06.03.2025, 16:55 ✶
Od tego krótkiego momentu, gdy Anthony strzepnął jego rękę, aż po kościsty palec wbity w jego bark I ostatnie oskarżenia, przez twarz Jonathana przebiegł cały kalejdoskop emocji od szoku, troski, irytacji, aż wreszcie zrozumienia. A więc jednak… Jednak jego przyjaciel najprawdopodobniej mówił o tym, co Selwyn tak bardzo chciał przed nim ukryć. Pytanie tylko co dokładnie wiedział i skąd o tym wiedział. Mógł równie dobrze nie mówić o całym Zakonie, a o pojedynczej misji, którą uznał za pojedynczą, lecz wciąż nielegalną i szaloną, akcję.
Zmarszczył brwi, gotowy do bronienia swojego stanowiska, nawet jeśli jeszcze dokładnie nie wiedział jakie ono było. Czuł jednak, że cokolwiek zarzucał mu Anthony było niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe, bo przecież zawsze chciał ich po prostu chronić.
Niesprawiedliwe, bo Anthony nie był jedynym niepoinformowanym.
Niesprawiedliwe bo we wszystkim w czym mógł był z nim szczery, a ukrywanie przed nim niektórych faktów nie przychodziło mu z łatwością i nigdy nie pomyślałby tego, co właśnie wypowiedział przyjaciel.
– Anthony – powiedział, łapiąc palec Shafiqa, aby bezceremonialnie odsunąć go na bok. – Mnie się natomiast wydawało, że mamy już na tyle lat, aby rozmawiać o naszych problemach w normalnym tonie, więc może zacznijmy najpierw od dokładnego wyjaśnienia mi, czemu rzekomo zakładam te wszystkie nieprawdziwe rzeczy o tobie, bo przyznam się, że personalnie mi one nigdy do głowy same nie przyszły. Oczywiście, że cię wysoko cenię i oczywiście, że nie mam cię za słabego.
Zmarszczył brwi, gotowy do bronienia swojego stanowiska, nawet jeśli jeszcze dokładnie nie wiedział jakie ono było. Czuł jednak, że cokolwiek zarzucał mu Anthony było niesprawiedliwe.
Niesprawiedliwe, bo przecież zawsze chciał ich po prostu chronić.
Niesprawiedliwe, bo Anthony nie był jedynym niepoinformowanym.
Niesprawiedliwe bo we wszystkim w czym mógł był z nim szczery, a ukrywanie przed nim niektórych faktów nie przychodziło mu z łatwością i nigdy nie pomyślałby tego, co właśnie wypowiedział przyjaciel.
– Anthony – powiedział, łapiąc palec Shafiqa, aby bezceremonialnie odsunąć go na bok. – Mnie się natomiast wydawało, że mamy już na tyle lat, aby rozmawiać o naszych problemach w normalnym tonie, więc może zacznijmy najpierw od dokładnego wyjaśnienia mi, czemu rzekomo zakładam te wszystkie nieprawdziwe rzeczy o tobie, bo przyznam się, że personalnie mi one nigdy do głowy same nie przyszły. Oczywiście, że cię wysoko cenię i oczywiście, że nie mam cię za słabego.