31.01.2025, 15:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2026, 16:27 przez Anthony Shafiq.)
Trzy Małe Świnki i Wielki Zły Wilk kontra Dziura.
To znaczy Trzy Całkiem Wyrośnięte Świnki i Wielki Dobry Pies (nie żeby Anthony kiedykolwiek miał zamiar nazywać jakiegokolwiek funkcjonariusza służb mundurowych w ten sposób).
Najpierw jednak były Dwie Świnki i Dziura oraz Jedna Świnka Szukająca Wilka.
Znaczy Psa.
To znaczy Trzy Całkiem Wyrośnięte Świnki i Wielki Dobry Pies (nie żeby Anthony kiedykolwiek miał zamiar nazywać jakiegokolwiek funkcjonariusza służb mundurowych w ten sposób).
Najpierw jednak były Dwie Świnki i Dziura oraz Jedna Świnka Szukająca Wilka.
Znaczy Psa.
Morpheus próbował przepchnąć się przez skały, a te skutecznie mu to uniemożliwiały ORAZ go raniły.
– Somnia błagam... – syknął Anthony, kładąc mu nieproporcjonalnie długie dłonie na ramionach, a jego smutne z natury oczy barwy płynnego srebra utkwione były w przyjacielu, który zwykle miał taki problem, żeby trwać w bezruchu. – Irytacją nic nie zmienisz. Irytacja pogorszy sprawę. Ona daje Ci siłę do tego żeby walczyć, żeby nieść zmianę, ale tu nie ma świata, który trzeba zmienić. Tu jest tylko dziura. – Przemawiał bardzo poważnie, on - stary malutki - który lekkość bytu i ekscentryczny humor nastolatków odkryje dopiero, gdy będzie miał więcej niż dwadzieścia lat. Właśnie dlatego on tu został, a nie Jonathan. Bo przynajmniej wiedział co robić. Był całkiem niezły w morpheusologii, jak na trzy lata znajomości. Zupełnie jakby znali się u zarania dziejów. – To nie fale, które zalewają Ci twarz i pozbawiają oddechu. Pomoc zaraz nadejdzie, a ja tu będę z Tobą. Jak zawsze. – Choć pozycja nie była zbyt wygodna, trwał przy nim, niemalże wisząc nad nim, kciukami rozmasowując barki. I Morpheus wiedział bardzo dobrze, że będzie tak wisieć, dopóki Longbottom nie wyciszy narowistości ducha. Obaj byli w porównywalnym stopniu uparci, choć okazywali to na kompletnie odmienne sposoby.
– Poćwiczmy role do wrześniowego przedstawienia naszego klubu, zupełnym przypadkiem zabrałem Homera ze sobą do lasu – dodał z nową werwą, jakby cała sytuacja była tylko kuriozalną dekoracją, przyciasnym butem. – Gdzieśmy skończyli... a tak. Helena odpowiadała ojcu:
To jest mądry Odyseusz co w Itace włada:
Grunt jego ziemi dla skała wcale nieużyty,
Lecz on sam w mądre rady i sztuki obfity" – wyrecytował z pamięci, mając książkę raczej jako atrybut mędrczy w dłoni, popierający jego autorytet w kwestiach reżyserskich. – Wtedy Antenor zdanie swoje tak otwiera:? – spojrzał wyczekująco na Morpheusa i nie, nie zamierzał odpuścić. Nie było lepszego sposobu spędzania czasu niż Homer, nawet jeśli ów Homer był w lesie.
A potem Świnka, przyprowadziła Wilka pod domek z kamienia.
Znaczy Psa.
Znaczy Psa.
Anthony wstał, gdy tylko usłyszał ruch. Nieco nerwowy, nieco zdziwaczały wychudły chłopaczek, który z pewnym niepokojem rozglądał się i ten niepokój nie zniknął, kiedy z pomiędzy drzew wychynął Jonathan z Clemensem. Schował książkę, jakby to było coś nielegalnego, wielkie smutne oczy (będące najprawdopodobniej jego naturalnym wyrazem twarzy, obok drugiego, tego snobistycznie zadzierającego nosa i patrzącego na wszystkich z góry) obserwowały czujnie mężczyznę, a zęby mimowolnie zacisnęły się, podobnie jak pięść, gdy nazwał głupszym niż ustawa przewiduje. Co to miało być!? Morpheus był najmądrzejszy z nich wszystkich i nikt nie miał prawa obrażać jego przyjaciela. Czasem żałował, głównie w takich chwilach jak ta, że nie jest silniejszy. Że czas spędzony nad książkami spędziłby nad kształtowaniem swojego ciała. Byłby wtedy co prawda nieco głupszy niż teraz, ale oczyma wyobraźni wizualizował sobie z chłopięcym zacięciem, jak heroicznie broni honoru Somni.
Rozluźnił dłoń.
Nie był zwierzęciem, by tak się zachowywać, a doskonale wychowanym młodym człowiekiem, przyszłą kadrą kierowniczą, jak zwykła powtarzać mu matka. Smutek stał się maską przykrywająca tę drugą twarz. Tę właściwą mieszkańcom lochów chronionych znakiem węża.
– Mów lepiej co możemy zrobić, jak pomóc. Dość już siedzimy w tym miejscu – lodowato przypomniał jednoosobowej grupie ratunkowej, która zamiast przystąpić od razu do działania, marnowała cenny czas na ten skandaliczny komentarz.