Tu nawet nie chodziło o to, że brała go za sztywniaka. Panna Figg po prostu zawsze starała się trzymać manier i oficjalnego podejścia, bo wydawało jej się iż tak wypada, szczególnie jeśli chodzi o osoby na wysokich stanowiskach. Sama jako cukierniczka, raczej nie uważała siebie za kogoś ważnego, ale miała szacunek do osób postanowinych wyżej, sprawujących jakieś ważne urzędnicze stanowiska.
Taka już była, mimo, że mogłoby się wydawać, że jako kocmołuch, który spędza większość dni w kuchni nie do końca potrafi się zachować, to było zupełnie inaczej. Figgówna miała wiele ogłady i była dużo bardziej kulturalna od większości społeczeństwa, co wcale nie było takie oczywiste. Przywiązywała do tego wagę, szczególnie, że aktualnie kroczyła zupełnie nową ścieżką jako przedsiębiorczyni, która rozwinęła swoje skrzydła. Nie była już tylko i wyłącznie cukierniczką, aktualnie znaczyła więcej, z czego była dumna, bo kosztowało ją to sporo pracy, zwłaszcza, że życie zweryfikowało jej marzenia w dosyć młodym wieku. Nie poddała się jednak, zacisnęła zęby i dążyła do celu, tak naprawdę tylko ona jedna wiedziała ile wyrzeczeń ją to kosztowało.
Uśmiechnęła się lekko do mężczyzny. Była mu wdzięczna za to, że jej nie odmówił, bo nie znali się przecież jakoś świetnie, aczkolwiek to ostatnie, wspólne ratowanie kotów spowodowało, że postanowiła skorzystać z kolejnej okazji do współpracy, bo trafił się ku temu idealny moment.
- Od zawsze fascynują mnie rośliny, nie mogłabym przegapić takiej okazji, a obecność kogoś kto zna to miejsce jak własną kieszeń na pewno ułatwi eksplorację tego miejsca. Zresztą dzięki Tobie nie wezmą mnie za intruza, chyba lepiej jak będziemy się temu przyglądać razem. - Jasne, zapewne wiedzieli, że pojawią się tutaj członkowie towarzystwa, jednak Figgówna nie lubiła się narzucać, więc obecność Corneliusa wydawała jej się nieco ułatwiać sprawę, dzięki niemu pewnie nikt nie będzie zwracał na nią przesadnej uwagi, a zależało jej na tym, aby jak najdokładniej obejrzeć te anomalie, będzie musiała zdać odpowiedni raport ciotce o tym, co tutaj zobaczyła.
- To żaden kłopot, raczej jeden z profitów ze spędzania ze mną czasu. Większość dnia spędzam w kuchni, ktoś musi jeść to wszystko co tworzę. - Nigdy nie żałowała swoich wypieków najbliższym, czy znajomym, wręcz przeciwnie - rozpieszczała nimi wszystkich.
- Masz syna? Ile ma lat? - Nie chciała być wścibska, ale skorzystała z okazji, bo być może mógłby okazać się być całkiem niezłym towarzystwem dla Mabel. Brakowało w ich otoczeniu dzieciaków, bo cóż - większość ze znajomych Nory nie dorobiła się jeszcze potomstwa, nie ma się co temu dziwić, bo Mabel przyszła na świat dosyć wcześnie, więc nie było to niczym niezwykłym. Mało kto zresztą decydował się na potomstwo podczas trwającej wojny.
- Dziękuję raz jeszcze. - Odparła z uśmiechem. Tak była to dla niej nowość, tak nie przywykła jeszcze do tego, że ludzie zauważali jej pierścionek, chyba musiała się z tym w najbliższym czasie oswoić. Oczywiście to było całkiem miłe, że to zauważali.
- Myślę, że to może być całkiem ciekawym doświadczeniem. - Rzuciła jeszcze, bo przecież nie do końca mieli pojęcie, co zastaną w tych ogrodach.
Ruszyła więc przodem, skoro Lestrange ja przepuścił, zaintrygowana tym, co zastaną w ogrodzie.
!Maida Vale