26.03.2025, 21:39 ✶
– Mam wrażenie, że nie wierzysz w to, że by napisał, a by napisał. Mówię ci – upierałem się przy swoim, jakby to była najświętsza prawda tego świata. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Cornelius mógłby olać moją prośbę i zlecić komuś innemu napisanie tego nekrologu. Chociażby miał łamać kolejne pióra ze złości, napisałby ten pierdolony nekrolog, jeśli właśnie taka miała być moja ostatnia wola. Na upartego. A potem pewnie by mnie przeklinał do końca swojego życia… albo byłby wręcz zaszczycony. Zależało od dnia, nastroju, układu gwiazd – ale jedno było pewne. By. Napisał.
– Oj, moja droga... Które wnioski masz na myśli? Że są rzekomo nieodpowiednie...? – zapytałem, choć szczerze mówiąc, jak dotąd w pełni zgadzałem się z każdym swoim słowem, które tu padło. Może poza tymi o permanentnym zginięciu, w sensie o naszej śmierci w tej windzie, ale... cóż. Może chodziło o żarty o nekrologu? Bo jeśli nie o to, to nie miałem pojęcia, co innego mogło ją tak bardzo mierzić. Może po prostu mój urok osobisty?
Rozmasowałem obolałe miejsca po upadku, poprawiłem się nieco, a potem... po prostu stałem, bo w tej ciemnicy zbyt wielu opcji nie mieliśmy. A może jednak? Wyciągnąłem różdżkę, chcąc rozświetlić wnętrze. Nie zdążyłem nic rzucić, gdyż światło windy zadrżało niepewnie, jakby samo zastanawiało się, czy warto dawać nam nadzieję, po czym w końcu rozpaliło się na dobre.
Nie miałem najmniejszej ochoty wpatrywać się w tę jakże uroczą, pomiętą zołzę, więc przyklęknąłem, by pozbierać rozsypane dokumenty. Chronologię diabli wzięli – chyba że mój księgowy był na tyle przewidujący by ponumerować strony.
– Zdajesz sobie sprawę, że twoje przemądrzałe myślenie również może prowadzić do nieodpowiednich wniosków...? – rzuciłem, ale tym razem w moim głosie nie było kpiny. Raczej coś na kształt troski. Zatrzymałem się na moment, pozwalając, by słowa zawisły między nami. – Chłodna statystyka nie zawsze ocali ci skórę, bo są wyjątki od reguł – dodałem spokojnym, terapeutycznym tonem gościa, który widział już niejedno. Może bardziej słyszał. Od wielu petentów. Bardzo wielu.
Przerwałem zbieranie papierów, by na nią spojrzeć. Chciałem zobaczyć reakcję, choć może to był błąd? Może właśnie dlatego wolałem wcześniej zbierać te cholerne kartki? Ten gość od księgowości oszalał. Ile tego było?
– Oj, moja droga... Które wnioski masz na myśli? Że są rzekomo nieodpowiednie...? – zapytałem, choć szczerze mówiąc, jak dotąd w pełni zgadzałem się z każdym swoim słowem, które tu padło. Może poza tymi o permanentnym zginięciu, w sensie o naszej śmierci w tej windzie, ale... cóż. Może chodziło o żarty o nekrologu? Bo jeśli nie o to, to nie miałem pojęcia, co innego mogło ją tak bardzo mierzić. Może po prostu mój urok osobisty?
Rozmasowałem obolałe miejsca po upadku, poprawiłem się nieco, a potem... po prostu stałem, bo w tej ciemnicy zbyt wielu opcji nie mieliśmy. A może jednak? Wyciągnąłem różdżkę, chcąc rozświetlić wnętrze. Nie zdążyłem nic rzucić, gdyż światło windy zadrżało niepewnie, jakby samo zastanawiało się, czy warto dawać nam nadzieję, po czym w końcu rozpaliło się na dobre.
Nie miałem najmniejszej ochoty wpatrywać się w tę jakże uroczą, pomiętą zołzę, więc przyklęknąłem, by pozbierać rozsypane dokumenty. Chronologię diabli wzięli – chyba że mój księgowy był na tyle przewidujący by ponumerować strony.
– Zdajesz sobie sprawę, że twoje przemądrzałe myślenie również może prowadzić do nieodpowiednich wniosków...? – rzuciłem, ale tym razem w moim głosie nie było kpiny. Raczej coś na kształt troski. Zatrzymałem się na moment, pozwalając, by słowa zawisły między nami. – Chłodna statystyka nie zawsze ocali ci skórę, bo są wyjątki od reguł – dodałem spokojnym, terapeutycznym tonem gościa, który widział już niejedno. Może bardziej słyszał. Od wielu petentów. Bardzo wielu.
Przerwałem zbieranie papierów, by na nią spojrzeć. Chciałem zobaczyć reakcję, choć może to był błąd? Może właśnie dlatego wolałem wcześniej zbierać te cholerne kartki? Ten gość od księgowości oszalał. Ile tego było?