Aniołom i Diabłom blisko było do siebie. Ponoć dzielili to samo pochodzenie. Czy Lucyfer nie był pierwszym Diabłem? I czy nie był też pierwszym Aniołem, ulubieńcem Boga? Ta historia może byłaby znana Laurentowi, gdyby znajdował się bliżej mugoli. Nie znajdował. Za to widział w smoczych łuskach wszystko, czym smoki nie były. Spryt, inteligencję, zdolność do podejmowania trudnych decyzji i pertraktowania. Widział też to, czym szczyciły się węże. Może to przez te miny, jakie robił? Albo jednak serce dawało się zwieść łuskom, które tak gady przypominały? W ten czy inny sposób Rowle wzbudzał specyficzne odczucia, które radziły zachować wobec niego odpowiedni dystans. Niekoniecznie ten fizyczny - temu akurat przełamywanie nie groziło. Wystarczyło, że mocno go przełamał z jego synem.
- Moją uwagę przyciągają perspektywy szersze niż sam dobrostan tamtejszej fauny, choć jest ona priorytetowa. - Z bardzo wielu przyczyn, przecież prasa o tym huczy, ludzie się tym interesują, różne dziwne rzeczy dzieją się w Dolinie Godryka. Ważniejsze jest jednak to, że działy się (i dzieją) rzeczy skrajnie niebezpieczne. Co prawda spalona stadnina była teraz priorytetem i jej odbudowa, ale rzeczy już poszły w ruch, a temat zezwoleń jak stał, tak stoi. - Bardzo dziękuję za docenienie. - Laurent pozwolił na to, by kąciki ust mu drgnęły. Kontrolował każdą zmarszczką mimiczną na swojej twarzy, każde spojrzenie, ton głosu. Gesty. Żeby wszystko wypadło tak, jak powinno. Jak on powinien wypaść - dumny ojciec Edwarda Prewetta, ale nie syn, który zadziera głowę i jest arogancki. Pewny siebie, ale niewymuszenie. - Sugestia, że jestem na tyle bystry, by jednorazowa podróż umożliwiła mi przeprowadzenie pełnowartościowych badań mi pochlebia. Niestety zawiodę pana - nie jestem. - Usiadł na przygotowanym "krześle", zakładając nogę na nogę.
- Nie utrzymuję z panem Macmillanem prywatnych stosunków, żeby wiedzieć, czy potrzebuje większego czy mniejszego wymiaru godzin pracy. - W ogóle niczego nie wiedział o tym mężczyźnie. - Pan go zaproponował na badania, zagwarantował jego skuteczność, a ja nie miałem okazji zakwestionować słuszności tego polecenia. Wręcz przeciwnie. - Wydawał się całkowicie normalny, jak na to, że przecież był z Kowenu - a tam kręciły się jednostki przeróżne. Nie spodziewał się, żeby koniecznie Rowle pamiętał każde imię i nazwisko - w końcu przetaczało się ich przez jego ręce mnóstwo. - Identyfikacja nowego gatunku jest kluczowa. Stał się gatunkiem inwazyjnym. Zagraża tak ludziom, jak i innym stworzeniom żyjącym w tych okolicach. Jak też nie jest dla pana tajemnicą - jego walidacja będzie kluczowa dla walki z bzdurnym prawem o zakaz nekromancji w naszym kraju. To przeżytek dawnych czasów. - Co wiele krajów udowadnia i udowadniało.