26.01.2025, 15:31 ✶
– Panie Elijah? – zawołała głośniej, mocniej uderzając o drzwi. Zmarszczyła lekko brwi, niepewna, czy mężczyzna może próbował ukryć się przed niechcianymi gośćmi, wyszedł prosto w las, czy użył sieci Fiuu? A może faktycznie coś się mu stało…? – Proszę pana, widziałam pana na podwórku. Czy nic panu nie dolega?!
Cisza.
Brenna westchnęła, sama niepewna, czy to dobrze, czy nie, jeszcze raz obejrzała się na furtkę. Wcześniej, jako wilk, czuła tutaj świeży trop, po tym jak mężczyzna wyszedł na zewnątrz – ten sam, który dało się wyczuć w składziku na tyłach, jakby były tam we trójkę, nie we dwójkę. Pewnie gdyby nie było tu Reginy, i tak rozważyłaby włamanie się, bo podejście Brenny do procedur… bywało elastyczne, gdy miała pewność, że ujdzie jej to na sucho, ale teraz obecność Rowle hamowała ją dość mocno: w końcu nie znały się szczególnie dobrze i Regina była cywilem. „Zajrzałyśmy do środka, bo widziałyśmy, jak wchodzi do domu, drzwi z tyłu były uchylone i nie odpowiadał” dało się usprawiedliwić, przeszukiwanie pięter już chyba niezbyt.
Brenna zadarła na moment głowę, spoglądając z pewnym żalem na okna na piętrze, zanim wróciła do Rowle.
– Chyba go nie ma – rzuciła od drzwi, gdy wróciła. – Nie odpowiada na pukanie, nie czuć świeżych tropów wokół domu, powiedziałabym, że teleportował się i to chyba właśnie z tego pomieszczenia… dziwne, że zostawił drzwi otwarte, ale może zamierza szybko wrócić. Znalazłaś coś?
Odruchowo zniżyła głos i weszła do środka dopiero, kiedy skończyła mówić, chociaż przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że były tutaj same. Gdy jednak się zbliżyła, dostrzegła, że Rowle celuje różdżką w szafkę, a potem jej wzrok skierował się ku śladom pozostałym na podłodze. Chyba nie zwróciłaby na nie uwagi, przynajmniej nie od razu, gdyby nie Rowle. Co więcej ślady wyglądały na stosunkowo świeże: może Elijah co jakiś czas je maskował, tak na wszelki wypadek?
W porządku.
Szybka kalkulacja wykazywała, że cokolwiek tak znajdą, nie będzie tego można użyć w sądzie, ale może to bardzo pomóc. Jeżeli mężczyzna miał tutaj jakiś schowek…
– Nieźle. Może jest odporny na magię? – zastanowiła się, i skoro zaklęcie nie podziałało, wyciągnęła z kieszeni rękawiczki, by potem spróbować odsunąć szafkę siłą.
Miała nadzieję, że mężczyzny nie ma w środku, ale gdyby był, to powinien ją usłyszeć, gdy nawoływała.
Af
Cisza.
Brenna westchnęła, sama niepewna, czy to dobrze, czy nie, jeszcze raz obejrzała się na furtkę. Wcześniej, jako wilk, czuła tutaj świeży trop, po tym jak mężczyzna wyszedł na zewnątrz – ten sam, który dało się wyczuć w składziku na tyłach, jakby były tam we trójkę, nie we dwójkę. Pewnie gdyby nie było tu Reginy, i tak rozważyłaby włamanie się, bo podejście Brenny do procedur… bywało elastyczne, gdy miała pewność, że ujdzie jej to na sucho, ale teraz obecność Rowle hamowała ją dość mocno: w końcu nie znały się szczególnie dobrze i Regina była cywilem. „Zajrzałyśmy do środka, bo widziałyśmy, jak wchodzi do domu, drzwi z tyłu były uchylone i nie odpowiadał” dało się usprawiedliwić, przeszukiwanie pięter już chyba niezbyt.
Brenna zadarła na moment głowę, spoglądając z pewnym żalem na okna na piętrze, zanim wróciła do Rowle.
– Chyba go nie ma – rzuciła od drzwi, gdy wróciła. – Nie odpowiada na pukanie, nie czuć świeżych tropów wokół domu, powiedziałabym, że teleportował się i to chyba właśnie z tego pomieszczenia… dziwne, że zostawił drzwi otwarte, ale może zamierza szybko wrócić. Znalazłaś coś?
Odruchowo zniżyła głos i weszła do środka dopiero, kiedy skończyła mówić, chociaż przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że były tutaj same. Gdy jednak się zbliżyła, dostrzegła, że Rowle celuje różdżką w szafkę, a potem jej wzrok skierował się ku śladom pozostałym na podłodze. Chyba nie zwróciłaby na nie uwagi, przynajmniej nie od razu, gdyby nie Rowle. Co więcej ślady wyglądały na stosunkowo świeże: może Elijah co jakiś czas je maskował, tak na wszelki wypadek?
W porządku.
Szybka kalkulacja wykazywała, że cokolwiek tak znajdą, nie będzie tego można użyć w sądzie, ale może to bardzo pomóc. Jeżeli mężczyzna miał tutaj jakiś schowek…
– Nieźle. Może jest odporny na magię? – zastanowiła się, i skoro zaklęcie nie podziałało, wyciągnęła z kieszeni rękawiczki, by potem spróbować odsunąć szafkę siłą.
Miała nadzieję, że mężczyzny nie ma w środku, ale gdyby był, to powinien ją usłyszeć, gdy nawoływała.
Af
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 36
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.