03.02.2023, 18:42 ✶
Co z tego, że chciała rozwiać wątpliwości, skoro duch nie zamierzał powiedzieć wprost czego właściwie chce? Lestrange mogła tylko wybaluszać oczy na ducha ubranego w sposób, w jaki obecnie nikt już się nie ubierał, kiedy ten ani me ani be, ani spierdalaj, po prostu zaczął gadać o swoim życiu. Dosłownie: historia jego życia. Od narodzin i dalej. Brakowało jeszcze tylko barwnego opisu jego poczęcia, ale nie wybierajmy za daleko w przod, w końcu nie doszliśmy jeszcze do jego małżeństwa…
Bo oczywiście było i małżeństwo. Jego wybranka zresztą zaraz się pojawiła, kolejny gracz na tej planszy – w reakcji na co brunetka zdobyła się tylko na to, by wyżej unieść swoje brwi.
A potem westchnęła ciężko, cierpiętniczo wręcz, i szczelniej owinęła się płaszczem. Bo jakoś tak… zrobiło się chłodniej.
- Trzeba się było nie zgadzać, niewdzięczna babo! – zagrzmiał duch mężczyzny, okazując swoje zirytowane wszem i wobec. - Wiecznie narzekała! Życie mi zatruwałaś, kobieto, wiecznie coś nie tak! A to pieniędzy za mało, a to dzieci nie takie, a to powiedziałem coś nie tak! Jeszcze ta twoja przeklęta matka, co nam wiecznie do sypialni zaglądała! Kiedyś mi w twarz wyrzuciła, że nieodpowiednią techniką spłodziłem nasze dzieci! - stary lamentował, a Victoria miała wrażenie, że zaraz usłyszą tutaj ze szczegółami jak wyglądało ich pożycie małżeńskie. I co tu teraz zrobić – urwać sobie uszy, uciec, czy co? Ale Victoria zamiast dać Saurielowi znać że skoro oni są sobie zajęci to należy się ulotnić, to gapiła się z ofertą gębą na dwa duchy.
- Piątka dzieci! Piątka! Słyszycie? A ta mi gadała, że źle to robię! Stara raszpla, głupia… – to wyrzucił z siebie pod nosem, ostatnich słów nie dało się wręcz zrozumieć. - Sześćdziesiąt lat z tobą wytrzymałem, kobieto. SZEŚĆDZIESIĄT!!!!!!! – i ryknął to tak, że aż dało się usłyszeć te wszystkie wykrzykniki.
Bo oczywiście było i małżeństwo. Jego wybranka zresztą zaraz się pojawiła, kolejny gracz na tej planszy – w reakcji na co brunetka zdobyła się tylko na to, by wyżej unieść swoje brwi.
A potem westchnęła ciężko, cierpiętniczo wręcz, i szczelniej owinęła się płaszczem. Bo jakoś tak… zrobiło się chłodniej.
- Trzeba się było nie zgadzać, niewdzięczna babo! – zagrzmiał duch mężczyzny, okazując swoje zirytowane wszem i wobec. - Wiecznie narzekała! Życie mi zatruwałaś, kobieto, wiecznie coś nie tak! A to pieniędzy za mało, a to dzieci nie takie, a to powiedziałem coś nie tak! Jeszcze ta twoja przeklęta matka, co nam wiecznie do sypialni zaglądała! Kiedyś mi w twarz wyrzuciła, że nieodpowiednią techniką spłodziłem nasze dzieci! - stary lamentował, a Victoria miała wrażenie, że zaraz usłyszą tutaj ze szczegółami jak wyglądało ich pożycie małżeńskie. I co tu teraz zrobić – urwać sobie uszy, uciec, czy co? Ale Victoria zamiast dać Saurielowi znać że skoro oni są sobie zajęci to należy się ulotnić, to gapiła się z ofertą gębą na dwa duchy.
- Piątka dzieci! Piątka! Słyszycie? A ta mi gadała, że źle to robię! Stara raszpla, głupia… – to wyrzucił z siebie pod nosem, ostatnich słów nie dało się wręcz zrozumieć. - Sześćdziesiąt lat z tobą wytrzymałem, kobieto. SZEŚĆDZIESIĄT!!!!!!! – i ryknął to tak, że aż dało się usłyszeć te wszystkie wykrzykniki.