24.03.2025, 20:37 ✶
Zasiałem ziarno. Z ciekawością obserwowałem, co wyrasta w głowie Eliasa w odpowiedzi na moje wyznanie. Część obaw uzewnętrznił, ale część zatrzymał dla siebie. Przyznam szczerze, że nie podobało mi się, że zamierzał w razie czego konsultować moje wnioski z innymi terapeutami. Czyżby nie ufał mi dostatecznie mocno?
Eliasie, ja bym ci własne życie oddał w ręce! A z ciebie taki Brutus…
Miałem zamiar uświadomić mu, że właściwie to nie piszę o nim książki, że w ogóle nie piszę tej książki, tylko tę o głosach w głowach. Jeszcze nie byłem pewny, kiedy zamierzałem to zrobić. Ale ten brak wiary we mnie... Cóż, sprawił, że chętnie go jeszcze trochę pomęczę, przeciągnę ten temat w czasie. Tak z wrodzonej złośliwości i hobbistycznej ciekawości, bo niezwykle mnie intrygowało, co jeszcze wyrośnie z tego ziarna.
Postanowiłem wyrwać go z zamyślenia, zanim całkowicie odpłynie. Prawie przypominał mi w tym swoją siostrę, ale ona robiła to z innych powodów.
— Jak najbardziej podzielę się z tobą wynikami przed publikacją, ale nie martw się... Moi klienci są bezpieczni. To będą anonimowe przypadki — uspokoiłem go, opierając się łokciem o bar i przyglądając mu się z zaciekawieniem. — Zastanawia mnie, co takiego się wydarzyło, że nie zauważyłeś mnie w tłumie... Odczuwasz ostatnio jakieś spadki nastroju? Może traciłeś czas gdzieś po drodze...? — dorzuciłem, podlewając ziarno odrobiną wody.
Cóż, niezależnie od odpowiedzi, wyprostowałem się i poklepałem go po plecach.
— Nie musisz się obawiać o siebie. Mam cię na oku, chłopie — pokrzepiłem go tonem tak poważnym, że aż absurdalnym.
A potem wskazałem palcem na tę laskę. Laskę, biorąc pod uwagę, że była nielegalna.
— Dokładnie, to poważny zakład — zawtórowałem mu, zerkając na niego z rozbawieniem. Przystałem na trzech galeonach, ale zanim ruszył do akcji, postanowiłem faktycznie dorzucić kilka zastrzeżeń, żeby przypadkiem nie zrobił ze mnie kompletnego wariata.
— Bez przyprowadzania. Nie wspominasz o zakładzie ani o mnie. Jak to ugrasz, to już twoja sprawa. Po prostu niech zbajeruje dla ciebie barmana, niech pojawi się szklanka ognistej, a trzy galeoniaki są twoje. Spalisz akcję? Wisisz mi trzy galeony. Prosta sprawa. Wchodzisz?! - rzuciłem pytanie szybko, zanim zdążył się rozmyślić. Presja czasu działała na moją korzyść. Jeśli się zawaha, to zaraz te zasmarkane bestie ruszą w kierunku dworca i nici z całego planu. A wiedziałem, że Elias miał słabość do takich akcji.
Eliasie, ja bym ci własne życie oddał w ręce! A z ciebie taki Brutus…
Miałem zamiar uświadomić mu, że właściwie to nie piszę o nim książki, że w ogóle nie piszę tej książki, tylko tę o głosach w głowach. Jeszcze nie byłem pewny, kiedy zamierzałem to zrobić. Ale ten brak wiary we mnie... Cóż, sprawił, że chętnie go jeszcze trochę pomęczę, przeciągnę ten temat w czasie. Tak z wrodzonej złośliwości i hobbistycznej ciekawości, bo niezwykle mnie intrygowało, co jeszcze wyrośnie z tego ziarna.
Postanowiłem wyrwać go z zamyślenia, zanim całkowicie odpłynie. Prawie przypominał mi w tym swoją siostrę, ale ona robiła to z innych powodów.
— Jak najbardziej podzielę się z tobą wynikami przed publikacją, ale nie martw się... Moi klienci są bezpieczni. To będą anonimowe przypadki — uspokoiłem go, opierając się łokciem o bar i przyglądając mu się z zaciekawieniem. — Zastanawia mnie, co takiego się wydarzyło, że nie zauważyłeś mnie w tłumie... Odczuwasz ostatnio jakieś spadki nastroju? Może traciłeś czas gdzieś po drodze...? — dorzuciłem, podlewając ziarno odrobiną wody.
Cóż, niezależnie od odpowiedzi, wyprostowałem się i poklepałem go po plecach.
— Nie musisz się obawiać o siebie. Mam cię na oku, chłopie — pokrzepiłem go tonem tak poważnym, że aż absurdalnym.
A potem wskazałem palcem na tę laskę. Laskę, biorąc pod uwagę, że była nielegalna.
— Dokładnie, to poważny zakład — zawtórowałem mu, zerkając na niego z rozbawieniem. Przystałem na trzech galeonach, ale zanim ruszył do akcji, postanowiłem faktycznie dorzucić kilka zastrzeżeń, żeby przypadkiem nie zrobił ze mnie kompletnego wariata.
— Bez przyprowadzania. Nie wspominasz o zakładzie ani o mnie. Jak to ugrasz, to już twoja sprawa. Po prostu niech zbajeruje dla ciebie barmana, niech pojawi się szklanka ognistej, a trzy galeoniaki są twoje. Spalisz akcję? Wisisz mi trzy galeony. Prosta sprawa. Wchodzisz?! - rzuciłem pytanie szybko, zanim zdążył się rozmyślić. Presja czasu działała na moją korzyść. Jeśli się zawaha, to zaraz te zasmarkane bestie ruszą w kierunku dworca i nici z całego planu. A wiedziałem, że Elias miał słabość do takich akcji.