28.03.2025, 16:25 ✶
Uniosła wysoko brwi widząc jego reakcję. Zdziwiła się, bo zazwyczaj jednak ludzie byli przychylniej nastawieni JEŚLI JUŻ nie zwracali uwagi za bardzo na kolor skóry, to do Keyleth w wersji sauté aniżeli Nico-Żeglarza, który nie miał ślicznej dziewczęcej buzi tylko nieco głupkowaty chłopięcy uśmieszek.
– Nie rozumiem, wolałbyś, żebym była facetem? – zapytała absolutnie poważnie, bo chociaż ludzie Bardzo Dziwnie podchodzili do kwestii Tych Którzy Mieli Wiele Twarzy, to Elias wydawał jej się kimś, kto mógłby rozumieć dlaczego nie należy ufać odbiciu w lustrze i mógłby wiedzieć, że trzeba patrzeć głębiej, aby mieć pewność, że widzi się tego kogo się widzi. Dlatego też była w tym pytaniu absolutnie szczera, choć już przy propozycji, że może iść nagiąć swoją materię i wrócić tu w formie, która bardziej mu pasuje, na tym pytaniu już pogryzła się po języku, bo w końcu nie byli sami. Zamiast tego przekrzywiła głowę zaciekawiona, świdrując go szczerymi, prostodusznymi zielonymi oczami.
– Tak, nie jestem stąd, ale trochę jestem. Mój ojciec był londyńczykiem i szukam go. A... A Nico mi pomaga, choć on tu przyjechał do swojego kumpla Cassiana. – Trochę ją zgasił swoją niechęcią, więc zamiast wyłożyć karty na stół i powiedzieć prawdę, przytuliła je mocno do piersi. – Myślę, że on przyjdzie za jakiś czas. – Dodała, kalkulując w głowie możliwości i dostępne opcje. – Szukam w ogóle jakiegoś miejsca punktu zaczepienia, gdzie mogłabym pomieszkiwać wiesz, kompletnie nie mam pojęcia nic o tym mieście, a Cassian żyje z bratem, którego strasznie nie lubię. Myślałam o Rejwachu, ale... nie wiem, żeby tam dojść to trzeba iść przez Nokturn, a ta ulica... no nie wiem. Niepokoi mnie trochę, jeśli wiesz co mam na myśli. – Keyleth była złodziejem - fakt. Ale lubiła swój worek i naprawdę bardzo BARDZO nie chciała się z nim rozstawać. A niektórzy patrzyli tak na płótno obszyte krzywo koralikami, jak zagubiony na pustyni człowiek patrzył się po tygodniu na kubek z wodą.
– Nie rozumiem, wolałbyś, żebym była facetem? – zapytała absolutnie poważnie, bo chociaż ludzie Bardzo Dziwnie podchodzili do kwestii Tych Którzy Mieli Wiele Twarzy, to Elias wydawał jej się kimś, kto mógłby rozumieć dlaczego nie należy ufać odbiciu w lustrze i mógłby wiedzieć, że trzeba patrzeć głębiej, aby mieć pewność, że widzi się tego kogo się widzi. Dlatego też była w tym pytaniu absolutnie szczera, choć już przy propozycji, że może iść nagiąć swoją materię i wrócić tu w formie, która bardziej mu pasuje, na tym pytaniu już pogryzła się po języku, bo w końcu nie byli sami. Zamiast tego przekrzywiła głowę zaciekawiona, świdrując go szczerymi, prostodusznymi zielonymi oczami.
– Tak, nie jestem stąd, ale trochę jestem. Mój ojciec był londyńczykiem i szukam go. A... A Nico mi pomaga, choć on tu przyjechał do swojego kumpla Cassiana. – Trochę ją zgasił swoją niechęcią, więc zamiast wyłożyć karty na stół i powiedzieć prawdę, przytuliła je mocno do piersi. – Myślę, że on przyjdzie za jakiś czas. – Dodała, kalkulując w głowie możliwości i dostępne opcje. – Szukam w ogóle jakiegoś miejsca punktu zaczepienia, gdzie mogłabym pomieszkiwać wiesz, kompletnie nie mam pojęcia nic o tym mieście, a Cassian żyje z bratem, którego strasznie nie lubię. Myślałam o Rejwachu, ale... nie wiem, żeby tam dojść to trzeba iść przez Nokturn, a ta ulica... no nie wiem. Niepokoi mnie trochę, jeśli wiesz co mam na myśli. – Keyleth była złodziejem - fakt. Ale lubiła swój worek i naprawdę bardzo BARDZO nie chciała się z nim rozstawać. A niektórzy patrzyli tak na płótno obszyte krzywo koralikami, jak zagubiony na pustyni człowiek patrzył się po tygodniu na kubek z wodą.