06.02.2025, 15:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2025, 09:18 przez Rodolphus Lestrange.)
Skorzystał z tego, że miał oczy przesłonięte ciemnymi okularami, by przewrócić oczami na to mój drogi. Anthony Shafiq był jego rodziną, co prawda bardzo odległą, lecz czasem sam się zastanawiał czy na pewno byli ulepieni z tej samej gliny. Gdyby jednak głębiej się nad tym zastanowić: Anthony był politykiem, a Rodolphus wybitnym kłamcą. Śmiało można było można tutaj postawić znak równości między nimi, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę pewną drobną skłonność do zawłaszczania wyników badań.
Nie znał hiszpańskiego: ba, nie był z tym językiem w ogóle osłuchany, więc musiał oddać pierwsze skrzypce Shafiqowi. Nie narzekał jednak z takiego obrotu spraw - już dawno nauczył się, że czasem warto było grać drugoplanową lub nawet trzecioplanową rolę. Dzięki temu można było dowiedzieć się wiele, wiele więcej niż gdy światła reflektorów były skierowane na twoje własne lico. Bycie pod wiecznym ostrzałem wszędobylskich oczu potrafiło psuć szyki, o czym miała przekonać się lwia część jego rodziny. Z leniwym wyrazem twarzy, jak ten kot którego wspominał Anthony, obserwował otoczenie oraz mężczyznę, siedzącego przy stoliku. Słyszał, że mówią, ale nie wiedział co mówią. Nie lubił takich sytuacji, lecz w przeciwieństwie do niektórych osób, z którymi się zadawał, wiedział że czasem ograniczone zaufanie było kluczowe do sukcesu. Przestąpił więc z nogi na nogę, pomstując w myślach na uporczywe ciepło, grzejące mu nieprzyjemnie grzbiet. Śliski ton i sztuczne uśmiechy były dla niego chlebem powszednim, dla Shafiqa: również. Znał te sztuczki, nawet jeżeli były przepuszczone przez kalkę innego języka. Croissant, pieniądze, uprzejme uśmiechy... Kącik ust mu drgnął ledwo zauważalnie. Oczywiście, że w tej sytuacji to on będzie chłopcem na posyłki.
- Powtórz nazwę po hiszpańsku - powiedział, wcale nie żartując. W przeciwieństwie do niektórych jego rodaków nie miał głowy głęboko w swojej dupie - a przynajmniej nie na tyle, by wierzyć, że cały świat musiał znać angielski. I ruszył się z miejsca, uprzednio zabierając pieniądze, dopiero gdy Anthony powtórzył gładko
croissant con relleno de pistacho.
Odszedł od nich, pogrążając się w myślach. Czy podejrzewał coś ze strony swojego towarzysza? Nawet jeśli, to niech robi co chce, póki uwzględni go jakkolwiek w tym planie. Zaciekawił go na tyle, by Rodolphus był w stanie zrobić krok w tył. Chociaż teraz raczej w przód, bo przed nim jawiła się kawiarenka i trzyosobowa kolejka. Kolejka, bo jakaś kobieta awanturowała się po hiszpańsku. Przynajmniej Anthony będzie miał sporo czasu do rozmowy, bo nie zapowiadało się, by Lestrange szybko wrócił. Mężczyzna westchnął ciężko, głęboko, ale na tyle cicho, by nie zwrócić na siebie przesadnej uwagi osób z kolejki. Przestąpił z nogi na nogę, a potem niemalże zamarł w bezruchu. Ogonek jednak nie posuwał się, bo kobieta na samym przedzie skutecznie blokowała całość. Lestrange był cierpliwy, lecz uważał, że hiszpański jazgot był wyjątkowo hałaśliwy i nieprzyjemny dla uszu. Zresztą wydawało się, że nie tylko on: kolejna osoba dołączyła do kłótni, a potem kolejna. On stał za to, jak te widły w gnoju, i patrzył na scenę pełną popchnięć i krzyków, z pozornym spokojem, dopóki nie udało się sprzedawcy przepędzić hołoty.
Nie znał hiszpańskiego: ba, nie był z tym językiem w ogóle osłuchany, więc musiał oddać pierwsze skrzypce Shafiqowi. Nie narzekał jednak z takiego obrotu spraw - już dawno nauczył się, że czasem warto było grać drugoplanową lub nawet trzecioplanową rolę. Dzięki temu można było dowiedzieć się wiele, wiele więcej niż gdy światła reflektorów były skierowane na twoje własne lico. Bycie pod wiecznym ostrzałem wszędobylskich oczu potrafiło psuć szyki, o czym miała przekonać się lwia część jego rodziny. Z leniwym wyrazem twarzy, jak ten kot którego wspominał Anthony, obserwował otoczenie oraz mężczyznę, siedzącego przy stoliku. Słyszał, że mówią, ale nie wiedział co mówią. Nie lubił takich sytuacji, lecz w przeciwieństwie do niektórych osób, z którymi się zadawał, wiedział że czasem ograniczone zaufanie było kluczowe do sukcesu. Przestąpił więc z nogi na nogę, pomstując w myślach na uporczywe ciepło, grzejące mu nieprzyjemnie grzbiet. Śliski ton i sztuczne uśmiechy były dla niego chlebem powszednim, dla Shafiqa: również. Znał te sztuczki, nawet jeżeli były przepuszczone przez kalkę innego języka. Croissant, pieniądze, uprzejme uśmiechy... Kącik ust mu drgnął ledwo zauważalnie. Oczywiście, że w tej sytuacji to on będzie chłopcem na posyłki.
- Powtórz nazwę po hiszpańsku - powiedział, wcale nie żartując. W przeciwieństwie do niektórych jego rodaków nie miał głowy głęboko w swojej dupie - a przynajmniej nie na tyle, by wierzyć, że cały świat musiał znać angielski. I ruszył się z miejsca, uprzednio zabierając pieniądze, dopiero gdy Anthony powtórzył gładko
croissant con relleno de pistacho.
Odszedł od nich, pogrążając się w myślach. Czy podejrzewał coś ze strony swojego towarzysza? Nawet jeśli, to niech robi co chce, póki uwzględni go jakkolwiek w tym planie. Zaciekawił go na tyle, by Rodolphus był w stanie zrobić krok w tył. Chociaż teraz raczej w przód, bo przed nim jawiła się kawiarenka i trzyosobowa kolejka. Kolejka, bo jakaś kobieta awanturowała się po hiszpańsku. Przynajmniej Anthony będzie miał sporo czasu do rozmowy, bo nie zapowiadało się, by Lestrange szybko wrócił. Mężczyzna westchnął ciężko, głęboko, ale na tyle cicho, by nie zwrócić na siebie przesadnej uwagi osób z kolejki. Przestąpił z nogi na nogę, a potem niemalże zamarł w bezruchu. Ogonek jednak nie posuwał się, bo kobieta na samym przedzie skutecznie blokowała całość. Lestrange był cierpliwy, lecz uważał, że hiszpański jazgot był wyjątkowo hałaśliwy i nieprzyjemny dla uszu. Zresztą wydawało się, że nie tylko on: kolejna osoba dołączyła do kłótni, a potem kolejna. On stał za to, jak te widły w gnoju, i patrzył na scenę pełną popchnięć i krzyków, z pozornym spokojem, dopóki nie udało się sprzedawcy przepędzić hołoty.