Było go słychać ledwie kilka kroków przed tym, nim minął ławkę od pleców Cynthii, żeby wejść w jej pole widzenia. W swoich podyktowanych warunkach, by niepokój nie uderzył w sercu werbla spowodowany nagłym pojawieniem się cienia w kąciku oczu. Dokładnie tego, przed którym ostrzegają rodzice, zanim położysz się spać. Tego, który goni za tobą po piwnicy, kiedy musisz zejść niżej, zanim uda ci się zapalić światło.
Ubrany w czerń spoglądał na Cynthię twarzą bez większego wyrazu. Bez niechęci, ale też bez powitania, jakby zobaczył dawno nie widzianą przyjaciółkę. Czy ją lubił? Tak. Czy wiedział, że to, co zrobiła, było efektem pragnienia pomocy Victorii? Te listy, które posłała? Tak. Czy sprawiało to, że zmieniał swoje nastawienie na bardziej pozytywne? ... nie. Nie był wspaniałomyślny. Nie był też jednak typem osoby, która od razu wyrzucała znajomości do kosza, ponieważ nie spodobała mu się jedna rzecz. Inaczej pewnie nie mógłby żyć na Nokturnie. Zresztą - nie Cynthia była tutaj winna tak na dobrą sprawę. Przynajmniej on tak uważał. Był najbardziej zły na Victorię, że ich sprawy wyniosła dalej.
Monolog zaczął się bez uprzedzenia. Mówiła. Mówiła, mówiła, mówiła... kurwa. Ile można mówić? Ile instrukcji, ile poleceń! Marudził jednak tylko w swojej głowie i złapał się na tym, że gdzieś w trakcie przestał słuchać. Coś o jakiejś Irlandii i aurorach. Aurorach? Najbardziej ciekawy był ten fragment, w którym mówiła, że przecież Victoria PEWNIE mu powiedziała, co tam i jak tam, a tymczaseeem... dostał tylko hasło, że ma się zjawić - od Cynthii. I jeszcze przy tym jakieś przeprosiny i wytłumaczenia. Napisał tak olewczo, ale w sumie nawet doceniał gest. Natomiast podejrzewał Cynthie o to, że był to wyłącznie wykalkulowany ruch, żeby go ugłaskać. Co zresztą podziwiał. Królowa Lodu była zawsze godna podziwu, kiedy zamarzniętą dłonią przesuwała białe piony na szachownicy.
- Ściągnij konie, Królowo. - Odezwał się w końcu, zanim nastał kolejny monolog. Nie wiedział, o czym byłby teraz, ale lepiej się zabezpieczyć. - Victoria mi nic nie mówiła. Chodzi mi o to, że nie znam szczegółów. - No bo dobrze, przedsięwzięcie nie było mu nieznane, ale co to znaczy "mówiła ci". O czym? Co powinien jeszcze wiedzieć, a czego nie wiedzieć? - Mam cię dobić, jak coś się spierdoli? - Nie pytał o to złośliwie. Przysługą dla łani było poderżnięcie jej gardła, kiedy zdychała ze strzałą w boku i nie miała już nawet sił wstać na swoje nogi. - Nie jesteś aż takim bejbikiem w nekromancji. Poradzę sobie. - Innymi słowy - miała od niego pełną zgodę na plan. Jeśli cokolwiek się będzie dziać - zadbać o Victorię. Wcale nie znaczyło to, że miał zamiar rezygnować z Cynthii, och nie. Ale o tym nie zamierzał mówić, bo kobieta by tylko go próbowała przekonać, że jednak powinien... albo w ogóle by znowu zaczęła dużo mówić. - Nim? O kim mówisz? - Uniósł brwi. No bo to pierwszy czarnoksiężnik, jaki mu przychodził do głowy to Czarny Pan. I ostatnie, co zamierzał robić, to zanosić Victorie do niego. Poza tym - czemu niby w ogóle Cynthia miałaby to sugerować? Była Śmierciożercą sama? A może wiedziała coś, czego nie powinna? Spojrzenie Sauriela zrobiło się ciężkie. Przez ten krótki moment światło, jakie tu mieli, przyblakło. Cień. Ten w kąciku oczu, ten za tobą, ten z piwnicy.
Oderwał wzrok od Cynthii i spojrzał na Victorię, uśmiechając się do niej.
- Hej.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.