26.03.2025, 11:53 ✶
Motor. Skórzana kurtka.
Anthony wyglądał nader korzystnie, ale w żadnej mierze Shafiq nie nazwałby tego entourage'u przynależnym do ich magicznego świata, a co dopiero czystokrwistym. Bynajmniej, nie przeszkadzało mu to. Sam będąc poza granicami kraju, często przywdziewał mugolskie ugrania i zatapiał się w świecie zakazanej, czy może ośmieszanej propagandą technologii z zacięciem naukowca, które wpojono mu lata temu, nim w pełni poświęcił się pracy polityka.
Zaśmiał się na wzmiankę o rezydencji.
– Zdecydowanie, nie byłeś tam nigdy, prawda?– myśl o nowym domu Morpheusa jak zawsze wprawiła go w wesołość. Oczywiście nie chciał, żeby jego najdroższy przyjaciel, jago bliźniacza dusza mieszkała w sypiącej się ruinie, ale... Odmienność postrzegania rzeczywistości przez Longbottoma sprawiała, że łatwiej było go nakłonić do kupna przeklętego domostwa niż wybudowania przyjemnej posiadłości na wolnym terenie obok. Było to tym bardziej zabawne, że o ile domownik Warowni szukał ucieczki od przaśności Doliny, o tyle mieszkaniec Little Hangleton coraz częściej myślał o przeprowadzce w okolice Kniei, nawet jeśli ta była obecnie przeklęta. – To dość zabawna historia, ten obdarty z okien i godności zameczek był tam te dwadzieścia lat temu, jak kupowałem tą ziemię przed ślubem. W pierwotnym planie chciałem go odnowić i uczynić z niego coś na kształt domku myśliwskiego, finalnie jednak jego nastrój pasował mi do milczących spacerów, zwłaszcza listopadowymi popołudniami. Jest w nim pewna nieuchwytna nastrojowość, ale jeśli popatrzyć na to miejsce bez poetyckiego zadęcia, podejrzewam, że łatwiej byłoby to zburzyć a z odzyskanych kamieni zbudować coś bardziej praktycznego.– Westchnął uśmiechając się łagodnie – Co raczej nie jest planem w tym konkretnym przypadku...
Rozejrzał się przez moment i dostrzegłwszy kamienną ławeczkę opodal, kiwnął głową Borginowi zapraszającym gestem, samemu zaś przysiadł na niej, dając ciału odrobinę odpocznienia.
– Nigdy w pełni nie doceniałem uroków tego miejsca. Wolę przestrzenie dużo cieplejsze, zwykle o tej porze roku uciekałem do swojej winnicy, albo jeszcze bardziej na południe do Calabrii. Jest tam uroczy kurort prowadzony przez boczną gałąź McGonagallów pewnie, choć oficjalnie mówi się, że to syreny zbyt wiele w nich jednak ludzkich cech, zbyt duża łatwość, aby te same syreny później przechadzały się korytarzami dla pracowników. Ale w tym roku... mam gorące postanowienie rozruszać trochę stare kości a w tym przypadku im chłodniej tym lepiej. A Ty Anthony? Przyznam, że zaskoczyłeś mnie swoim... rumakiem?– nie było w jego głosie przygany, raczej lekko zdystansowane zaciekawienie, dalekie od protekcjonalnego zadęcia. To był dobry czas dla Shafiqa, miał w sobie dużo przestrzeni zwłaszcza tego dnia i ciekawości, której być może zbrakłoby mu, gdyby ich spotkanie nastąpiło ledwie tydzień później.
Anthony wyglądał nader korzystnie, ale w żadnej mierze Shafiq nie nazwałby tego entourage'u przynależnym do ich magicznego świata, a co dopiero czystokrwistym. Bynajmniej, nie przeszkadzało mu to. Sam będąc poza granicami kraju, często przywdziewał mugolskie ugrania i zatapiał się w świecie zakazanej, czy może ośmieszanej propagandą technologii z zacięciem naukowca, które wpojono mu lata temu, nim w pełni poświęcił się pracy polityka.
Zaśmiał się na wzmiankę o rezydencji.
– Zdecydowanie, nie byłeś tam nigdy, prawda?– myśl o nowym domu Morpheusa jak zawsze wprawiła go w wesołość. Oczywiście nie chciał, żeby jego najdroższy przyjaciel, jago bliźniacza dusza mieszkała w sypiącej się ruinie, ale... Odmienność postrzegania rzeczywistości przez Longbottoma sprawiała, że łatwiej było go nakłonić do kupna przeklętego domostwa niż wybudowania przyjemnej posiadłości na wolnym terenie obok. Było to tym bardziej zabawne, że o ile domownik Warowni szukał ucieczki od przaśności Doliny, o tyle mieszkaniec Little Hangleton coraz częściej myślał o przeprowadzce w okolice Kniei, nawet jeśli ta była obecnie przeklęta. – To dość zabawna historia, ten obdarty z okien i godności zameczek był tam te dwadzieścia lat temu, jak kupowałem tą ziemię przed ślubem. W pierwotnym planie chciałem go odnowić i uczynić z niego coś na kształt domku myśliwskiego, finalnie jednak jego nastrój pasował mi do milczących spacerów, zwłaszcza listopadowymi popołudniami. Jest w nim pewna nieuchwytna nastrojowość, ale jeśli popatrzyć na to miejsce bez poetyckiego zadęcia, podejrzewam, że łatwiej byłoby to zburzyć a z odzyskanych kamieni zbudować coś bardziej praktycznego.– Westchnął uśmiechając się łagodnie – Co raczej nie jest planem w tym konkretnym przypadku...
Rozejrzał się przez moment i dostrzegłwszy kamienną ławeczkę opodal, kiwnął głową Borginowi zapraszającym gestem, samemu zaś przysiadł na niej, dając ciału odrobinę odpocznienia.
– Nigdy w pełni nie doceniałem uroków tego miejsca. Wolę przestrzenie dużo cieplejsze, zwykle o tej porze roku uciekałem do swojej winnicy, albo jeszcze bardziej na południe do Calabrii. Jest tam uroczy kurort prowadzony przez boczną gałąź McGonagallów pewnie, choć oficjalnie mówi się, że to syreny zbyt wiele w nich jednak ludzkich cech, zbyt duża łatwość, aby te same syreny później przechadzały się korytarzami dla pracowników. Ale w tym roku... mam gorące postanowienie rozruszać trochę stare kości a w tym przypadku im chłodniej tym lepiej. A Ty Anthony? Przyznam, że zaskoczyłeś mnie swoim... rumakiem?– nie było w jego głosie przygany, raczej lekko zdystansowane zaciekawienie, dalekie od protekcjonalnego zadęcia. To był dobry czas dla Shafiqa, miał w sobie dużo przestrzeni zwłaszcza tego dnia i ciekawości, której być może zbrakłoby mu, gdyby ich spotkanie nastąpiło ledwie tydzień później.