02.02.2025, 20:52 ✶
Enzo zamarł z otwartymi ustami, o sekundę za długo zastanawiając się nad odpowiedzią.
- ... Masz rację! - Przyznał jej. - Ich plakaty nie ruszają się, a jednak zapowiadają jak należy? To trudniejsze, przedstawić to wszystko na nieruchomym obrazku! Niesamowite. - Oczywistość nie okazała się taka oczywista i Remington musiał poświęcić chwilę, by sens do niego dotarł. Kiedy jednak już tak się stało, nie mógł wyjść z podziwu! Koleiny raz mugole pokazywali, że są niesamowicie utalentowani, jeśli chodzi o kreatywność w tworzeniu bez magii. - A w kinie - to się nazywa kino - można zobaczyć niesamowitą mugolską magię! Musisz to zobaczyć. Pozwól mi cię zaprosić? Może nawet uda nam się zobaczyć jak to wszystko działa od kuchni?
Lorenz Remington miał gadane, do tego był zbyt śmiały. Wiedział, że istnieje sposób na przegadanie mugoli do pokazania im działania kina, a nawet na dostanie prywatnej lekcji, by wyjaśnili wszystko Faye jak dziecku. Wystarczyło tylko chcieć i spróbować!
Dopił alkohol w kieliszku, oparł się łokciem o blat i zwrócił ku kobiecie przy sobie. Nie umknął mu dotyk jej stopy, ale chwilowo nie dał tego po sobie poznać. Lubił tego typu zaczepki, tero typu gry, gdy usta mówiły jedno, zaś ciało pokazywało zupełnie co innego.
- Czy nie jest tak ze wszystkim? - Zagadnął. - Jeśli na czymś nam zależy, musimy znaleźć kompromis, wspólny język... - Zagestykulował, zataczając dłonią niewielki okrąg. Temat brzydkich zapachów lepiej było pominąć! - Ach, whisky! Ja zapłacę. A swoją drogą... - Nachylił się do Traversówny, kładąc dłoń na jej kolanie. - Nie uważam, że Aghata jest najładniejszą kobietą w Kotle.
Komplementy miały swoją cenę, która jednak nie była nawet w procencie adekwatna do zysków, które przynosiły. Istniało ryzyko, lecz mogło być pomijane, gdy język był giętki, uśmiech dość szeroki, a twarz dość przystojna.
Zabrał rękę i odchylił się, słysząc rewelację o kiltach. Jego usta ułożyły się w klasycznego karpika, a brwi uniosły wysoko.
- Zupełnie nic? Nic a nic? Nie jest im zimno? - Dopytywał, mrugając powoli. - - Teraz mnie zaintrygowałaś! Muszę jechać do Szkocji! - Postanowił, bo ta historia nie tylko nie zawstydziła go, ale całkiem zainteresowała! Taka frywolność wymagała uwagi. - Potrzebuję przewodniczki! Doskonale, jesteśmy umówieni.
Miło było snuć takie głupawe plany bez żadnej przyszłości. Po tych paru dniach nerwów związanych z Muzą i tym, co działo się z Raphaelą, przyjemnie odpoczywał w towarzystwie Faye. Alkohol dodatkowo rozgrzewał i pozwalał głowie odpływać w odpowiednim kierunku, który nie powodował kolejnych zmarszczek.
- Następnym razem będę pamiętał, żeby zabrać cię na mój dywan. - Obiecał. Nie spodziewał się zmiany nastroju rozmowy, lecz nie stracił rezonu nawet na moment. Jego uśmiech zgasł, a zastąpiła go troska. Z taką samą troską jego dłoń momentalnie wróciła na kolano kobiety. - Ależ nie, nie! Przecież nie proszę cię o tego typu... Zapłatę. Wystarczającą zapłatą będzie twoje towarzystwo w kinie. Zechcesz mi towarzyszyć? Kiedy tylko ci pasuje.
