31.01.2025, 21:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2025, 22:04 przez Lewis McKinnon.)
Dla Lewisa żadne święta nie są szczególnie rodzinne, ale w Yule odczuwa odrobinę magicznej magii. Jednak głównie jest to dla niego czas przygotowań, długich godzin spędzonych w kuchni i to niejednej. Yule to czas gdy biznes się kręci, jak gówno w przerębli.
Najpierw przygotowuje świąteczne dania w Rejewachu. na pierwszym planie indyk pieczony. Nadziewany, soczysty (w teorii, bo w praktyce czasem wychodzi suchy jak wiór, jeżeli Woody i Asena próbują za dużo pomagać), podawany z żurawinowym sosem i sosem pieczeniowym, który ratuje każdą przesuszoną porcję. Obok warzywa, brukselka, której nikt nie lubi, ale wszyscy jedzą z poczucia obowiązku, marchewka polana miodem, pasternak i ziemniaki pieczone w gęsim tłuszczu, chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku. Nie może zabraknąć kiełbasek owiniętych w bekon, które kończą się szybciej niż wszystko inne. Na deser pudding, ciężki, ciemny, nasączony alkoholem i podpalany przed podaniem, bo nic tak nie mówi Yule, jak płonące jedzenie. Kto ma szczęście, znajdzie w środku monetę, kto ma pecha, połknie ją i spędzi ten czas w Mungu. Lewisowi zdarzyło się to tylko raz!
Później odwiedza Kościany Zamtuz, rozdając swoim ulubionym kurwom oraz rodzinie drobiazgi, zwykle kradzione, ale kto by się przejmował? Na koniec kolejna praca i wielkie przygotowania w garkuchni. I tutaj królują świąteczne przyprawy i małe paczuszki ze słodyczami dla najmłodszych. Rozdaje świąteczne jedzenie najbardziej potrzebującym Nokturnu oraz tym, którzy nie mają bliskich, z którymi mogliby spędzić Yule, czasami broni co chciwszych bab, które próbują ukraść ze stołów nie najlepszej jakości poncz z dodatkiem trzech cytryn.
Cała reszta Yule tak wygląda. Picie, jedzenie, gotowanie, gotowanie i jeszcze raz gotowanie, a później trochę spania, jeżeli wystarczy mu czasu. Generalnie po świątecznym chaosie bierze dwa dni wolnego, gdy odsypia, aby wypocząć przed Nowym Rokiem, bo na sylwestra ma dwa razy tyle pracy i jeszcze mniej pomocy, bo połowa jego pomocy jest najebana na dzień dobry. Czasami przez to tęskni za paleniem papierosów.
Najpierw przygotowuje świąteczne dania w Rejewachu. na pierwszym planie indyk pieczony. Nadziewany, soczysty (w teorii, bo w praktyce czasem wychodzi suchy jak wiór, jeżeli Woody i Asena próbują za dużo pomagać), podawany z żurawinowym sosem i sosem pieczeniowym, który ratuje każdą przesuszoną porcję. Obok warzywa, brukselka, której nikt nie lubi, ale wszyscy jedzą z poczucia obowiązku, marchewka polana miodem, pasternak i ziemniaki pieczone w gęsim tłuszczu, chrupiące na zewnątrz, miękkie w środku. Nie może zabraknąć kiełbasek owiniętych w bekon, które kończą się szybciej niż wszystko inne. Na deser pudding, ciężki, ciemny, nasączony alkoholem i podpalany przed podaniem, bo nic tak nie mówi Yule, jak płonące jedzenie. Kto ma szczęście, znajdzie w środku monetę, kto ma pecha, połknie ją i spędzi ten czas w Mungu. Lewisowi zdarzyło się to tylko raz!
Później odwiedza Kościany Zamtuz, rozdając swoim ulubionym kurwom oraz rodzinie drobiazgi, zwykle kradzione, ale kto by się przejmował? Na koniec kolejna praca i wielkie przygotowania w garkuchni. I tutaj królują świąteczne przyprawy i małe paczuszki ze słodyczami dla najmłodszych. Rozdaje świąteczne jedzenie najbardziej potrzebującym Nokturnu oraz tym, którzy nie mają bliskich, z którymi mogliby spędzić Yule, czasami broni co chciwszych bab, które próbują ukraść ze stołów nie najlepszej jakości poncz z dodatkiem trzech cytryn.
Cała reszta Yule tak wygląda. Picie, jedzenie, gotowanie, gotowanie i jeszcze raz gotowanie, a później trochę spania, jeżeli wystarczy mu czasu. Generalnie po świątecznym chaosie bierze dwa dni wolnego, gdy odsypia, aby wypocząć przed Nowym Rokiem, bo na sylwestra ma dwa razy tyle pracy i jeszcze mniej pomocy, bo połowa jego pomocy jest najebana na dzień dobry. Czasami przez to tęskni za paleniem papierosów.