23.03.2025, 01:38 ✶
Elias... Jak zwykle optymistycznie nastawiony do świata i wszelkiego bydlęcia. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo uwielbiałem obserwować swoich przyjaciół w różnych środowiskach i wyciągać z tego najróżniejsze wnioski. Ewentualnie zakładać się z samym sobą o to, jaki będzie ich kolejny krok.
W przypadku Eliasa Bletchleya i naszego aktualnego klimatu... Cóż, po wizycie w barze - i to nie na dwie, a co najmniej cztery godziny - pewnie zaszyje się w mieszkaniu. Może nawet zamknie na ten czas okna, o ile Pan Puszek nie przeklnie go stukotem w szybę za to, że nie ma przejścia. Pan Puszek to mój wierny koci towarzysz, ale że mieszkaliśmy nader blisko siebie, miał w zwyczaju odwiedzać prawie wszystkich moich przyjaciołach.
- Śledziłem cię - oznajmiłem pewnym siebie tonem*, jakbym mówił o aktualnej pogodzie. A tak przy okazji, pogoda dopisywała. Właściwie dlatego tu byłem. Po prostu mi się nudziło, a słońce zachęcało do spaceru. Elias nie musiał o tym wiedzieć. Elias mógł się zastanawiać, czy naprawdę go śledzi i, co ważniejsze, jaki mam w tym cel...
Cyk! Miałem cel, ale zgoła inny niż pierwotnie.
- Spokojnie, tylko zbieram materiał do książki. Mam już tytuł: Nie tylko klątwy. Magiczne środowisko a zdrowie psychiczne... Co sądzisz? - zapytałem, w zasadzie sugerując mu, że to będzie książka w dużej mierze o nim. Niepewność? Strach? Zawstydzenie? A może reakcją Eliasa będzie Roman, walnij się w ten głupi ryj.
Pytanie, czy Elias miał pazurki?
Dyskretnie zlustrowałem jego dłonie, ot tak, z ciekawości. Paznokcie? Krótkie. Czyli bez szans na podrapanie mnie po twarzy.
- Gdy byliśmy w ich wieku, też nam sprzedawali ognistą - przypomniałem, jakby Elias mógł o tym zapomnieć. To były świetne, owocne czasy. Teraz większość z nas była dorosła, z problemami i takimi tam. Nerwowa, poważna, z wdowieństwem na głowie albo z rozwodem na karku.
Ale ja i Elias? My byliśmy nieśmiertelnymi kawalerami.
- Co powiesz na drobny hazard...? ZAŁOŻĘ SIĘ - zacząłem wyraźnie, żeby przykuć jego uwagę. - Że nie namówisz tej nastolatki, żeby kupiła za ciebie ognistą... - zagaiłem kusząco, wyciągając z kieszeni jeden galeon, drugi... trzeci.
Jeśli trzeba było, miałem w zanadrzu jeszcze dwa.
*przewaga kłamiciela I
W przypadku Eliasa Bletchleya i naszego aktualnego klimatu... Cóż, po wizycie w barze - i to nie na dwie, a co najmniej cztery godziny - pewnie zaszyje się w mieszkaniu. Może nawet zamknie na ten czas okna, o ile Pan Puszek nie przeklnie go stukotem w szybę za to, że nie ma przejścia. Pan Puszek to mój wierny koci towarzysz, ale że mieszkaliśmy nader blisko siebie, miał w zwyczaju odwiedzać prawie wszystkich moich przyjaciołach.
- Śledziłem cię - oznajmiłem pewnym siebie tonem*, jakbym mówił o aktualnej pogodzie. A tak przy okazji, pogoda dopisywała. Właściwie dlatego tu byłem. Po prostu mi się nudziło, a słońce zachęcało do spaceru. Elias nie musiał o tym wiedzieć. Elias mógł się zastanawiać, czy naprawdę go śledzi i, co ważniejsze, jaki mam w tym cel...
Cyk! Miałem cel, ale zgoła inny niż pierwotnie.
- Spokojnie, tylko zbieram materiał do książki. Mam już tytuł: Nie tylko klątwy. Magiczne środowisko a zdrowie psychiczne... Co sądzisz? - zapytałem, w zasadzie sugerując mu, że to będzie książka w dużej mierze o nim. Niepewność? Strach? Zawstydzenie? A może reakcją Eliasa będzie Roman, walnij się w ten głupi ryj.
Pytanie, czy Elias miał pazurki?
Dyskretnie zlustrowałem jego dłonie, ot tak, z ciekawości. Paznokcie? Krótkie. Czyli bez szans na podrapanie mnie po twarzy.
- Gdy byliśmy w ich wieku, też nam sprzedawali ognistą - przypomniałem, jakby Elias mógł o tym zapomnieć. To były świetne, owocne czasy. Teraz większość z nas była dorosła, z problemami i takimi tam. Nerwowa, poważna, z wdowieństwem na głowie albo z rozwodem na karku.
Ale ja i Elias? My byliśmy nieśmiertelnymi kawalerami.
- Co powiesz na drobny hazard...? ZAŁOŻĘ SIĘ - zacząłem wyraźnie, żeby przykuć jego uwagę. - Że nie namówisz tej nastolatki, żeby kupiła za ciebie ognistą... - zagaiłem kusząco, wyciągając z kieszeni jeden galeon, drugi... trzeci.
Jeśli trzeba było, miałem w zanadrzu jeszcze dwa.
*przewaga kłamiciela I