24.02.2025, 18:38 ✶
Wszystko to, o czym mówiła Sfora, nie było wcale takie głupie i Faye to wiedziała. Jednak z realizacją tych planów było znacznie, znacznie gorzej. Nie można było ot tak przeprowadzać rewolucji, jednocześnie nie krzywdząc innych. Jeżeli o to chodziło, to stała w dużym rozkroku i nie miała pojęcia, w którą stronę się zwrócić. Serce jej podpowiadało, że powinna podążyć za swoimi, lecz jednocześnie Faye nie doznała krzywdy ze strony Ministerstwa: nawet teraz, gdy złamała te wszystkie zakazy. Wierzyła, że chcą dobrze, prowadząc ten cały rejestr wilkołaków. Bali się i im się nie dziwiła - gdyby była na ich miejscu, także by się bała. Ale jednocześnie uważała, że bali się, bo wilkołaki wciąż były dla nich czymś nieznanym. I, jak się okazywało, dla niej także.
- To nie możesz mieć dwóch? - zapytała, lekko unosząc kąciki ust. Czasem zachowywał się jak dziecko, któremu trzeba było tłumaczyć najprostszą rzecz po kilka razy, a i tak nic do tej głowy nie docierało. - Wiesz, jakby jeden był mokry, to wtedy możesz chodzić w drugim.
Dodała lekko przemądrzałym tonem, który jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił. Rzuciła jeszcze spojrzeniem na rozłożony na gałęziach sweter, myśląc co mogłaby dodać, ale nie przychodziło jej już nic sensownego do głowy. I gdy szli powoli, tak trzymając się za ręce jak kiedyś w Hogwarcie, przez chwilę czuła, że kiedyś wszystko się ułoży. Miała wrażenie, że jej ucieczka niedługo po skończeniu szkoły zrobiła więcej złego niż dobrego. W zasadzie czuła się podle za to, że zostawiła wszystko i wszystkich tak po prostu, praktycznie bez słowa, ale nie potrafiła wtedy inaczej. To był sekret jej i Leviathana - sekret, który chciałaby zabrać do grobu, ale cholernik Rowle ostatnio zaczął częściej pojawiać się na jej drodze niż ktokolwiek inny. Gdyby nie Greyback to zapewne Faye po raz kolejny zebrałaby dupę w troki i przeniosła się gdzieś do Europy, w góry, żeby ganiać za mitycznymi stworzeniami, z których ponad połowa nigdy nie miała nawet prawa istnieć nawet w ich świecie. Wszystko, byle by tylko zająć czymś ciało i umysł.
- Nie pocieszasz - mruknęła, ale trochę bez przekonania. Nie chciała się z nim kłócić, zwłaszcza że miał rację - wypadek może zdarzyć się każdemu, absolutnie każdemu. Tylko dlaczego miała wrażenie, że to wszystko było ze sobą połączone? To, co działo się w Dolinie i to, co działo się z nią. Faye mimowolnie zacisnęła palce na dłoni Maddoxa, prowadząc go grzecznie wydeptaną ścieżką, na której nie rosła trawa. Była na tyle szeroka, że mogli zmieścić się na niej oboje i żadne z nich nie musiało kroczyć po wilgotnej trawie z boku, mocząc buty. - Nie wiem, czy mnie to złamało. Wszyscy byli dla mnie mili, nawet poczęstowali mnie herbatą. Ale ciągle mam wrażenie, że odkąd wyszłam z Kniei, coś się do mnie przylepiło. Pamiętasz tę obrzydliwą galaretkę w Hogwarcie, którą się rzucały ostatnie roczniki? Ktoś ją zaklął tak, żeby po kontakcie z ciałem przylepiała się jak... Jakiś glut, taki śliski i nieprzyjemny w dotyku.
Ona doskonale to pamiętała, bo próbowała rozdzielić wtedy walczących na jedzenie - była w końcu prefektem i musiała spróbować. A potem dostała galaretką prosto w mordę i włosy, a w końcu wszyscy zaczęli się napierdalać, dopóki nie zbiegli się nauczyciele. Ciężko było to gówno wysupłać z włosów.
- Jakby ślimak mi chodził po karku - dodała, odruchowo przecierając skórę na karku. Nic tam oczywiście nie było, ale obrzydliwe uczucie nie znikało. - Nie myślałeś, żeby... No wiesz. Mieć swoją własną norę, w której mógłbyś się chronić podczas pełni?
Zapytała z pewnym wahaniem w głosie lecz nie dlatego, że miała złożyć mu zaraz jakąś niemoralną propozycję, by zamieszkał u niej w piwnicy. Wahanie pojawiło się, bo gdy tak wędrowali ścieżką, w oddali zamajaczyła sylwetka. Faye zmarszczyła brwi.
- Maddox, głupie pytanie, ale czy ktoś może się tu kręcić i wieszać kukły na drzewach?/ - zapytała, wskazując palcem na wierzbę na rozstaju dróg.
!wisielec
- To nie możesz mieć dwóch? - zapytała, lekko unosząc kąciki ust. Czasem zachowywał się jak dziecko, któremu trzeba było tłumaczyć najprostszą rzecz po kilka razy, a i tak nic do tej głowy nie docierało. - Wiesz, jakby jeden był mokry, to wtedy możesz chodzić w drugim.
Dodała lekko przemądrzałym tonem, który jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił. Rzuciła jeszcze spojrzeniem na rozłożony na gałęziach sweter, myśląc co mogłaby dodać, ale nie przychodziło jej już nic sensownego do głowy. I gdy szli powoli, tak trzymając się za ręce jak kiedyś w Hogwarcie, przez chwilę czuła, że kiedyś wszystko się ułoży. Miała wrażenie, że jej ucieczka niedługo po skończeniu szkoły zrobiła więcej złego niż dobrego. W zasadzie czuła się podle za to, że zostawiła wszystko i wszystkich tak po prostu, praktycznie bez słowa, ale nie potrafiła wtedy inaczej. To był sekret jej i Leviathana - sekret, który chciałaby zabrać do grobu, ale cholernik Rowle ostatnio zaczął częściej pojawiać się na jej drodze niż ktokolwiek inny. Gdyby nie Greyback to zapewne Faye po raz kolejny zebrałaby dupę w troki i przeniosła się gdzieś do Europy, w góry, żeby ganiać za mitycznymi stworzeniami, z których ponad połowa nigdy nie miała nawet prawa istnieć nawet w ich świecie. Wszystko, byle by tylko zająć czymś ciało i umysł.
- Nie pocieszasz - mruknęła, ale trochę bez przekonania. Nie chciała się z nim kłócić, zwłaszcza że miał rację - wypadek może zdarzyć się każdemu, absolutnie każdemu. Tylko dlaczego miała wrażenie, że to wszystko było ze sobą połączone? To, co działo się w Dolinie i to, co działo się z nią. Faye mimowolnie zacisnęła palce na dłoni Maddoxa, prowadząc go grzecznie wydeptaną ścieżką, na której nie rosła trawa. Była na tyle szeroka, że mogli zmieścić się na niej oboje i żadne z nich nie musiało kroczyć po wilgotnej trawie z boku, mocząc buty. - Nie wiem, czy mnie to złamało. Wszyscy byli dla mnie mili, nawet poczęstowali mnie herbatą. Ale ciągle mam wrażenie, że odkąd wyszłam z Kniei, coś się do mnie przylepiło. Pamiętasz tę obrzydliwą galaretkę w Hogwarcie, którą się rzucały ostatnie roczniki? Ktoś ją zaklął tak, żeby po kontakcie z ciałem przylepiała się jak... Jakiś glut, taki śliski i nieprzyjemny w dotyku.
Ona doskonale to pamiętała, bo próbowała rozdzielić wtedy walczących na jedzenie - była w końcu prefektem i musiała spróbować. A potem dostała galaretką prosto w mordę i włosy, a w końcu wszyscy zaczęli się napierdalać, dopóki nie zbiegli się nauczyciele. Ciężko było to gówno wysupłać z włosów.
- Jakby ślimak mi chodził po karku - dodała, odruchowo przecierając skórę na karku. Nic tam oczywiście nie było, ale obrzydliwe uczucie nie znikało. - Nie myślałeś, żeby... No wiesz. Mieć swoją własną norę, w której mógłbyś się chronić podczas pełni?
Zapytała z pewnym wahaniem w głosie lecz nie dlatego, że miała złożyć mu zaraz jakąś niemoralną propozycję, by zamieszkał u niej w piwnicy. Wahanie pojawiło się, bo gdy tak wędrowali ścieżką, w oddali zamajaczyła sylwetka. Faye zmarszczyła brwi.
- Maddox, głupie pytanie, ale czy ktoś może się tu kręcić i wieszać kukły na drzewach?/ - zapytała, wskazując palcem na wierzbę na rozstaju dróg.
!wisielec