Zgadza się. Richard nie zrobiłby niczego wbrew woli Roberta. Nawet te ostatnie po śmierci, był wstanie wykonać, zrealizować. Nawet, gdyby przed swoją śmiercią kazał mu kogoś zabić. Zrobiłby to. Robert był jedyną osobą, która miała jakikolwiek wpływ na działania i decyzje Richarda. Był tym, który umiał go także powstrzymywać. Czy nie było tak, że Richard uzależnił się od swojego brata, na drugi plan, stawiając swoje własne dzieci?
Stanley zdążył ich na tyle poznać, że trafił w sedno ze swoimi słowami.
Potwierdził. Przyjmując także do wiadomości, że Stanley postąpiłby tak samo. Robert miał widocznie jakiś wpływ na nich, że byliby wstanie zrobić dla niego wszystko. Albo przynajmniej wiele rzeczy. Richard zdecydowanie na pewno.
- Udowodniłeś to zwijając mi skrzata z kamienicy.
Wspomniał to wydarzenie, komiczne ale jedne z tych, gdzie Stanley wykonał polecenie Roberta. Nawet przy tym wspomnieniu, lekko się uśmiechnął, jakby sam siebie chciał pocieszyć tym wspomnieniem. Na krótko.
Zaciągnął się ponownie papierosem, wypuszczając dym z ust.
- Potrzebowała zostać sama. Przeniosła się na kilka dni do rodzinnej rezydencji mojej matki w Szkocji.
Odpowiedział, w kwestii Sophie. Tak źle to zniosła, że potrzebowała pobyć sama. Nie mógł jej tego odmówić. Sam się trzymał z dala od innych, nie chcąc mieć kontaktu. Chcąc pobyć samemu ze swoimi myślami. Nawet uważał, że dla Sophie zmiana miejsca byłaby dobra.
- Właściwie to, można powiedzieć, że jest u siebie.
Poprawił się, gdyż ta trochę zaniedbana rezydencja w Szkocji, miała być jej własnością gdy wyjdzie za mąż. Rezydencja ta dziedzicznie przekazywana była kobietom w ich rodzinie. Za tym też kryła się historia i jak często spadkobierczynie zmieniały się. Od sióstr, przez synowe po ich córki. Gdyby może ojciec inaczej podchodziłby do Richarda i zaakceptował jego wybór ścieżki kariery, kto wie, czy Sophie nie dzieliłaby tej posiadłości razem ze Scarlett.
Świat to i Richardowi się załamał. Nie widział już powodów, aby zostawać w Londynie. Skinieniem głowy, potwierdził pytanie bratanka.
- Sophie starała się robić wszystko, aby Robert był z niej dumny. Podobnie jak Charles. Również i jej przychodziły tak samo durne pomysły co mojemu synowi.Wspomniał, nawiązując do produkcji bimbru w kamienicy, randki i hazardu. Robiła rzeczy, o których ich nie informowała. Z zachowania działała podobnie co Charles, jakby ta dwójka ugadała się między sobą.
- Robert jako ojciec był dla niej wszystkim. Mocno przeżyła moment, kiedy miał atak na kiermaszu Lammas.
Dodał, przypominając sobie tym samym tę sytuację. Pokazując, że Sophie była bardzo związana z Robertem, jako że był jej jedynym rodzicem. A teraz nie miała już żadnego. Nakreślił tak w skrócie Stanleyowi, jaka tych dwoje łączyła relacja. Bardziej od strony Sophie, czego sam był obserwatorem.
Richard spojrzał na bratanka, kiedy poczuł jego dłoń na swoim barku. Słuchał tego co mówił, co było prawdą, do momentu dotyczącego kariery, gdzie zmarszczył lekko brwi. Tutaj już tego nie widział. Ale wiedział. Choć każdy z nich poszedł w innym kierunku zawodowym, to bardziej dla wspólnej korzyści, której ojciec nie widział. Ślepym będąc na pracę w Departamencie Tajemnic, pracy umysłowej, w której Richard by sobie nie poradził. Podobnie z tworzeniem świec – nie opanował tej dziedziny. A więcej cierpliwości do niego miał Robert, niżeli ojciec. Tutaj Richard nie odpowiedział. Przyjął słowa do siebie, zwłaszcza te z zapewnieniem,, że nie jest sam.
- Doceniam. Będę miał to na uwadze.Odpowiedział z lekkim uśmiechem, na słowa wsparcia i możliwości porozmawiania z bratankiem na tematy, które nie powinny być zasłyszane nigdzie indziej. Po to tutaj też przyszedł, aby poruszyć kwestię kilku z nich, które miały mocne powiązanie z jego bratem, Robertem.
Strzepnął popiół ze swojego papierosa do popielniczki. Chciał podjąć jeden temat, ale zaraz Stanley wyszedł z propozycją wyjazdu.
- Myślę o tym. Ale nie teraz. Jest sporo spraw, które musiałbym pierw ogarnąć i zamknąć. Wtedy raczej, wyjadę na stałe. Nic mnie w Londynie już nie trzyma.Wyjaśnił z trudem ale ze zdecydowaniem. Uznając, że to najlepsze rozwiązanie. Szkocja, byłaby tylko przystankiem. Miał dom w Norwegii. Więc tam wróci.
- Jeden temat chcę z Tobą omówić, jeżeli masz na to siły.
Zaczął powoli. Rozejrzał się jeszcze, jakby w pewności, że są sami, a pomieszczenie zamknięte. Z zabezpieczeniami przed niechcianym podsłuchiwaniem. Po czym powrócił wzrokiem na Stanleya.
- Chodzi o sprawę Harper Moody. Bez Roberta.. Nie widzę sensu nad tym pracować. Choć wiem, jak bardzo ta kobieta ci zaszkodziła.
Nie bardzo wiedział jak obrać to w słowa. A też nie chciał naruszać dobrych relacji z bratankiem. Chciał jednak w tym temacie też poznać jego zdanie. Jakie on ma spojrzenie na sytuację.