28.02.2025, 19:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2025, 22:53 przez Anthony Shafiq.)
Nie spędzali ze sobą czasu. To prawda. Zraniła jego dumę podwójnie. Raz odmawiając mu swojej ręki, drugi raz oddając ją komuś innemu. Ta rozmowa nigdy między nimi nie zaistniała. Przyjął rolę świadka na ślubie, na którym jeszcze przed laty widział się w roli głównego zainteresowanego całą ceremonią. Przyjął rolę przyjaciela, któremu nie ciąży na palcu obrączka, a ciąży właśnie ta uraza, tak blada w świetle ostatnich godzin, w których był przekonany, że ją stracił na zawsze.
Nie odpowiedział na to, wszak oboje wiedzieli, że ma rację. Miał tylko nadzieje, że była świadoma, że zrobiłby to dla niej mimo tego dziwnego stanu "pozostańmy przyjaciółmi", mimo faktu, że kto inny oddał jej swoje nazwisko, obecnie w spadku. Zrobiłby to dla niej. Zapewne dlatego nie prosiła.
Dopiero to co go zaskoczyło, to nagła zmiana nastroju. Subito grave wybrzmiało ostrą nutą milczenia i napięcia, tak wyraźnego w wątłym, toczonym chorobą ciele. Uniósł brwi, nie kryjąc tego, że nie spodziewał się tak intensywnej reakcji po czymś, co miało być "zabawnym tematem" w jego mniemaniu. Charles miał duży temperament i łatwo poddawał się impulsom, choć zawsze skutecznie temperował i wytaczał mu kurs jego ojciec. Oschłość Richarda od czasu jego pojawienia się w Angli była inną sprawą, sam fakt, że nie uprzedził o tak gwałtownej zmianie swoich planów życiowych, a list z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy był bardziej zawoalowaną groźbą niż efektem wielu lat znajomości, w pewien sposób pozwalała Anthony'emu przewidywać, że działo się w tej rodzinie coś złego, a otwartość i ciepło, którą Charles mu okazywał przy okazji poprzedniego spotkania, może gwałtownie zmienić swój kierunek. Rozmyślał o tym z żalem, ale obecna reakcja Lorien wyraźnie uświadomiła mu, że sprawa może być jeszcze poważniejsza, a kobieta dysponowała faktami, które mogłyby mu ją rozjaśnić.
Westchnął i odłożył sztućce. Podniósł się i niespiesznie przesunął krzesło bliżej jej krzesła, po czym przysiadł na nim tak, by ich kolana się dotykały. Potem delikatnie ułożył dłoń na jej ramieniu, a po chwili wahania przesunął je dalej, na to drugie ramię nieprzylegające do niego i dociążył rękę w przyjacielskim objęciu. Milczał, gdy opierał brodę o jej czubek jej głowy w niemym geście akceptacji i otwartości na to co chciałaby mu opowiedzieć, zamiast "skąd taka myśl, wszystko jest w porządku". Co chciałaby mu opowiedzieć o małżeństwie, w którym zapisał się ledwie jako świadek na dwóch ceremoniach. Co chciałaby mu opowiedzieć o rodzinie, wokół której oscylował prawie dwadzieścia lat. Miał w sobie przestrzeń na to, że milczenie było wszystkim co byłaby mu w stanie ofiarować tego dnia. Nie dbał o to. Był tu dla niej i tak jak drażniło go to, ale też i kochał w niej ten upór w który czasem wpadała zaciskając wargi i tylko patrzyła swoimi kobaltowymi oczyma, jakby byli na wokandzie, a nie w połowie cichej rozmowy nad herbatą, czy... dajmy na to caponatą.
Jeśli pozwoliła, objął ją ciaśniej, łagodnym gestem głaszcząc włosy, układając zmierzwione myśli, które pognały w nieznane mu tereny.
Nie odpowiedział na to, wszak oboje wiedzieli, że ma rację. Miał tylko nadzieje, że była świadoma, że zrobiłby to dla niej mimo tego dziwnego stanu "pozostańmy przyjaciółmi", mimo faktu, że kto inny oddał jej swoje nazwisko, obecnie w spadku. Zrobiłby to dla niej. Zapewne dlatego nie prosiła.
Dopiero to co go zaskoczyło, to nagła zmiana nastroju. Subito grave wybrzmiało ostrą nutą milczenia i napięcia, tak wyraźnego w wątłym, toczonym chorobą ciele. Uniósł brwi, nie kryjąc tego, że nie spodziewał się tak intensywnej reakcji po czymś, co miało być "zabawnym tematem" w jego mniemaniu. Charles miał duży temperament i łatwo poddawał się impulsom, choć zawsze skutecznie temperował i wytaczał mu kurs jego ojciec. Oschłość Richarda od czasu jego pojawienia się w Angli była inną sprawą, sam fakt, że nie uprzedził o tak gwałtownej zmianie swoich planów życiowych, a list z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy był bardziej zawoalowaną groźbą niż efektem wielu lat znajomości, w pewien sposób pozwalała Anthony'emu przewidywać, że działo się w tej rodzinie coś złego, a otwartość i ciepło, którą Charles mu okazywał przy okazji poprzedniego spotkania, może gwałtownie zmienić swój kierunek. Rozmyślał o tym z żalem, ale obecna reakcja Lorien wyraźnie uświadomiła mu, że sprawa może być jeszcze poważniejsza, a kobieta dysponowała faktami, które mogłyby mu ją rozjaśnić.
Westchnął i odłożył sztućce. Podniósł się i niespiesznie przesunął krzesło bliżej jej krzesła, po czym przysiadł na nim tak, by ich kolana się dotykały. Potem delikatnie ułożył dłoń na jej ramieniu, a po chwili wahania przesunął je dalej, na to drugie ramię nieprzylegające do niego i dociążył rękę w przyjacielskim objęciu. Milczał, gdy opierał brodę o jej czubek jej głowy w niemym geście akceptacji i otwartości na to co chciałaby mu opowiedzieć, zamiast "skąd taka myśl, wszystko jest w porządku". Co chciałaby mu opowiedzieć o małżeństwie, w którym zapisał się ledwie jako świadek na dwóch ceremoniach. Co chciałaby mu opowiedzieć o rodzinie, wokół której oscylował prawie dwadzieścia lat. Miał w sobie przestrzeń na to, że milczenie było wszystkim co byłaby mu w stanie ofiarować tego dnia. Nie dbał o to. Był tu dla niej i tak jak drażniło go to, ale też i kochał w niej ten upór w który czasem wpadała zaciskając wargi i tylko patrzyła swoimi kobaltowymi oczyma, jakby byli na wokandzie, a nie w połowie cichej rozmowy nad herbatą, czy... dajmy na to caponatą.
Jeśli pozwoliła, objął ją ciaśniej, łagodnym gestem głaszcząc włosy, układając zmierzwione myśli, które pognały w nieznane mu tereny.