12.03.2025, 17:26 ✶
Pożar, panika i dym. Wszędzie ten śmierdzący dym. Kiedy dzisiaj rano wstała z łóżka nie spodziewała się, że zobaczy Londyn w ogniu. W sumie to nie... W ogóle nigdy nie spodziewała się, że zobaczy kiedykolwiek Londyn w ogniu. A przecież było Beltane. Były różne ataki. Było... Wszystko co powoli, lecz nieubłaganie zapowiadała zmierzająca w ich stronę katastrofę, a jednak... A jednak to wszystko wydawało się takie abstrakcyjne. Jeszcze przecież niedawno, dosłownie dzisiaj, to był zwykły dzień w pracy. A teraz?
Martwiła się. Co z jej rodzicami? Alice? Mama chyba dzisiaj pracowała. Czy w Mungu będzie bezpieczniejsza? Tata na całe szczęście miał dzisiaj wolne, ale równie dobrze mogli go wezwać, lub ktoś mógł przecież wedrzeć się do domu. Niektórzy przecież gardzili nim przez coś tak głupiego jak krew, a z plotek usłyszała, że nie tylko stolica pogrążyła się w chaosie. A jej siostra? Nie była w stanie przypomnieć sobie gdzie miała być dzisiaj Alice i jedyne co ja uspokajało to to, że albo była w teatrze z wieloma innymi osobami, albo w domu z tatą, który na pewno był w stanie jakoś zapanować nas sytuacją.
Nie ważne jednak jak bardzo zmartwiona tym by nie była, młoda Bletchley robiła wszystko, aby nie dać tego po sobie poznać. Teraz musiała się opanować. Pokazać wszystkim, że nadawała się do tej pracy i tym samym, że mogła kiedyś zostać aurorką. Dlatego też chociaż, przez tłumione emocje, jej oczy nieco bezwiednie zmieniły kolor na szary, tak mina Hesti wyrażała jedynie powagę i gotowość na wszystko.
Nie zdążyła usłyszeć czego chciał od niej Bulstrode, kiedy ktoś postanowił spróbować dać mu w twarz, ale aurorowi udało się obronić w momencie gdy już wyciągała różdżkę.
– Nie polecam napadania na aurora zwłaszcza w takim momencie – rzuciła do napastnika, a potem przeniosła spojrzenie na Atreusa. – Może ja będę jednak szła przodem, tak na wypadek gdyby więcej osób spróbowało cię dzisiaj pobić?
Martwiła się. Co z jej rodzicami? Alice? Mama chyba dzisiaj pracowała. Czy w Mungu będzie bezpieczniejsza? Tata na całe szczęście miał dzisiaj wolne, ale równie dobrze mogli go wezwać, lub ktoś mógł przecież wedrzeć się do domu. Niektórzy przecież gardzili nim przez coś tak głupiego jak krew, a z plotek usłyszała, że nie tylko stolica pogrążyła się w chaosie. A jej siostra? Nie była w stanie przypomnieć sobie gdzie miała być dzisiaj Alice i jedyne co ja uspokajało to to, że albo była w teatrze z wieloma innymi osobami, albo w domu z tatą, który na pewno był w stanie jakoś zapanować nas sytuacją.
Nie ważne jednak jak bardzo zmartwiona tym by nie była, młoda Bletchley robiła wszystko, aby nie dać tego po sobie poznać. Teraz musiała się opanować. Pokazać wszystkim, że nadawała się do tej pracy i tym samym, że mogła kiedyś zostać aurorką. Dlatego też chociaż, przez tłumione emocje, jej oczy nieco bezwiednie zmieniły kolor na szary, tak mina Hesti wyrażała jedynie powagę i gotowość na wszystko.
Nie zdążyła usłyszeć czego chciał od niej Bulstrode, kiedy ktoś postanowił spróbować dać mu w twarz, ale aurorowi udało się obronić w momencie gdy już wyciągała różdżkę.
– Nie polecam napadania na aurora zwłaszcza w takim momencie – rzuciła do napastnika, a potem przeniosła spojrzenie na Atreusa. – Może ja będę jednak szła przodem, tak na wypadek gdyby więcej osób spróbowało cię dzisiaj pobić?