09.03.2025, 21:01 ✶
Dochodziła północ, a jasne ślepia Greybacka obserwowały nocne sklepienie. Kruczoczarna tafla na której kiedyś ktoś rozsypał tysiące, migoczących niczym drogocenne kryształy, gwiazd.
Czy było to spotkanie z przeszłością? W pewnym sensie.
Humor mu dopisywał, czuł mrowienie pod opuszkami palców na myśl spotkania - ostatni raz przyszło im wymienić ciosy, jeszcze w czasach szkolnych. Wtedy obijali sobie mordy dość często, taki wybrali sobie w końcu sport.
Miał nadzieje, że przez te piętnaście lat Mulciber nie stracił ani krzepy, ani siły - a wręcz przeciwnie.
Żywił nadzieje, że kruczowłosy urósł w siłę i nie zawiedzie, inaczej walka nie miała sensu.
Niezależnie od tego jak nieustępliwy był Alex - a była to jedna z cech za którą go szanował. Bo tak, szanował go za to i kilka innych rzeczy, za wiele rzeczy, chociaż nic na to nie wskazywało - czasem wręcz przeciwnie. Wsunął do ust papierosa, unosząc żeliwną zapalniczkę na benzynę.
I chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że Mulciberem mogła targać teraz piękna, cudowna, najsłodsza chęć mordu, a jego słodka frustracja niczym trucizna, sączyła się z listów, leniwie skapując na podłogę - wiedział, że pod koniec dnia Alexander będzie mu wdzięczny. Bo chociaż w gorzkich słowach, Greyback zawsze mówił mu co myślał, nigdy to co Mulciber chciał usłyszeć.
Z cichym, charakterystycznym kliknięciem mechanizm ustąpił, ukazując płomień. Jednak nim zdążył odpalić papierosa, poczuł znajomy zapach który pojawił się nagle, niespodziewanie -w kolejnej sekundzie z impetem runął na ziemie - tracąc zarówno papierosa, co zapalniczkę, które wylądowały gdzieś na trawię. JEBANY MULCIBER.
Uderzenie, któremu nie zapobiegł, a które weszło zajebiście mocno. Na tyle mocno, że Greyback przez moment poczuł zamroczenie, adrenalinę która żywo zaczęła rozlewać się po jego ciele, oraz... krew, gdyż przegryzł wargę. Policzek palił, nie był pewny czy nie pękła skóra. Odruchowo pochwycił rękę Alexa ciut pod ramieniem, nim zdążył ją zabrać, zaciskając na niej palce
-Zabolały słowa? - Zachichotał cichym, chrapliwym głosem, obracając głowę w jego kierunku - Bardzo kurwa dobrze. Jak boli to znaczy, że jeszcze nie zdechłeś - szarpnął chłopaka ku sobie, chcąc zmusić go do nachylenia. Odbił się ramieniem od podłoża, aby zrzucić z siebie Mulcibera, zrywając się na równe nogi.
Rzut na aktywność fizyczną : Próba zrzucenia z siebie Mulcibera.
Czy było to spotkanie z przeszłością? W pewnym sensie.
Humor mu dopisywał, czuł mrowienie pod opuszkami palców na myśl spotkania - ostatni raz przyszło im wymienić ciosy, jeszcze w czasach szkolnych. Wtedy obijali sobie mordy dość często, taki wybrali sobie w końcu sport.
Miał nadzieje, że przez te piętnaście lat Mulciber nie stracił ani krzepy, ani siły - a wręcz przeciwnie.
Żywił nadzieje, że kruczowłosy urósł w siłę i nie zawiedzie, inaczej walka nie miała sensu.
Niezależnie od tego jak nieustępliwy był Alex - a była to jedna z cech za którą go szanował. Bo tak, szanował go za to i kilka innych rzeczy, za wiele rzeczy, chociaż nic na to nie wskazywało - czasem wręcz przeciwnie. Wsunął do ust papierosa, unosząc żeliwną zapalniczkę na benzynę.
I chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że Mulciberem mogła targać teraz piękna, cudowna, najsłodsza chęć mordu, a jego słodka frustracja niczym trucizna, sączyła się z listów, leniwie skapując na podłogę - wiedział, że pod koniec dnia Alexander będzie mu wdzięczny. Bo chociaż w gorzkich słowach, Greyback zawsze mówił mu co myślał, nigdy to co Mulciber chciał usłyszeć.
Z cichym, charakterystycznym kliknięciem mechanizm ustąpił, ukazując płomień. Jednak nim zdążył odpalić papierosa, poczuł znajomy zapach który pojawił się nagle, niespodziewanie -w kolejnej sekundzie z impetem runął na ziemie - tracąc zarówno papierosa, co zapalniczkę, które wylądowały gdzieś na trawię. JEBANY MULCIBER.
Uderzenie, któremu nie zapobiegł, a które weszło zajebiście mocno. Na tyle mocno, że Greyback przez moment poczuł zamroczenie, adrenalinę która żywo zaczęła rozlewać się po jego ciele, oraz... krew, gdyż przegryzł wargę. Policzek palił, nie był pewny czy nie pękła skóra. Odruchowo pochwycił rękę Alexa ciut pod ramieniem, nim zdążył ją zabrać, zaciskając na niej palce
-Zabolały słowa? - Zachichotał cichym, chrapliwym głosem, obracając głowę w jego kierunku - Bardzo kurwa dobrze. Jak boli to znaczy, że jeszcze nie zdechłeś - szarpnął chłopaka ku sobie, chcąc zmusić go do nachylenia. Odbił się ramieniem od podłoża, aby zrzucić z siebie Mulcibera, zrywając się na równe nogi.
Rzut na aktywność fizyczną : Próba zrzucenia z siebie Mulcibera.
Rzut PO 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana