31.01.2025, 12:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2025, 12:41 przez Millie Moody.)
1.12.1971
Choinka stanęła jak gigantyczny włochaty zielenią fallus, na samym środeczku w miejscu, w którym stopy funkcjonariuszki Moody przechadzały się w ramach patroli każdego dnia. Złociste oczy spoglądały na drzewko z mieszaniną uczuć niechęci (ktoś postawił jej przeszkodę na drodze) i zachwytu (ale jakże wielka to była przeszkoda!). Z zaciekawieniem przypatrywała się również umieszczonej tabliczce, proszącej uczciwych obywateli o zawieszenie ozdoby i oddanie kawałka swojej magii.
Czy to w ogóle jest legalne? – pomyślała Mildred nigdy, ponieważ była równie chujową magipolicjantką, jak większość jej kolegów i najbardziej co lubiła robić to gonić złoczyńców. Nie z poczucia sprawiedliwości, ale samego pościgu - jak jeszcze w grę wchodziła miotła i finalny but na ryj, to nic więcej do szczęścia nie było jej potrzebne.
Dlatego nie zastanawiała się wiele, tylko sięgnęła po różdżkę. Ok, była na służbie i może nie powinna tego robić, ale co jej zrobią? Zawieszą ją?
W zawahaniu przygryzła spieszchniętą wagę, mimowolnie zachęcając krew do wypłynięcia kolejną raną. Była zmęczona i skacowana, jej umysł był w sumie antykreatywny obecnie. Kawałek duszy... Idealna bombka.
Chciałabym, żeby zakonniarze przeżyli w komplecie kolejny rok, a Ty... Ty Alku... Chciałabym, żebyś był szczęśliwy. – pomyślała, kształtując na słowo honoru szarego wilka, który wył do księżyca. No nie był super realistyczny, ale chyba liczyła się intencja bardziej niż jakieś rzeźbiarskie umiejętności. W końcu robiła w malarstwie, a przynajmniej tak sobie mówiła, mimo, że żaden obraz nie był skończony, a płótna zawalały im poddasze.
O życzeniach dla siebie zapomniała. Może znając swoją super fartowną gwiazdę uznała, że nie ma co marnować czasu. Wilk powędrował na całkiem wysokie gałązki. Zbyt dobrze znała ludzi, żeby zakładać, że nikt nie będzie skubał drzewka z co piękniejszych bombek... Nie żeby swoją uważała za ładną. Wcale nie.
Zdała sobie sprawę, jak zimno jej w dłonie i popatrzyła na nie z zaciekawieniem. Brakło jej tylko pudełka zapałek, by wyśnić piękne, złociste kolorowe święta spędzone razem. Ktoś jednak musiał brać służbę w Yule, zło nie spało. Jej brat z poczucia obowiązku. Ona z przyzwyczajenia. Skrzywiła się na tę myśl, ale nie usiedziałaby nigdzie bez niego obok, więc równie dobrze mogła nastawić się na szwendanie po ulicach jak debil. Znaczy jak pokorny brygadzista.
Pewnie poszłaby na wino teraz, sprawdzić, czy nikt go nie doprawia narkotykami, ale stragany dopiero się rozstawiały. Odpuściła więc i szerokim łukiem omijając drzewko powróciła na swój stały patrolowy tor.
Postać opuszcza sesję
wilku![[Obrazek: 6197d46cad3d085e7510de7f653f3e30.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/61/97/d4/6197d46cad3d085e7510de7f653f3e30.jpg)