• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?

[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child?
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
14.02.2025, 23:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2025, 00:10 przez Alexander Mulciber.)  
Ciągnął się za nią korowód dusz. Korowód dusz, który nie pasował do kogoś tak młodego, chyba, że ten ktoś zbyt wcześnie nauczył się z nimi rozmawiać albo zbyt wcześnie otarł się o śmierć. Otwarte szeroko oczy Scarlett były wrotami grobowej krypty, gdzie spoczywał pochowany przed laty smutek. Za wcześnie, pomyślała z rozżaleniem Selina, pogładziwszy policzek dziewczęcia, której skrywało swą trupiość pod skórą, jak pod grobową płytą z najprzedniejszego marmuru. Za wcześnie okazało się, że jest dla niej za późno.

Nie musiała podawać swojego nazwiska. Nazwisko, które nosiła, mogło nie pasować do jej twarzy, pasowało jednak do jej duszy, tęskniącej za wytchnieniem snu. Mulciber, szeptały portrety – a może tylko głosy w jej głowie – Scarlett Mulciber.
Selina wiedziała, kim jest Scarlett. Wiedziała to, bo choć nazwisko nie zdążyło spłynąć z warg dziewczęcia, spłynęło z nich to, co powtarzały przez wieki wieków pokolenia Mulciberów. "Pomyśl, że to sen." Rodowa dewiza, wyryta na bramie prowadzącej do posiadłości i na sercu każdego Mulcibera.

Portrety szeptały. Śpijcie, powinna im odszepnąć, śnijcie. Zaśpiewać starą cygańską kołysankę, która odegna koszmary, uśpi dom, śniący o wyblakłej chwale jego mieszkańców, uwiecznionych na wyblakłych portretach, nasyconych wyblakłą magią.
Nie zrobiła tego. Nie, kiedy ciężki oddech zmarłego męża omiótł nagle jej ucho, a ona nie mogła się ruszyć, przygnieciona ciężarem jego ciała. Nie, kiedy jedynym, co słyszała, wpatrując się niewidzącymi oczami w przeszłość, która była równie realna, co teraźniejszość, był jego czuły szept. Pomyśl, że to sen.

Selina wiedziała, że to nie był sen.

– Ale skąd ty możesz to wiedzieć, dziecko? – powtórzyła, witając powracające echo swych słów tak jak witała wiejący na wrzosowiskach wiatr, który duł i duł, śmiejąc się razem z nią: głośno i szaleńczo. Opadły ciężkie powieki, zamknęły się oczy starannie obrysowane kohlem, gdy odchyliła głowę do tyłu, pozwalając aby jej chryplawy śmiech wypełnił puste korytarze, w których zalegała pogrzebowa cisza. – Ty nie śnisz.

Gdy dziki śmiech siedzącej w fotelu przy kominku Seliny Mulciber niósł się echem po domu, Selina Ayers z portretu nad kominkiem milczała jak zaklęta. Milczała, bo miała na imię Selina, nie Kasandra. Tylko jej oczy, ciemniejsze niż turmalin, ciemniejsze niż onyks, ciemniejsze niż obsydian, dotąd zapatrzone gdzieś daleko, w przestrzeń, trwały utkwione w twarzy Scarlett.

Selina otworzyła oczy: oczy wieszczki, dzikie i przepyszne; oczy czarne jak otchłań, w której zginęło echo śmiechu, jakim zanosiła się jeszcze przed chwilą. Zbliżyła twarz do twarzy dziewczyny, tak, aby ich czoła zetknęły się ze sobą, jednym płynnym ruchem zarzuciwszy na siebie i na Scarlett długi sznur paciorków, który zwieszał się z jej szyi, niczym cygańska królowa, udzielająca błogosławieństwa. Paciorki, nanizane na misternie plecione rzemyki, mieniły się kolorami, tworząc barwną feerię kamieni i kryształów. Niektórych nawet Scarlett nie potrafiła nazwać, gdy odbijały się w pryzmatach jej oczu tęczą powidoków... Ale to nie na paciorki powinna patrzeć. Czarne, tchnące życiem oczy Seliny były piękniejsze od martwych kamieni.

