Morpheus już wcześniej zadeklarował, że podejmie się głównej części akcji, więc przytakiwał głównie. Podzielił się z grupą informacją o śledzących rubinowych oczach.
Przez ułamek sekundy oczy wieszcza rozproszyły się, jakby rozmydlone snem, ale trwało to jedynie chwilę. Krócej niż zwykle, ledwie zauważalne. Zdarzało się to nagle, jak gdyby ktoś zdjął z oczu pajęczynę snu. Świat rozwarstwiał się i ukazywał swoje drugie dno, to, które zawsze było tuż pod powierzchnią, lecz umykało w pośpiechu dni. Palmy w ogrodzie, niemrawo kołyszące się na wietrze, zaczynały szeptać historie sprzed wieków, ich liście drżały jak skóra zwierzęcia, które przeczuwa zmianę. Kamienie pod stopami pulsowały cichym rytmem ziemi, a powietrze gęstniało od znaków, cieni przemykające na obrzeżach wzroku, ledwie uchwytne gęsty, które zdają się układać w litery obcego alfabetu.
Morpheus na ten moment jest nowym ogniwem w łańcuchu czasu, kręgiem w wodzie, która pamięta. Z oddali dobiega głos, głos czasu, może to głos jego praprzodka, może martwego brata, może głos przyszłości. On chce słyszeć słowa, które dopiero nadejdą.
Jeśli cokolwiek ważnego ujrzy, poinformuje swoją drużynę.
Sukces!