Nie zapomniał o urodzinach, które od lat spędzali wspólnie. Tym razem nie mógł jednak dotrzymać słowa i zjawić się w umówionym miejscu, o ustalonej wcześniej porze. Ich życie kręciło się obecnie wokół całkiem innych spraw. Podążali różnymi ścieżkami. Taki był efekt decyzji, które podjęli w ostatnich miesiącach. Latach? Dawno temu, to pewne. Słysząc słowa siostry, Theon skrzywił się. Uciekł spojrzeniem na bok.
- Wysłałem Ci butelkę wina. - zauważył, nie decydując się na to, żeby przenieść spojrzenie ponownie na siostrę. Tak jakby doskonale wiedział, że zwykłą butelką wina niczego się nie załatwi. Czasem potrzeba było czegoś więcej. Tutaj zaś zabrakło nawet zwykłego przepraszam, które znalazłoby się na dołączonym liściku.
Przepraszam oznaczałoby jednak przyznanie się do winy.
Błędu?
Oddał jej piersiówkę, kiedy już pociągnął z niej całkiem solidnego łyka. Nie umknęło jego uwadze, że w ciągu tych kilku chwil zaczęli już zwracać na siebie uwagę. Ojciec byłby dumny. Matka niekoniecznie. Na pewne sprawy spoglądali inaczej.
- Lepiej być bucem niż suką. - parsknął. Nie był w stanie się powstrzymać przed tym, żeby nie zareagować na jej słowa. I też nie był przy tym szczególnie cichy. Jakby kompletnie nie miało dla niego znaczenia, gdzie się znajdują. I że to nie ich dwójce przypadły główne role w spektaklu, który właśnie się rozgrywał.
Spojrzenia posyłane w kierunku bliźniaków przez innych uczestników pogrzebu, zdołały ich w jakimś sensie postawić do pionu. Dotrwali do końca ceremonii bez dalszych docinków, bez wywoływania awantury. Miał miejsce chyba jakiś cud w Wiltshire. Kiedy po wszystkim Geraldine postanowiła wmieszać się w tłum, nie ruszył za nią. Nie zamierzał przepraszać ani nic z tych rzeczy. Zamiast tego, tak samo jak pozostali, udał się w kierunku posiadłości Malfoyów. Przez jakiś czas czekał na zewnątrz, wychodząc z założeni, że kondolencje powinni złożyć wdowcowi razem. Od całej rodziny. Kiedy jednak Geraldine nadal się nie pojawiała, zdecydował się wejść do środka. Ominął Elliotta, który zajęty był wymienianiem uprzejmości z jakąś parą. Małżeństwem? Później zdąży powiedzieć mu coś odpowiedniego do okazji. Mieli na to zapewne sporo czasu.
Rozglądając się po pomieszczeniu, dostrzegł stoły zastawione jedzeniem, napojami... alkoholem! Tego ostatniego nigdy za wiele. Nie zastanawiał się nazbyt długo, wyciągając już po krótkiej chwili dłoń w kierunku whiskey sour. Na innych drinkach nawet nie zawiesił na dłużej oka. Szkoda było na to czasu.
Stojąc przy jednym ze stołów i popijając te nieszczęsne whiskey sour, wysłuchał pierw słów Elliotta, a następnie pozwolił się oczarować występowi wiolonczelistki. Nigdy nie był fanem muzyki klasycznej, ale to co właśnie widział; czego słuchał... było prawdziwie magiczne. Nie mógł oderwać od kobiety spojrzenia, z każdą kolejną minutą dając porwać się temu bardziej, mocniej. Był kompletnie nieświadomy tego, że wszystko to było w pewnym sensie... nienaturalne. Nieprawdziwe.
Im dłużej trwał występ, tym bliżej Stelli znajdywał się Theon. Odepchnął po drodze jakiegoś mężczyznę, część swojej whiskey wylał na kobietę. Nawet tego nie zarejestrował. Po prawdzie to na ten moment rejestrował naprawdę niewiele z tego, co działo się dokoła. Nie zmieniło się to, kiedy występ Stelli dobiegł końca. Zatrzymał się bezpośrednio przed nią. Na krótki moment. Utkwił w niej spojrzenie swoich niebieskich oczu. Nieco zamglone, jakby nieobecne.
Podjęcie decyzji nie zajęło mu dużo czasu. O ile można tu mówić o jej podjęciu. Czy na pewno był świadomy podejmowanych działań? W dalszym ciągu nie zwracając uwagi na to, co działo się dokoła, spróbował dostać się bezpośrednio do Stelli, chwycić ją za rękę, pociągnąć za sobą?