• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia

05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
22.02.2025, 22:30  ✶  
Może Tori faktycznie wolała, aby to Cynthia załatwiła sprawę i przedstawiła wszystko Saurielowi od początku do końca, a jeśli tak — cóż, nie mogła jej winić. Nie była typem kobiety, który przepraszał, ale w związku z tym, że obydwoje byli dla Lestrange ważni, nie mogła tego tak zostawić. Błękitne tęczówki kolejny raz omiotły spojrzeniem twarz wampira, a ramiona drgnęły delikatnie na jego uniesioną brew. Stwierdzenie "chłopiec od brudnej roboty" ostatnimi czasy ją prześladowało i nie mogła się pogodzić z tym, że osoby mianujące się tak, akceptowały to lekko. Z drugiej jednak strony, czy ona nie robiła tego samo w związku ze swoją rodzinną, chociaż trochę w inny sposób? Dobrze, że nie wspomniał o tym głośno. Zasługiwał na więcej, niż sprzątanie po kimś. Podobnie jak Borgin.
- Okay. - powtórzyła za nim, przytakując, chociaż nie bardzo zdawała sobie sprawę, że mówił poważnie. Nie miałaby nic przeciwko, bo fascynował ją, jako stworzenie martwe i żywe jednocześnie, a do tego cały ten potencjał z nim związany, który mógłby być wykorzystany w nekromancji.. To połączenie mogło być kluczem do czegoś zupełnie nowego, zmienić horyzont. - To ważne Sauriel, jeśli nie chcesz mieć kłopotów. Nie chciałabym, żebyś miał klopoty — skomentowała jego lakoniczną odpowiedź na instrukcje, powstrzymując się od oparcia dłoni na biodrach lub też machnięcia palcem. Miała nadzieję, że rozsądek mu pomoże, o ile w ogóle miał — a jeśli nie, to chęć, aby Tori była bezpieczna. I świadomość, że on powinien pozostać bezpieczny dla niej. Musiała mu jednak w tym zaufać, wziąć go na słowo. Nie było to dla niej łatwe, bo z natury zakładała od ludzi najgorsze i głównie dlatego jej mury były tak wysokie, aby nikt przez nie przeszedł i nie zaburzył równowagi, którą latami budowała. Emocje zaburzały tak wiele rzeczy, mogłyby popsuć wszystko, co dziś przygotowała. Dlatego musiała trzymać je szczelnie zamknięte, skupić się na zadaniach i podejść do tego, jak lekarz lub też patolog — wykonać precyzyjne cięcia i podejmować błyskawiczne, najlepsze decyzje. Chodziło o dobro pacjenta, nie jej własne. Ona musiała to zrobić — nie mogła zbawić całego świata, nie mogła powstrzymać chaosu i uratować każdego, bo była zbyt mała, zbyt słaba, musiała jednak uratować kobietę. Bezwzględu na wszystko. Tamtego wieczora, gdy rozmawiały i Cynthia mogła dostrzec w tęczówkach Victorii strach, mocno zakorzenił się w jej głowie. Bo przecież czarnowłosa praktycznie nigdy się nie bała. Obydwie były odważne, silne i niezależne, uwielbiały mieć wszystko pod kontrolą. I moment, w którym widziała swoją siostrę z obawą, ten wers w liście związany ze śmiercią.. Musiała ją pokonać.
- Mówię tylko, że on może znać rozwiązanie i ta wiedza może się przydać w krytycznym momencie, jeśli inne metody zawodzą. Nie mówię, że masz go szukać. Prawdę powiedziawszy, wolałabym, abyś nigdy nie musiał tego robić.
Nie kłamała. Mogła się tylko domyśleć, mieć nadzieję — czy miał, czy też nie miał z tym nic wspólnego. Jaka była jednak szansa, że nie tkwił w tym ze Stanleyem? Nie poszedłby za Louvainem, ale przecież z Borginem łączył ich prawdziwy bromance, o tym wiedziała doskonale. Nie była to jednak jej sprawa. Nigdy by go nie zapytała, nigdy by go nie posądziła. Ba, miała nadzieję, że to on — o zgrozo, jak naiwnie — okaże się wsparciem i głosem rozsądku dla swojego przyjaciela, bo tylko chyba on mógł przebić głową ten mur. - Dobrze.
Oczywiście nie mogła tego zostawić.
