10.02.2025, 10:34 ✶
- Przewodniczki w czym: w zaglądaniu mężczyznom pod spódnice? - zapytała z rozbawieniem, chociaż przecież doskonale wiedziała, o co mu chodzi. Nie miała nic przeciwko byciu przewodnikiem po Szkocji, chociaż obawiała się powrotu tam - głównie dlatego, że mieszkali tam jej rodzice. A ona miała silne postanowienie, żeby nie tylko nie wracać we wrześniową pełnię do domu, ale również w kolejne. Czas było odciąć pępowinę, miała w końcu swoje miejsce, w którym mogła przeczekiwać moment wejścia na niebo srebrnej tarczy księżyca. - Ale czemu nie? Może to nie będzie jeden z punktów wycieczki, ale przecież się tam wychowałam. Mogę ci pokazać kilka pięknych miejsc, Szkocja jest naprawdę niesamowita.
Szczególnie jesienią, ale tego już nie dodała. Nie musiała - w jej opinii jesień była najpiękniejszą porą roku. To wtedy jej płuca znowu mogły się napełnić świeżym, zimnym powietrzem a włosy wracały do normalnego, kasztanowego koloru. To wtedy mogła być prawdziwie sobą, bez potu i odsłaniania niepotrzebnie ciała z powodu upału, który źle na nią wpływał. A Szkocja... Zawsze była trochę chłodna. Jakby była uosobieniem jesieni.
Mimo całej swojej zadziorności, Faye była jak typowa kobieta: niezwykle łasa na komplementy, nawet jeżeli czuła, że są one mocno przesadzone. Która dziewczyna nie lubiła słuchać o tym, że jest piękna, mądra i najlepsza, nawet jeżeli wiedziała doskonale, że to były tylko puste słowa? Na poparcie tego, że Enzo trafił w jeden z jej czułych punktów, rozpromieniła się nieco.
- Była chyba taka baśń arabska, nie? - zapytała, umyślnie ignorując wzmiankę o tym, że uważa że Agatha wcale nie była najpiękniejszą kobietą w tym pomieszczeniu. Widać jednak było, że ta uwaga nie przeszła bez echa - to powłóczyste spojrzenie, drgnięcie obu kącików ust, lekki rumieniec... Dłoń na udzie również poczuła. Nie miała zamiaru jej strącać, była przyjemnie ciężka i ciepła. - Pamiętam tylko dlatego, że były w niej latające dywany i dżiny. Chyba mieszkały w lampach? Profesor Binns mówił, że kiedyś do literatury mugolskiej przenikały tego typu elementy z naszego świata, dlatego tam mocno teraz się nawzajem unikamy.
A może to nie był Profesor Binns? Ale chyba on, bo to brzmiało bardzo nudno, a na jego zajęciach Faye głównie spała. I faktycznie, gdyby nie te dywany, to w ogóle by nie skojarzyła baśni tysiąca i jednej nocy. Ale tak już miała: wystarczył strzępek interesującej informacji i zapamiętywała coś na całe życie.
Na wzmiankę o kinie, co już przecież sama proponowała, uśmiechnęła się szerzej. Jej dłoń mimochodem powędrowała do koszulki Enzo, a palce strąciły pyłek popiołu, który się tam zapodział. Zupełnie przypadkiem opuszki musnęły skórę na szyi. Nie była przecież niczyja, mogła robić co chce. Robiła to wcześniej, będzie robić to później - przecież nie robiła nic złego, umawiając się z nim, prawda? Nikomu nic nie przyrzekała, a jednak... Czuła jakieś wyrzuty sumienia, niewielkie, gniotące się gdzieś na samym dnie jej umysłu. A może to po prostu była gorycz, bo teraz mogła dostać to, co chciała, a kiedy na czymś naprawdę jej zależało, to dostać tego nie mogła?
- Co powiesz na teraz? - zapytała niewinnie, nakrywając jego dłoń swoją. Miała rację - była przyjemne ciepła.
Szczególnie jesienią, ale tego już nie dodała. Nie musiała - w jej opinii jesień była najpiękniejszą porą roku. To wtedy jej płuca znowu mogły się napełnić świeżym, zimnym powietrzem a włosy wracały do normalnego, kasztanowego koloru. To wtedy mogła być prawdziwie sobą, bez potu i odsłaniania niepotrzebnie ciała z powodu upału, który źle na nią wpływał. A Szkocja... Zawsze była trochę chłodna. Jakby była uosobieniem jesieni.
Mimo całej swojej zadziorności, Faye była jak typowa kobieta: niezwykle łasa na komplementy, nawet jeżeli czuła, że są one mocno przesadzone. Która dziewczyna nie lubiła słuchać o tym, że jest piękna, mądra i najlepsza, nawet jeżeli wiedziała doskonale, że to były tylko puste słowa? Na poparcie tego, że Enzo trafił w jeden z jej czułych punktów, rozpromieniła się nieco.
- Była chyba taka baśń arabska, nie? - zapytała, umyślnie ignorując wzmiankę o tym, że uważa że Agatha wcale nie była najpiękniejszą kobietą w tym pomieszczeniu. Widać jednak było, że ta uwaga nie przeszła bez echa - to powłóczyste spojrzenie, drgnięcie obu kącików ust, lekki rumieniec... Dłoń na udzie również poczuła. Nie miała zamiaru jej strącać, była przyjemnie ciężka i ciepła. - Pamiętam tylko dlatego, że były w niej latające dywany i dżiny. Chyba mieszkały w lampach? Profesor Binns mówił, że kiedyś do literatury mugolskiej przenikały tego typu elementy z naszego świata, dlatego tam mocno teraz się nawzajem unikamy.
A może to nie był Profesor Binns? Ale chyba on, bo to brzmiało bardzo nudno, a na jego zajęciach Faye głównie spała. I faktycznie, gdyby nie te dywany, to w ogóle by nie skojarzyła baśni tysiąca i jednej nocy. Ale tak już miała: wystarczył strzępek interesującej informacji i zapamiętywała coś na całe życie.
Na wzmiankę o kinie, co już przecież sama proponowała, uśmiechnęła się szerzej. Jej dłoń mimochodem powędrowała do koszulki Enzo, a palce strąciły pyłek popiołu, który się tam zapodział. Zupełnie przypadkiem opuszki musnęły skórę na szyi. Nie była przecież niczyja, mogła robić co chce. Robiła to wcześniej, będzie robić to później - przecież nie robiła nic złego, umawiając się z nim, prawda? Nikomu nic nie przyrzekała, a jednak... Czuła jakieś wyrzuty sumienia, niewielkie, gniotące się gdzieś na samym dnie jej umysłu. A może to po prostu była gorycz, bo teraz mogła dostać to, co chciała, a kiedy na czymś naprawdę jej zależało, to dostać tego nie mogła?
- Co powiesz na teraz? - zapytała niewinnie, nakrywając jego dłoń swoją. Miała rację - była przyjemne ciepła.