Dłoń Remingtona przesunęła się parę centymetrów w górę uda.
- ... Masz rację! - Przyznał jej. - Ich plakaty nie ruszają się, a jednak zapowiadają jak należy? To trudniejsze, przedstawić to wszystko na nieruchomym obrazku! Niesamowite. - Oczywistość nie okazała się taka oczywista i Remington musiał poświęcić chwilę, by sens do niego dotarł. Kiedy jednak już tak się stało, nie mógł wyjść z podziwu! Koleiny raz mugole pokazywali, że są niesamowicie utalentowani, jeśli chodzi o kreatywność w tworzeniu bez magii. - A w kinie - to się nazywa kino - można zobaczyć niesamowitą mugolską magię! Musisz to zobaczyć. Pozwól mi cię zaprosić? Może nawet uda nam się zobaczyć jak to wszystko działa od kuchni?
Lorenz Remington miał gadane, do tego był zbyt śmiały. Wiedział, że istnieje sposób na przegadanie mugoli do pokazania im działania kina, a nawet na dostanie prywatnej lekcji, by wyjaśnili wszystko Faye jak dziecku. Wystarczyło tylko chcieć i spróbować!
Dopił alkohol w kieliszku, oparł się łokciem o blat i zwrócił ku kobiecie przy sobie. Nie umknął mu dotyk jej stopy, ale chwilowo nie dał tego po sobie poznać. Lubił tego typu zaczepki, tero typu gry, gdy usta mówiły jedno, zaś ciało pokazywało zupełnie co innego.
- Czy nie jest tak ze wszystkim? - Zagadnął. - Jeśli na czymś nam zależy, musimy znaleźć kompromis, wspólny język... - Zagestykulował, zataczając dłonią niewielki okrąg. Temat brzydkich zapachów lepiej było pominąć! - Ach, whisky! Ja zapłacę. A swoją drogą... - Nachylił się do Traversówny, kładąc dłoń na jej kolanie. - Nie uważam, że Aghata jest najładniejszą kobietą w Kotle.
Komplementy miały swoją cenę, która jednak nie była nawet w procencie adekwatna do zysków, które przynosiły. Istniało ryzyko, lecz mogło być pomijane, gdy język był giętki, uśmiech dość szeroki, a twarz dość przystojna.
Zabrał rękę i odchylił się, słysząc rewelację o kiltach. Jego usta ułożyły się w klasycznego karpika, a brwi uniosły wysoko.
- Zupełnie nic? Nic a nic? Nie jest im zimno? - Dopytywał, mrugając powoli. - - Teraz mnie zaintrygowałaś! Muszę jechać do Szkocji! - Postanowił, bo ta historia nie tylko nie zawstydziła go, ale całkiem zainteresowała! Taka frywolność wymagała uwagi. - Potrzebuję przewodniczki! Doskonale, jesteśmy umówieni.
Miło było snuć takie głupawe plany bez żadnej przyszłości. Po tych paru dniach nerwów związanych z Muzą i tym, co działo się z Raphaelą, przyjemnie odpoczywał w towarzystwie Faye. Alkohol dodatkowo rozgrzewał i pozwalał głowie odpływać w odpowiednim kierunku, który nie powodował kolejnych zmarszczek.
- Następnym razem będę pamiętał, żeby zabrać cię na mój dywan. - Obiecał. Nie spodziewał się zmiany nastroju rozmowy, lecz nie stracił rezonu nawet na moment. Jego uśmiech zgasł, a zastąpiła go troska. Z taką samą troską jego dłoń momentalnie wróciła na kolano kobiety. - Ależ nie, nie! Przecież nie proszę cię o tego typu... Zapłatę. Wystarczającą zapłatą będzie twoje towarzystwo w kinie. Zechcesz mi towarzyszyć? Kiedy tylko ci pasuje.
Dłoń Remingtona przesunęła się parę centymetrów w górę uda.