03.03.2025, 04:23 ✶
Dobrze, że na niego nie patrzyła - bo przecież nie przepadał na momentami, gdy spojrzenie innych przesuwało się po zmienionych, wypaczonych elementach jego ciała. Czuł się zepsuty, ale nie jak przedmiot, w którym coś pękło, a raczej owoc, który powoli gnił, zmieniając przy tym swoją barwę. Gdyby zostawić go w koszyku, jego choroba gotowa była rozprzestrzenić się, dokładnie tak samo jak przeszła na niego wraz z krwią Lazarusa. A z drugiej strony... marzył o tym by nie odwracano od niego wzroku. Nie chciał poklasku, a poczucia że nie jest obrzydliwy. Mogli znaleźć się ludzie, którzy byli w stanie to zrobić, ale była ich garstka, bo prezentujące się w jego twarzy zezwierzęcenie dla normalnej osoby wywoływało zwyczajny niepokój. Przez to byli chyba do siebie odrobinę podobni; bestie wepchnięte w ludzkie formy. W obojga ich krwi płynęła klątwa - jak do tej pory nieodwracalna.
Nie spojrzał na nią. Nie wyłapał więc tego drobnego drgnięcia kącików ust, bo uważne spojrzenie wpatrywało się w wyczarowaną właśnie bańkę, jakby przez moment jeszcze czekał, chcąc upewnić się że faktycznie to mieli. Licha były wściekłe, z wizgiem wijąc się w swoich transparentnych więzieniach, walcząc do samego końca.
Zrobił to samo co ona, machając różdżką, żeby wyczarować podmuch wiatru i za jego pomocą przetransportować drugie stworzenie do przygotowanej klatki. Powoli, z namysłem, jakby nie chcąc go dodatkowo rozdrażnić.
kształtowanie na puszczanie wiatrów
- Dobrze widzieć, że sukcesy ci służą - rzucił sucho, powstrzymując się od dalszej części, która krążyła mu po głowie. Dobrze, że przestałaś się zachowywać jak naburmuszone dziecko. Zamilkł na chwilę, jakby faktycznie zastanawiał się nad jej pytaniem, ale przecież nie musiał. Zrobiło mu się tylko jakoś tak ciężej, bo otwarcie latające licha były o wiele łatwiejsze do zwalczenia. Problem pojawiał się, kiedy któreś się czaiło i próbowało zaatakować z zaskoczenia. - Trzy. Mówiłem, że były trzy.
Nie spojrzał na nią. Nie wyłapał więc tego drobnego drgnięcia kącików ust, bo uważne spojrzenie wpatrywało się w wyczarowaną właśnie bańkę, jakby przez moment jeszcze czekał, chcąc upewnić się że faktycznie to mieli. Licha były wściekłe, z wizgiem wijąc się w swoich transparentnych więzieniach, walcząc do samego końca.
Zrobił to samo co ona, machając różdżką, żeby wyczarować podmuch wiatru i za jego pomocą przetransportować drugie stworzenie do przygotowanej klatki. Powoli, z namysłem, jakby nie chcąc go dodatkowo rozdrażnić.
kształtowanie na puszczanie wiatrów
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
- Dobrze widzieć, że sukcesy ci służą - rzucił sucho, powstrzymując się od dalszej części, która krążyła mu po głowie. Dobrze, że przestałaś się zachowywać jak naburmuszone dziecko. Zamilkł na chwilę, jakby faktycznie zastanawiał się nad jej pytaniem, ale przecież nie musiał. Zrobiło mu się tylko jakoś tak ciężej, bo otwarcie latające licha były o wiele łatwiejsze do zwalczenia. Problem pojawiał się, kiedy któreś się czaiło i próbowało zaatakować z zaskoczenia. - Trzy. Mówiłem, że były trzy.