Była gotowa sama znaleźć Voldemorta, jeśli dziś jej plan się nie powiedzie i wyjdzie z tego cało. Nawet jeśli była nikim. Nawet jeśli była słaba. Mogła być użyteczna.
Pojawienie się Tori skutecznie zmieniło kierunek jej myśli, łagodność przemknęła przez bladą twarz i nawet się uśmiechnęła. Jej chłód jej nie odstraszał, nie czuła żadnego dyskomfortu. Obawiała się jedynie tego, że emocje mogłyby jej przeszkodzić. Zrobiłaby się sentymentalna, a nie dokładna i to mogłoby sprowadzić ją na drogę pełną błędów — pośpieszną, mało rozsądną.
Zaczęła więc wyjaśniać, wszystko po kolei. Zupełnie, jakby kolejny raz odhaczała punkty na liście.
- Tak, ale musisz być w pełni sił. Będę jednak potrzebowała trochę Twojej krwi, jeśli pozwolisz. Miała kontakt z Limbo, a potrzebuję związanego z nim pierwiastka, aby ustabilizować krąg. - wyjaśniła, przesuwając palcami po jej nadgarstkach. Miała ze sobą sprzęt w torbie, który umożliwiłby szybkie pobranie fiolki. Nie zamierzała brać dużo, niezbędne minimum. Coś, co kiedyś już było w tamtym miejscu, mogło być kotwicą — a już na pewno było łatwiejsze niż uzyskanie fragmentu płaszcza dementora lub czegoś innego. Z drugiej strony, wszystkie te kości dookoła i zatrzymana w nich energia, również w maleńkim procencie limba powinny dotknąć. - Penisów? - przekręciła głowę na bok, unosząc brew. Mimowolnie zerknęła na Sauriela, bo brzmiało to coś, jakby zrobił ze Stanleyem lub z ich wspólnym, starym przyjacielem. Uśmiechnęła się, kręcąc głową. - Obawiam się, że moje znaki nie są tak majestatyczne i nie dadzą tyle przyjemności, ile dobry penis.
Była po kursach i praktyce uzdrowicielskiej, pracowała jako patolog — nie bała się słowa penis, chociaż tak wielu dorosłych sobie z nim nie radziło. - Atre? Akurat jego bym o to nie podejrzewała.
Relacja z aurorem była skomplikowana, zawsze otaczała ich pewna forma spokoju oraz powagi. Owszem, był dowcipnym, ale nigdy nie pokazywał takiej strony, od której znała go Victoria. Nie było w tym oczywiście nic złego, pewnie nie znaleźli odpowiednich okoliczności, zważywszy na to, że Flint była, jaka była — trudną w obcowaniu. Atreus miał jednak w sobie pewną dozę lekkości, jednak nie podejrzewała, że ta znajdowała odzwierciedlenie w rysowaniu na czole penisów. Każdy miał jakieś pasje.
- Masz tu być, bo Tori Cię potrzebuje. Jeśli będę blisko i braknie mi mocy, zamierzam Cię wykorzystać. Więc przypadku jesteś dla towarzystwa, ochrony .- wyjaśniła mu, przenosząc wzrok na Rookwooda i również do niego uśmiechnęła się krótko. Wolała trzymać jego potencjał jako ostatnią deskę ratunku, tylko na specjalne okazje. Jego zdolności fizyczne mogły być użyteczne w razie kłopotów i jedynie jemu mogła zaufać na tyle, aby zajął się Lestrange. Był też poniekąd martwy, więc krąg powinien go zaakceptować i wpuścić, jeśli musiałby ją zabrać. Nie miała pojęcia, czy to, co planowała zrobić, wpisywało się w to, o czym pisały jej znajome z sabatów w Nowym Orleanie, ale były bardziej doświadczone, niż ona. Mógł więc być po prostu Mrocznym Księciem i wyglądać ładnie.
- Właściwie to mam dla Ciebie jeszcze jedną sprawę, ale o tym jutro. - dodała, przecinając dłonią powietrze, jakby odganiała natrętną muchę, a sprawa nie była na tyle pilna, aby poruszać ją teraz. - Tylko nie przesadzaj z tą improwizacją, bo wierzę, że bywasz niesamowicie kreatywny. - poprosiła jeszcze, obdarzając ich krótkim uśmiechem.
Zasługiwali na szansę. Zasługiwali na przyszłość.
Złapała torbę, przerzucając ją przez ramię, a dziennik wzięła pod pachę. Odwróciła się w stronę cmentarza, kierując się do niewielkiej furtki, która prowadziła do jego wnętrza.
