01.02.2023, 02:46 ✶
Las przy posiadłości nie należał do najgęstszych, ale pełnił rolę ochrony posiadłości, oczywiście nie był też jednym 'odstraszaczem' nieproszonych gości.
Fortinbras upewnił się, ze wszyscy z gości podążyli w odpowiednim kierunku. Wiedział, że nie była to jego rola i, że być może nie powinien był się do niej zniżać, aż chęć dopięcia wszystkiego na ostatni guzik i sprawdzenia, że żaden z gości nie pląta mu się po posesji w miejscach do tego nie przeznaczonych była większa. Zazwyczaj musiał wszystko mieć pod kontrolą, a nie uważał innych ludzi czy magicznych stworzeń za odpowiednio kompetentnych, aby mogli ważne sprawy robić za niego.
- Panno Yaxley, rozumiem, że z Pani doświadczeniem w terenie podróż drogami mniej oczywistymi nie jest aż takim problemem, jak dla reszty gości, acz byłbym spokojniejszy, gdyby wróciła Panna ze mną na szlak. Nie utrzymujemy tego lasu jedynie jako ozdoby. - zaznaczył. Jego głos był szorstki, chłodny i bardzo donośny, tak, że parę przesiadujących na drzewach ptaków zerwało się do lotu podnosząc przy tym szum, gdy liście i gałęzie ocierały się o siebie.
Mężczyzna miał ręce założone za siebie i podszedł do Geraldine w paru krokach, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
- Czy wszystko jest w porządku? - dopytał, choć w jego spojrzeniu daremnie było szukać zmartwienia czy troski. Na ustach wykwitł delikatny uśmiech, blady, ledwo tworzący zmarszczki na twarzy. Trudno było stwierdzić w jakim wieku właściwie jest Malfoy, wyglądał jednocześnie na zbyt młodego na swoją sędziwość, jak i zbyt wiekowego, aby być stawianym w kategorii młodych.
Jego spojrzenie było badawcze, być może odrobinę karcące, choć to drugie nie znajdowało się w niebieskich oczach bezposrednio, raczej wynikało z całej postawy i tonu głosu.
Fortinbras upewnił się, ze wszyscy z gości podążyli w odpowiednim kierunku. Wiedział, że nie była to jego rola i, że być może nie powinien był się do niej zniżać, aż chęć dopięcia wszystkiego na ostatni guzik i sprawdzenia, że żaden z gości nie pląta mu się po posesji w miejscach do tego nie przeznaczonych była większa. Zazwyczaj musiał wszystko mieć pod kontrolą, a nie uważał innych ludzi czy magicznych stworzeń za odpowiednio kompetentnych, aby mogli ważne sprawy robić za niego.
- Panno Yaxley, rozumiem, że z Pani doświadczeniem w terenie podróż drogami mniej oczywistymi nie jest aż takim problemem, jak dla reszty gości, acz byłbym spokojniejszy, gdyby wróciła Panna ze mną na szlak. Nie utrzymujemy tego lasu jedynie jako ozdoby. - zaznaczył. Jego głos był szorstki, chłodny i bardzo donośny, tak, że parę przesiadujących na drzewach ptaków zerwało się do lotu podnosząc przy tym szum, gdy liście i gałęzie ocierały się o siebie.
Mężczyzna miał ręce założone za siebie i podszedł do Geraldine w paru krokach, spokojnie, bez zbędnego pośpiechu.
- Czy wszystko jest w porządku? - dopytał, choć w jego spojrzeniu daremnie było szukać zmartwienia czy troski. Na ustach wykwitł delikatny uśmiech, blady, ledwo tworzący zmarszczki na twarzy. Trudno było stwierdzić w jakim wieku właściwie jest Malfoy, wyglądał jednocześnie na zbyt młodego na swoją sędziwość, jak i zbyt wiekowego, aby być stawianym w kategorii młodych.
Jego spojrzenie było badawcze, być może odrobinę karcące, choć to drugie nie znajdowało się w niebieskich oczach bezposrednio, raczej wynikało z całej postawy i tonu głosu.