27.03.2025, 04:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.03.2025, 04:45 przez Leviathan Rowle.)
To była jedna z tych wyraźnych, pogrubionych wręcz różnic, która tworzyła między nimi tarcia. Ona parła do przodu, niewiele zastanawiając się nad konsekwencjami. On dla kontrastu, nie lubił działać pochopnie i często musiał się zastanowić pięć razy nad tym, co wypadałoby zrobić. Musiał mieć plan.
Może właśnie dlatego cała spontaniczność ich związku go mierziła. Faye była od początku jedną wielką niewiadomą i burzyła cały plan, jaki mógł sobie do tamtej pory ułożyć. Wiedział, że kiedyś będzie zmuszony wziąć ślub, najpewniej z kobietą z którą nie tyle było specjalnie po drodze charakterologicznie, co wyglądała dobrze w rodzinnym drzewie genealogicznym. Nie przeszkadzało mu to i do tej wizji się przyzwyczaił, a przynajmniej tak uważał kiedy stanęła na jego drodze Sarah i musiał walczyć sam ze sobą, kiedy uświadomił sobie jak niewygodne było obdzieranie go z wolności przez ojca.
Faye była dziką kartą. Stworzeniem, które było ni to człowiekiem, ni to bestią. I cholera, miał wrażenie że wszystko w niej co było nie tak, to ta wilcza natura. Lepiej byłoby jej w lesie, z dala od wymuskanej, poważnej polityki rodów czystej krwi. A mimo tego trafiła na kobiercu na kogoś z jednego z bardziej zatwardziałych rodów.
Szedł powoli i ostrożnie, z różdżką w gotowości, obserwując z tyłu jak ona kluczy między drzewami, przyglądając się znalezionym śladom. On też je widział - niezaprzeczalne dowody na to, że najprawdopodobniej podążali dobrym szlakiem. Ale jeśli wcześniej mógł mieć jakieś wątpliwości, że może to jedno licho odłączyło się od swoich towarzyszy, tak szybko przestał je mieć.
Liście zaszeleściły i zaraz spomiędzy nich przebił się zielonkawo-niebieski cień, mknący wprost w stronę Travers. Kobieta uniosła różdżkę i w efektowny sposób odbiła atak istoty, odpychając je do tyłu barierą, ale Rowle zamiast uznać jej starania, syknął tylko zirytowany ze swojego miejsca. Niepotrzebnie się z nim patyczkowała i rozdrażniała. Jakkolwiek jednak nie irytowało go jej zachowanie, sprawę zwierzęcia zostawił jej - podobno specjalistce. Machnął różdżką, chcąc wyczarować klatkę, gotową do zamknięcia w niej miotające się licho, które właśnie wykręciło ciasnym łukiem w powietrzu i śmignęło w dół, nabierając rozpędu i celując w Faye. Jak Rowle podejrzewał, pewnie w jej pustą głowę.
- Mam klatkę, przestań się z nim bawić Faye i się pośpiesz!
kształtowanie na klatkę
pikujące licho przypuszcza super zwinny atak na specjalistkę-gimnazjalistkę
Może właśnie dlatego cała spontaniczność ich związku go mierziła. Faye była od początku jedną wielką niewiadomą i burzyła cały plan, jaki mógł sobie do tamtej pory ułożyć. Wiedział, że kiedyś będzie zmuszony wziąć ślub, najpewniej z kobietą z którą nie tyle było specjalnie po drodze charakterologicznie, co wyglądała dobrze w rodzinnym drzewie genealogicznym. Nie przeszkadzało mu to i do tej wizji się przyzwyczaił, a przynajmniej tak uważał kiedy stanęła na jego drodze Sarah i musiał walczyć sam ze sobą, kiedy uświadomił sobie jak niewygodne było obdzieranie go z wolności przez ojca.
Faye była dziką kartą. Stworzeniem, które było ni to człowiekiem, ni to bestią. I cholera, miał wrażenie że wszystko w niej co było nie tak, to ta wilcza natura. Lepiej byłoby jej w lesie, z dala od wymuskanej, poważnej polityki rodów czystej krwi. A mimo tego trafiła na kobiercu na kogoś z jednego z bardziej zatwardziałych rodów.
Szedł powoli i ostrożnie, z różdżką w gotowości, obserwując z tyłu jak ona kluczy między drzewami, przyglądając się znalezionym śladom. On też je widział - niezaprzeczalne dowody na to, że najprawdopodobniej podążali dobrym szlakiem. Ale jeśli wcześniej mógł mieć jakieś wątpliwości, że może to jedno licho odłączyło się od swoich towarzyszy, tak szybko przestał je mieć.
Liście zaszeleściły i zaraz spomiędzy nich przebił się zielonkawo-niebieski cień, mknący wprost w stronę Travers. Kobieta uniosła różdżkę i w efektowny sposób odbiła atak istoty, odpychając je do tyłu barierą, ale Rowle zamiast uznać jej starania, syknął tylko zirytowany ze swojego miejsca. Niepotrzebnie się z nim patyczkowała i rozdrażniała. Jakkolwiek jednak nie irytowało go jej zachowanie, sprawę zwierzęcia zostawił jej - podobno specjalistce. Machnął różdżką, chcąc wyczarować klatkę, gotową do zamknięcia w niej miotające się licho, które właśnie wykręciło ciasnym łukiem w powietrzu i śmignęło w dół, nabierając rozpędu i celując w Faye. Jak Rowle podejrzewał, pewnie w jej pustą głowę.
- Mam klatkę, przestań się z nim bawić Faye i się pośpiesz!
kształtowanie na klatkę
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
pikujące licho przypuszcza super zwinny atak na specjalistkę-gimnazjalistkę
Rzut 1d100 - 10