20.02.2025, 22:32 ✶
Enzo posłał Reginie słaby, krótki uśmiech, uznając sprawę zupełnie przerażających zwierząt za skończoną. Owszem, może i miały swój urok, ale w większej części były właśnie przerażające. Testrale, smoki, smoczogniki… wszystkie, bez wyjątku. No, może pufki nie były takie straszne.
- Och, ptaki! Mogłem zgadnąć, że wyjazd nie opierał się tylko na przyjemnościach. - Zaśmiał się, gdy zrozumiał, że łączenie wszystkiego z pracą było widać sposobem na życie Reginy. - Mówią, że przeciwności się przyciągają, moja kochana. Ja uważam, że przeciwności po prostu muszą żyć obok siebie. Czym byłoby światło, gdyby obok nie było ciemności? Czym byłaby magia, gdybyśmy nie mieli mugoli do porównania naszego życia z ich. - Zahaczył o tematy niemal polityczne, gdy przyjął filiżankę herbaty, przygotowanej tak, jak tylko lubił. Westchnął cicho, z uznaniem. Nie było niczego lepszego od dobrze zaparzonej herbatki. - Ying i yang, wedle chińskiej myśli, a między nimi równowaga. Woda i ogień, tworzące doskonały balans gorących źródeł!
Metr był tylko narzędziem i zbyt wiele brakowało mu do żywego stworzenia, by wyczuł zagrożenie ze strony Cymbała. Powędrował jednak za wolą właściciela w pobliże Reginy, gotów do działania, gdy tylko da mu się odpowiedni znak. Enzo musiał odstawić na chwilę filiżankę, by wyjąć niewielki szkicownik.
- Nie uważam, że to jest warte. Ty jesteś tego warta, Regino. - Poprawił ją z miną, jakby tłumaczył dziecku, jakiego koloru jest niebo. Lekkość, beztroska, ale też zupełna pewność, nie pozostawiająca nawet cienia wątpliwości. Był przekonany, że mówi to, co mówić powinien.
Jego twarz zmieniła wyraz, gdy dostrzegł wycinek, który podsunęła mu panna Rowle. Uniósł wysoko brwi, zdziwiony, lecz nie w pozytywnym sensie.
- Och, Regino... jesteś pewna? - Zagadnął, podsuwając sobie obrazek. - Powiedz, na czym ci zależy? Co podoba ci się w tym ubiorze, co chciałabyś inne? Rozumiem, że zależy ci na kieszeniach. Och, ale ta pelerynka jest bardzo interesująca! Pasowałaby do ciebie, Regino. - Uśmiechnął się, nie chcąc krytykować wszystkich jej wyborów modowych.
- Och, ptaki! Mogłem zgadnąć, że wyjazd nie opierał się tylko na przyjemnościach. - Zaśmiał się, gdy zrozumiał, że łączenie wszystkiego z pracą było widać sposobem na życie Reginy. - Mówią, że przeciwności się przyciągają, moja kochana. Ja uważam, że przeciwności po prostu muszą żyć obok siebie. Czym byłoby światło, gdyby obok nie było ciemności? Czym byłaby magia, gdybyśmy nie mieli mugoli do porównania naszego życia z ich. - Zahaczył o tematy niemal polityczne, gdy przyjął filiżankę herbaty, przygotowanej tak, jak tylko lubił. Westchnął cicho, z uznaniem. Nie było niczego lepszego od dobrze zaparzonej herbatki. - Ying i yang, wedle chińskiej myśli, a między nimi równowaga. Woda i ogień, tworzące doskonały balans gorących źródeł!
Metr był tylko narzędziem i zbyt wiele brakowało mu do żywego stworzenia, by wyczuł zagrożenie ze strony Cymbała. Powędrował jednak za wolą właściciela w pobliże Reginy, gotów do działania, gdy tylko da mu się odpowiedni znak. Enzo musiał odstawić na chwilę filiżankę, by wyjąć niewielki szkicownik.
- Nie uważam, że to jest warte. Ty jesteś tego warta, Regino. - Poprawił ją z miną, jakby tłumaczył dziecku, jakiego koloru jest niebo. Lekkość, beztroska, ale też zupełna pewność, nie pozostawiająca nawet cienia wątpliwości. Był przekonany, że mówi to, co mówić powinien.
Jego twarz zmieniła wyraz, gdy dostrzegł wycinek, który podsunęła mu panna Rowle. Uniósł wysoko brwi, zdziwiony, lecz nie w pozytywnym sensie.
- Och, Regino... jesteś pewna? - Zagadnął, podsuwając sobie obrazek. - Powiedz, na czym ci zależy? Co podoba ci się w tym ubiorze, co chciałabyś inne? Rozumiem, że zależy ci na kieszeniach. Och, ale ta pelerynka jest bardzo interesująca! Pasowałaby do ciebie, Regino. - Uśmiechnął się, nie chcąc krytykować wszystkich jej wyborów modowych.