Yaxleyówna nie miała pojęcia, jak działała szpitalna biurokracja, spodziewała się, że jej pomysł raczej nie będzie miał racji bytu, ale warto było spróbować, a nuż się uda. Nie, nie zakładała powodzenia tej idei, ale nie byłaby sobą gdyby nie rzuciła w głos rozwiązania, które wydawało jej się być najprostszym. Powinna się spodziewać, że Roise nie będzie fanem tego rozwiązania. Zdawała sobie sprawę, że bardzo profesjonalnie podchodził do swojej pracy, więc nie było dla niej zaskoczeniem to, że stwierdził iż ten pomysł nie przejdzie.
- Szkoda, ale przynajmniej próbowałam. - Nie mogła sobie zarzucić tego, że nie spróbowała ogarnąć tego problemu w inny sposób, jednak Roise był przekonany o tym, że musieli przejść przez to wszystko. On znał się na rzeczy, oczywiście, że nie zamierzała w tej sytuacji negować jego zdania. To on był tutaj specjalistą od spraw związanych z papierami lekarskimi. Najwyraźniej czekała ich wspaniała zabawa, widząc te dwie dosyć spore kupki papierzysk spodziewała się, że trochę czasu zajmie im ogarnięcie tego. Cóż, w domu pewnie i tak nie zmrużyłaby oka. Nie do końca potrafiła spać, kiedy nie było go obok niej, więc to było chyba lepszym zajęciem, niż rozmyślanie o tych wszystkich męczących ją problemach do samego rana.
Dużo prościej było udawać, że nie potrafi rozczytać jego pisma, szczególnie w sytuacji jak ta. Przez lata nauczyła się to robić, ale nieszczególnie się tym chwaliła, każdy powinien mieć jakieś swoje, ukryte umiejętności, którymi mógł się pochwalić niczym czarodziej wyciągający królika z kapelusza. To była jedna z tych tajemnych mocy, czytanie lekarskiego pisma, na pewno kiedyś jej się przyda do czegoś ważnego.
Oczywiście, że nie uwierzył w jej wymówkę, o czym świadczyła jego reakcja. Zademonstrował jej swój język, w całej okazałości. Na szczęście siedziała na tyle daleko, że nie miała szansy go za niego złapać.
- Niestety, to się nigdy nie wydarzy. Przecież wiesz. - Nie bez powodu uciekła z ministerstwa po ledwie kilku tygodniach. Geraldine nie nadawała się zupełnie do siedzenia za biurkiem, wypełniana papierów. To były dla niej zbyt nudne zajęcia, prędzej, czy później by ocipiała, gdyby miała zajmować się tym na co dzień. Na szczytów był jednorazowy moment, właściwie to chyba pierwszy raz poprosił ją o pomoc w czymś takim, nie należało to do ich typowych czynności. Udało się jej uciec od przepisywania, więc złapała mocniej w dłoń pieczątkę i zaczęła nią napierdalać.
- Przybijanie zdecydowanie bardziej do mnie pasuje. - Nie było ku temu żadnych wątpliwości. Może nie do końca pasowało to do jej typowych zajęć, ale z pieczątką powinna sobie poradzić bez mniejszego problemu, no pewnie znając ją, skończy się na tym, że kilka z nich postawi nie w tę stronę, czy coś.
Była skupiona na swoim zdaniu. Przesuwała przed siebie kolejne kartki i je pieczętowała, cóż chciała to zrobić jak najszybciej, może licząc na to, że później znajdzie jej jakieś ciekawsze zadanie. Jakoś nie zakładała bowiem, że jak skończy jej się ta sterta dokumentów, to będzie musiała stąd wyjść. Nie miała pojęcia dlaczego, właściwie przecież lepiej by było jakby już stąd wyszła, a póki co ponownie spędzali ze sobą czas, w miejscu, w którym nie powinno jej przecież być. To nie sugerowało niczego dobrego, zdecydowanie zaczęli akceptować to, że siebie potrzebowali, chociaż czy aby na pewno? Dlaczego Roise postanowił poprosić ją o to, żeby mu pomogła, może trochę przejmował się tym jej lękiem, o którym mu wspomniała. Nie chciała, aby w jakikolwiek sposób czuł się zobowiązany do tego, aby dotrzymywać jej towarzystwa, nie chciała litości.
- Wiesz, że jakbym potrzebowała możliwości ucieczki to już by mnie tutaj nie było, prawda? - Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, że jeśli Geraldine bardzo chciała się skądś wydostać, to zawsze znajdowała wyjście. Tym razem jednak chciała tu zostać, spędzić z nim jeszcze trochę czasu, z własnej, nieprzymuszonej woli, nawet w Mungu. Ciężko jej było tak po prostu stąd odejść, kiedy pojawiła się możliwość, aby spędziła z nim jeszcze kilka godzin. Obawiała się, że to może się szybko nie powtórzyć, a zdecydowanie nie była gotowa aby stracić to, co ostatnio sobie dawali. Lubiła gdy znajdował się tuż obok niej, doceniała jego obecność, nawet kiedy było to tylko i wyłącznie siedzenie razem nad jakimiś dokumentami.
- Nie macie tutaj whisky, co? - Nie wiedzieć czemu, stwierdziła, że alkohol na pewno nieco ułatwił by jej zadanie, zdawała sobie jednak sprawę, że taka poważna persona jak Roise nie powinna sięgać po trunki w pracy, a ona chyba powoli odchodziła od picia w samotności, przestawało jej to sprawiać przyjemność.
- Zapalić chętnie. - Tak, tego nigdy nie odmawiała, szczególnie, że minęło już trochę czasu od kiedy spaliła tego szluga przed wejściem do Munga. Nałóg prosił się o nakarmienie.
- Czekaj, chcesz mnie przebrać w takie wdzianko? Zostałabym Twoją oficjalną asystentką, nieźle. - Nikt na pewno by nie zauważył, że tutaj nie pracuje, to mogło być nie najgorsze rozwiązanie na przemykanie po szpitalu niezauważonym.
- Nie sądzę, że fartuszek wystarczy do tego, żeby nauczyć mnie czytać hieroglify, ale możemy spróbować. - Noc w zasadzie była jeszcze młoda, mogli zrobić coś głupiego, jak to mieli w zwyczaju. Jeszcze nigdy nie przebierała się za asystentkę uzdrowiciela, zawsze musiał być ten pierwszy raz.