- Jak mówiłam, spróbuje zrealizować dwa pomysły. Mogą być dla Ciebie męczące, możesz czuć się słabo i źle, bo próba manipulacji bezpośrednio energią ze źródła nie jest przyjemna. Zaczniemy od tego, który wydaje mi się rozsądniejszy. Na centralnym placyku, zaraz przy celtyckim krzyżu, przygotowałam krąg. Wszystko do jego wzmocnienia mam przy sobie, muszę jedynie nakreślić kilka znaków i skorzystać z Twojej krwi. To nie powinno trwać długo, mam nadzieję, że uwiniemy się przed północą i gdy wzejdzie słońce, zimno zostanie za Tobą. - przerwała, unosząc dłoń i zsuwając z bramki łańcuch, który tkwił już dawno rozerwany. Drewno zaskrzypiało, a zarośnięta dróżka poprowadziła ich w głąb cmentarzyska.
- Najlepiej byłoby, gdybyśmy mieli człowieka na skraju śmierci, ale będę improwizowała. Myślałam o tym, żeby wstąpić do Munga i upozorować, a potem potwierdzić zgon, a następnie pomóc mu umrzeć tutaj, ale po zbadaniu gruntu, wydało mi się to bardzo skomplikowane w realizacji bez znajomego uzdrowiciela. A nie miałam czasu takowego zdobyć. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, starając się ignorować to, jak makabrycznie to brzmiało. Prawda była jednak taka, że na żyjący organizm ze stabilnym źródłem byłoby to dużo łatwiej przenieść niż na przesiąknięte magią kości i kilka organów. Mogłaby poprosić Rudiego o jeden z jego obiektów, ale im mniej osób wiedziało, tym lepiej. - Oh.. Właśnie. - obróciła głowę, ściągając brwi i zerknęła przez ramię, spoglądając na swoją przyjaciółkę. - Louvain mi się oświadczył. Tak jakby? Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć.
W końcu mówiły sobie wszystko, a kto wie, co wydarzy się później. Oczywiście to było bardziej skomplikowane, niż brzmiało, ale nie było czasu głębiej do tego zaglądać.

Dotarli do niewielkiego placyku. Porośnięte, poniszczone groby i większe kapliczki otaczały ich ze wszystkich stron razem z celtyckimi krzyżami, z których kilka było uszkodzonych. Cynthia odłożyła torbę na bok, a potem rozpaliła kilka pochodni, które tkwiły przy zardzewiałych kratach lub wetknięcie niedbale w ziemię, a oczom Sauriela i Tori mógł ukazać się narysowany pieczołowicie krąg, który tworzyło kilka nachodzących na siebie wzorów, a głównym elementem była pięcioramienna gwiazda, nieco grubszym od innych.
- Twoje miejsce będzie w środku Vic. - wskazała dłonią na centralny punkt, a następnie ruchem głowy wskazała na ramiona, przez które przechodziły kręgi. - Tu ułożymy odpowiednie elementy, które pomogą mi wzmocnić działanie zaklęć, a ja stanę naprzeciwko Ciebie, w tym miejscu, z którego rozchodzą się inne linie. Sauriel, możesz sobie wybrać kamyk lub płytę do siedzenia. Potrzebujesz zjeść? - zapytała całkiem poważnie, kucając przy torbie, z której wyjęła wcześniej wspomnianą krew i odłożyła ją na jeden z grobów, zaraz obok dziennika. W skupieniu zaczęła wyjmować kilka zawiniątek oraz strzykawkę z kryształową fiolką — nie mogła być ze zwykłego szkła, byłaby wtedy zbyt słabo związana z ziemią i za słabo mogłaby przewodzić energię.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (5613), Sauriel Rookwood (1612), Victoria Lestrange (2038)




Wiadomości w tym wątku
05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 10.02.2025, 00:33
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 11.02.2025, 23:48
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 12.02.2025, 00:38
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 15.02.2025, 23:51
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 17.02.2025, 18:52
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 18.02.2025, 22:28
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 22.02.2025, 22:30
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Sauriel Rookwood - 24.02.2025, 23:12
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Victoria Lestrange - 25.02.2025, 15:22
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 30.03.2025, 22:05
RE: 05.09.1972 | We did something bad | Victoria, Sauriel & Cynthia - przez Cynthia Flint - 03.04.2025, 22:42

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa