23.03.2025, 02:19 ✶
Lucy uniosła delikatnie brwi do góry, gdy złożył pocałunek na jej dłoni i chociaż było w niej pewne pobłażania zarówno wobec jego gestu, jak i słów, to zdradziecka mimika twarzy wampirzycy postanowiła uraczyć hrabiego lekkim uśmiechem.
– Dobrze więc – oznajmiła zerkając na swoją dłoń, obdarowaną kolejnym pocałunkiem, pozwalając sobie na ostatni psotliwy błysk w oku, zanim odwróciła się na pięcie i z maską rozemocjonowanej młodej panny, ruszyła szybkim krokiem, byle być jak najdalej altanki i jak najbliżej markiza.
Z zewnątrz rzeczywiście wyglądała jak młoda arystokrata, zaskoczona i rozedrgana postawą swojego gospodarza, który okazał się inną osobą, niż zakładała, ale wewnątrz. Wewnątrz szalały w niej zupełnie inne emocje, bo hrabia rzeczywiście był kimś innym, niż jej wyobrażenie o nim.
Był… Pozytywną niespodzianką. Spodziewała się, że spotka tutaj, kolejnego skostniałego wampira, który tak samo jak każdy inny na jej drodze, utwierdzi ją w niechęci do jej pobratymców, ale nie… Nawet jeśli prawie to zrobił swoim zachowaniem na balu, to było w nim coś takiego, co sprawiało, że pierwszy raz od dwudziestu lat chciała rozmawiać z kimś dłużej. Chciała się spytać o jego historie. Podróże. Dotychczasowe życie. Chciała aby nauczył ją wszystkiego, czego potrzebowały wampiry do szczęścia. Chciała by patrzył, gdy markiz podszedł do niej, a ona, wciąż nie wychodząc z roli, udawałam, że idzie prosto w objęcia swojego pocieszyciela, kiedy tak naprawdę wewnątrz aż drżała od radości i ekscytacji.
Markiz nie był nawet jakimś dużym wyzwaniem, ewidentnie będąc zdesperowanym, aby jak najszybciej usidlić niczego nieświadomą dziewczynę, ale nie przeszkadzało jej to, ani jego ględzenie o tematach, dalece dla niej istotnych, bo już czuła jego krew na języku. Już, oczami wyobraźni, widziała jego zaskoczenie, gdy wgryzie mu się w szyję.