Zdenerwowało ją ogromnie to, jak potraktował ją brat. Nie potrafiła zrozumieć, że wybrał coś innego, niż spędzenie z nią ich wspólnego dnia. Tym bardziej, że na niego czekała - niczym idiotka. Miała do niego ogromny żal. Wcale tego nie ukrywała, dobrze, że wiedział, że został skreślony przez Geraldine. Zamierzała mu demonstrować swoje niezadowolenie, jakby to w ogóle miało coś zmienić. Czuła jednak, że podjął już decyzję, nie zadowalała jej, bo wybrał ich ponad nią. Wiedziała, że ona również będzie musiała się zdystansować.
- Tak, butelka wina, prezent jak dla kogoś obcego, mało zobowiązujący. - Wysyczała jeszcze przez zęby. To też ją okropnie zirytowało, potraktował ją kogoś nieistotnego, komu wysyła się prezent, bo tak wypada. Strasznie ją wkurzył i teraz jej zdenerwowanie ciągle rosło. Niepotrzebnie ją rozjuszył. Spojrzała na niego tylko z rozczarowaniem, kiedy usłyszała kolejny komentarz, zapewne pociągnęłaby dalej tę konwersację, jednak coraz więcej osób kierowało ku nim spojrzenia, a tego nie chciała. Uważała, że takie sprzeczki powinni załatwiać z dala od obcych, mogli jeszcze wyczuć, że ich rodzina nie miewa się najlepiej, a tego nie chciała. Zamilkła więc, choć w środku się gotowała. Miała ochotę stąd wybiec, żeby nie musieć na niego patrzeć, nie był to jednak odpowiedni moment. Walczyła ze swoimi uczuciami, aby nie narobić wstydu swoim rodzicom.
Udało jej się wyjść tak, że Theon nie zdążył za nią ruszyć. Miało to swoje zalety, oczywiście coś musiało też pójść nie tak, bo zgubiła się w tym nieszczęsnym lesie. Usłyszała głos i odwróciła się gwałtownie. Wyprostowała się niczym struna, kiedy zobaczyła kto ją tutaj zastał. - Dzień dobry Panie Malfoy. - Uśmiechnęła się do mężczyzny niepewnie. Nie spodziewała się, że będzie jej dane spotkać go w tym lesie, jak widać niewiele jeszcze wiedziała o życiu. - Moje kondolencje, musi być Wam ciężko w tej sytuacji, pochować synową w tak młodym wieku... - Próbowała jakoś w miarę kulturalnie to rozegrać, choć nie była mistrzynią savoir vivre. - Oczywiście chętnie wrócę z Panem do reszty gości, coś zwróciło moją uwagę, jednak musiało mi się przywidzieć. - Przecież nie powie mu, że się zgubiła w tym małym zagajniku, zwalała tę sytuację na swoje zdenerwowanie i kłótnię z bratem, tak, czy siak trochę jej było wstyd, że nie mogła się odnaleźć. - W najlepszym porządku. - Odparła jeszcze do Malfoya i razem udali się w kierunku posiadłości.
Weszli do środka. Geraldine kiwnęła jeszcze głową panu Fortiemu w podzięce za doprowadzenie jej całej i zdrowej na dalszą część ceremonii. Jakoś tak się złożyło, że przez ten spacer przez las nie zdążyła na występ wiolonczelistki, ogromna strata. Szukała wzrokiem brata, nie mogła jednak go dostrzec w tym tłumie, przynajmniej jak na razie, sięgnęła więc po trunek, kiedy szedł koło niej kelner z tacą. Alkoholu nigdy za wiele, musiała utrzymywać stan lekkiego podchmielenia, aby przeżyć tę uroczystość.