Basilius
Mężczyzna wyraźnie się zdziwił na pytanie o to jaka konkretnie była to klątwa.
– Ha! No.. ten... egipska, wiadomo. Robak święty, dotykanie robaka przeklęte. Ha! Tak tak, może sprowadza więcej robaków? – rozważał profesor, by po chwili pogratulować Basiliusowi wygranej. Czarodziej z zadowoleniem mógł przeliczyć, że ma ciutę więcej niż budżet z jakim zjawił się w tej jaskini hazardu. Co więcej, goście stojący przy stole zaangażowali się w prowadzoną między nim a jego "przyjacielem" rozmowę.
– A to nie była uschnięta ręka, jeśli się dotknęło skarabeusza bez rękawiczki? – zapytała czterdziestoletnia, dość blada dama swojego szpakowatego towarzysza, posługując się - szczęśliwie dla Prewetta, językiem angielskim i najwidoczniej chcąca poczuć się lepiej z tym, że mówi po angielsku lepiej niż podstarzały profesor.
– Też mi się tak wydaje, że coś miało uschnąć. Dedukuję, że dłoń, ale jeśli coś innego dotknęłoby figury, to... – spojrzeli na siebie i zachichotali jak para podlotków. – W każdym razie, dobrze, że będzie eksponat za szybą. Wtedy żadne z nas nie będzie musiało się przekonywać jak przekleństwo jest skuteczne. – Konkludowała kobieta, by przekląć siarczyście w nieznanym Basiliusowi języku i w szeleszczącej mowie przekonać partnera do zmiany stolika.
Theo i Morpheus
Oczy, uszy, węch i smak. Dotyk. Szósty zmysł... Morpheus był jak wielki słup komunikacyjny ściągający do siebie wszystkie sygnały, nastrojony na wykrywanie magii, ale poza rzeźbami przy wejściu na głównym holu nie dotarło do niego nic, co mogłoby wskazywać na magiczną ingerencję. Podobnie Theo w lustrzanych okularach ochroniarza, zobaczył tylko i aż nadchodzącego ojca chrzestnego, którego mina była nietęga. Mężczyzna sapnął tylko i odsunął się o krok, wracając na swój posterunek, nie znajdując widocznie powodów, aby Theo zatrzymać. Czy była to paranoja, czy wrażliwe zmysły - gdy odchodzili, Morpheus zobaczył jak dotyka się ucha i mówi kilka słów do niego, odwracając jeszcze ku nim głowę. Nie dało się jednak ocenić, czy patrzy na nich, czy na kogokolwiek innego.
Wszyscy
Przyjęcie trwało w najlepsze, ludzie przepływali od stołu do stołu, ilość szampana i jego bombelków wpływała znacząco rozrywkowość gości. Kilka osób zaczęło tańczyć, śmiechy i rozmowy wzmagały. Niestety nie udało im się zlokalizować gospodarza tego przyjęcia, a czas mijał. Za godzinę eksponaty prywatnej kolekcji, po które najprawdopodobniej mieli przyjść, zostaną przedstawione zebranym, jako atrakcja wieczoru a wtedy ich kradzież i wyjście niezauważonym będzie graniczyła z cudem. Jeśli mieli podjąć jakiekolwiek działania musieliby to zrobić teraz, lub odpuścić temat, szykując wymówki dla Jane.
Korytarz, który miał prowadzić do gabinetu rozgałęział się: jeśli skręcili w lewo mogli dotrzeć do łazienki dedykowanej gościom. Koedukacyjna toaleta wykończona marmurem i złotem, miała 6 kabin i 3 umywalki. Jeśli skręcili w prawo i jakoś udało im się spacyfikować dwóch strażników pilnujących tę odnogę - mieli szansę dostać się do celu swojej dzisiejszej wizyty w tym miejscu.
Tura trwa do 13.01 (czwartek)