19.02.2025, 13:05 ✶
Knieja Godryka nie była najlepszym miejscem na nocne wypady, a od czasu katastrofy na Polanie Ognisk absolutnie nic nie wskazywało na to, aby sytuacja ta miała niedługo ulec jakiejkolwiek zmianie. I tak jak lokalni mieszkańcy wiedzieli, co może czaić się w okolicy po tym, jak Widma zostały spuszczone ze smyczy, tak... Mało kto na dobrą sprawę wiedział, jak wyglądają czy jak się powinno z nimi postępować. Ministerstwu Magii wydawało się, że wystosowanie paru oficjalnych komuników wystarczy, aby utrzymać ludzi z daleka. Niestety nie brali pod uwagę takich wypadków jak ten, gdzie jeden lunatyk mógł po prostu wbiec między drzewa z lekkością dziecka bawiącego się na podwórku dziadków.
Robiło się coraz chłodniej, ale czy w gruncie rzeczy powinno ich to dziwić? Bądź co bądź była noc, a lato dobiegało już końca. Zimne wieczory miały niedługo stać się normą, a na domiar złego wybiegli z domu bez większego przygotowania... A co jak co, ale adrenalina wynikającego z szaleńczego biegu nie zawsze wiązała się z otrzymaniem zastrzyku paru dodatkowych stopni temperatury ciała. W przypadku Erika temperatura ta dodatkowo spadła, gdy ujrzał między drzewami jakiegoś skulonego człowieka. W Kniei.
Longbottom zamarł, gdy zdał sobie sprawę, że skulona sylwetka niekoniecznie musiała należeć do człowieka. Jego przypuszczenia szybko okazały się faktem, gdy obcy odwrócił się ku nim, poruszając się nie na dwóch a czterech kończynach. Żołądek mężczyzny momentalnie zawiązał się na supeł, instynkt podpowiadał jedno: uciekaj. Uciekaj. I jeszcze raz: uciekaj. Krzyk istoty dość skutecznie uniemożliwił mu jednak podjęcie pierwszej próby ucieczki; Longbottom zamarł w miejsce, wpatrując się w naszpikowaną zębami pustą jamę.
Obcy głos przerodził się zaraz w drugi, dużo bardziej znajomy, co sprowadziło Erika do parteru, gdy ten opadł na kolana. Czy naprawdę tak to wszystko miało się skończyć? Mieli dokonać żywota w opuszczonej przez bogów Kniei i pozostać na łasce i niełasce obcego stworzenia, które mogło zrobić z nimi właściwie wszystko, co mu się żywnie podobało?
Dora okazała się pierwszą osobą, której udało się otrząsnąć z szoku. Dziewczyna rzuciła się w stronę Rookwooda, a Erik instynktownie poszedł w jej ślady. Spróbował chwycić Juliana za drugą rękę i rzucił się w stronę posiadłości Longbottomów, w duchu licząc, że chociaż tej jednej nocy jego ciało go nie zawiedzie. Jeśli te lata treningów i ćwiczeń, niekończących się sparingów i starć miały się w końcu na coś przydać, to mogło to być dzisiaj... Prawda? Wprawdzie gdzieś z tyłu głowy rozbłysła mu myśl o teleportacji łącznej, ale w tych emocjach... Nie. Nie był Millie, żeby ryzykować coś takiego. Przynajmniej nie teraz, gdy jeszcze mieli szansę na ucieczkę.
Robiło się coraz chłodniej, ale czy w gruncie rzeczy powinno ich to dziwić? Bądź co bądź była noc, a lato dobiegało już końca. Zimne wieczory miały niedługo stać się normą, a na domiar złego wybiegli z domu bez większego przygotowania... A co jak co, ale adrenalina wynikającego z szaleńczego biegu nie zawsze wiązała się z otrzymaniem zastrzyku paru dodatkowych stopni temperatury ciała. W przypadku Erika temperatura ta dodatkowo spadła, gdy ujrzał między drzewami jakiegoś skulonego człowieka. W Kniei.
Longbottom zamarł, gdy zdał sobie sprawę, że skulona sylwetka niekoniecznie musiała należeć do człowieka. Jego przypuszczenia szybko okazały się faktem, gdy obcy odwrócił się ku nim, poruszając się nie na dwóch a czterech kończynach. Żołądek mężczyzny momentalnie zawiązał się na supeł, instynkt podpowiadał jedno: uciekaj. Uciekaj. I jeszcze raz: uciekaj. Krzyk istoty dość skutecznie uniemożliwił mu jednak podjęcie pierwszej próby ucieczki; Longbottom zamarł w miejsce, wpatrując się w naszpikowaną zębami pustą jamę.
Obcy głos przerodził się zaraz w drugi, dużo bardziej znajomy, co sprowadziło Erika do parteru, gdy ten opadł na kolana. Czy naprawdę tak to wszystko miało się skończyć? Mieli dokonać żywota w opuszczonej przez bogów Kniei i pozostać na łasce i niełasce obcego stworzenia, które mogło zrobić z nimi właściwie wszystko, co mu się żywnie podobało?
Dora okazała się pierwszą osobą, której udało się otrząsnąć z szoku. Dziewczyna rzuciła się w stronę Rookwooda, a Erik instynktownie poszedł w jej ślady. Spróbował chwycić Juliana za drugą rękę i rzucił się w stronę posiadłości Longbottomów, w duchu licząc, że chociaż tej jednej nocy jego ciało go nie zawiedzie. Jeśli te lata treningów i ćwiczeń, niekończących się sparingów i starć miały się w końcu na coś przydać, to mogło to być dzisiaj... Prawda? Wprawdzie gdzieś z tyłu głowy rozbłysła mu myśl o teleportacji łącznej, ale w tych emocjach... Nie. Nie był Millie, żeby ryzykować coś takiego. Przynajmniej nie teraz, gdy jeszcze mieli szansę na ucieczkę.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