"Gdy jej oczy się zamknęły, moje się otworzyły", szeptała Scarlett, rozpamiętując śmierć matki, której pamiętać nie mogła, "moje urodziny są jej pogrzebem". Selina także miała oczy swej matki. Trzymała Scarlett w swych objęciach, gdy ta mówiła o zmarłej matce, o zmarłych kwiatach i o zmarłych nadziejach. Trzymała ją, i milczała, bo myślami była w Saintes-Maries-de-la-Mer, gdzie sama przyszła na świat, rozdarłszy matczyne łono, choć nie czuła z tego powodu żalu, tak jak nie czuła żalu wobec dziewczęcia, które mówiło o zimnych, angielskich grobach, ale marzyło o gorejących, cygańskich stosach.

Słowa, które padały z ust, nie miały już w sobie nic pięknego. Gdy wreszcie się odezwała, mówiła zmienionym głosem. Niższym. Głębszym. Potężniejszym.

– Oszczędzono jej grzechu bycia matką –  zauważyła chłodno. – Grzechu, którego tak się boisz. Wszystko rodzi się w krzyku, a umiera w ciszy, pozostawiając po sobie jedynie echo tego grzechu. Co może być okrutniejsze od sprowadzenia na ten świat życia tylko po to, aby patrzeć, jak umiera?

Gorycz, która zabrzmiała w jej głosie, była stara, bardzo stara, stara jak gniew błyszczący w czarnych oczach Seliny. Stara jak ból, który wykrzywił usianą zmarszczkami twarz kobiety. Nie było szlachetności w tym cierpieniu, tylko zezwierzęcenie.

– Twoje łono wypełnia popiół. – Selina sączyła słowa jak truciznę, którą wlała niegdyś do wina swego brata, ona, wieszczka śmierci, wieszczka zguby, wieszczka zagłady, która królowałaby swemu rodowi. Trucizna, którą wlano do jej wina, była słodsza – miała smak miłości, smak amortencji – miłość to słodka trucizna, pomyślała nieprzytomnie Selina, lecz zabija tak samo, prawda, mój słodki Duncanie? – A śmierć składa na nim głowę. Czy wiesz, co to znaczy, być kochaną przez śmierć? – wycedziła, czując jak traci kontrolę nad wygiętym w spaźmie wizji ciałem, które stało się dziwnie obce. – Być stwarzaną i niszczoną, między kośćmi i gnijącym ciałem, przez ręce, które prowadzą przez otchłanie duchy tych, którzy zgubili drogę? Będziesz kochana, och, tak – będziesz kochana, gdy zamkną cię w grobie, dokąd prowadził będzie kobierzec wysłany płatkami zmartwychwstałych kwiatów. Rwij ich pąki... Póki możesz, bo...

Selina Ayers, uwieczniona na portrecie nad kominkiem, zaczęła krzyczeć, gdy ręce Seliny Mulciber zacisnęły się na ramionach Scarlett jak szpony.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (3566), Bard Beedle (2717), Scarlett Mulciber (4880)




Wiadomości w tym wątku
[30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 26.12.2024, 14:34
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 26.12.2024, 16:12
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 28.12.2024, 15:38
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.12.2024, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 14.02.2025, 23:46
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.02.2025, 21:36
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 01.03.2025, 00:23
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 01.03.2025, 08:53
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Bard Beedle - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 13.03.2025, 18:25
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 28.03.2025, 19:26
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 19.07.2025, 20:03
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Scarlett Mulciber - 10.08.2025, 16:22
RE: [30.08.1972, Mulciber Manor] Who's a heretic, child? - przez Alexander Mulciber - 30.10.2025, 18:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa