimi czasy i tak pracował ponad siły. Puszczony z objęć, Charles nie wrócił na słońce, lecz szybko zzuł buty i przeszedł do środka, znajdując szybko miejsce na kanapie, tuż obok szkalnego więzienia dementorka.
- Herbata? - Dopytał, stukając palcem w klosz. - Wiesz, w Norwegii nie pijałem tyle herbaty. Znaczy, w domu, z tatą, tak. Ale nie w szkole. - Podzielił się wspomnieniami. Siłą rzeczy nawykł do nordyckiego stylu bycia, gdy w szkole spędzał większość czasu przez wiele lat. - Może białą? Chyba nigdy takiej nie piłem. Rolph, dlaczego masz małego śmierciozercę w dzbanku? - Zapytał wprost, błędnie rozpoznając w postaci naśladowcę Czarnego Pana.