26.01.2025, 03:24 ✶
Widok Edge'a przywołał wspomnienia z jaskini, obraz umierającej Millie, cierpiącej Geraldine i późniejszej "walki" z demonem, kiedy to dał upust swojej złości. Palenie ciała, walka o przetrwanie z jego pomocą, aj kw oparach dymu, dusząc się uciekali korytarzami podziemnymi. Zaniósł się krótki, acz uciążliwym kaszlem, musiał aż przetrzeć oczy, bo mu zaszły łzami, kolejny problem pozostawiony przez demona... Może faktycznie mu się nie wydawało i jakąś część niego tam została pod ziemią? Musiał w końcu udać się do Morpheusa, żeby coś z tym zrobił, żeby mu powiedział, starszy Longbottom powinien wiedzieć co mu jest. Tak mówiła Mildred, tylko oczy na pewno ktoś będzie wiedział? Szkoda tylko, że musiał wyjechać z kraju akurat teraz... A co jak demon go naznaczył i nosił w sobie teraz coś? Poczuł jak serce opada mu gdzieś do kolan, a w gardle formuje się nieprzyjemna gula. Ale mimo tego strachu, który nagle w nim wezbrał nie uciekł, stał wpatrując się tempo przed siebie prosto w czarnowłosego mężczyznę przed sobą.
- Czekałeś na kogoś innego? - zapytał odruchowo przyglądając się mu uważnie, nawet nie zająknął się na temat tego co on tu robi o tej porze. W sumie po wyjściu z jaskini zniknął tak szybko, że nie zdążył mu nic powiedzieć, a by co nieco chyba wypadało. Tylko wtedy pchany adrenaliną działał impulsywnie. Drgnął, kiedy mężczyzna wyciągnął dłoń i go dotknął, zaskoczony tym gestem, ale nie odsunął się ani na milimetr od Crowa, jego ciepły dotyk był w pewien sposób kojący. Figg obawiał się odtrącenia i odwrócenia się od niego przez wszystkich, a ten czuły gest, dawał poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie, wykonany przez osobę będącą świadkiem tego co robił w podziemiach. - Och... Musiałem przemyśleć kilka spraw - odpowiedział jedynie na wiadomość, że martwił się o niego, było to dla Thomasa zaskoczeniem. Jasne sam również rozmyślał jak mają się inni, którzy byli z nim pod ziemią, zwłaszcza Edge, który nie pozwolił mu się tam udusić od oparów z palonego ciała dopelgengera. Kim oni w sumie byli dla siebie? Jasne, wcześniej poznali się dzięki jego siostrze, wymienili kilka niezobowiązujących krótkich rozmów. Nazwałby go znajomym, przyjacielem siostry. Ale teraz? Wydarzenia takie jak tam zmieniały wszystko. - Tak. Nie... Znaczy nie wiem, chyba tak, ale nie do końca? Jeszcze nie jestem pewien - czuł pewną więź ze stojącym przed nim mężczyzną, ale nie potrafił się otwierać przed obcymi. To że przyznał się do tego, ze nie jest wszystko w porządku było niezwykłym wyczynem. Trzeba było zmienić temat i to bardzo szybko. Ale też nie wiedział co ma zrobić z rękami, uścisnąć mu dłoń? Przytulić? Co się robiło z rękami? Po co ludziom ręce?!
- Słuchaj - powiedział cicho patrząc mu prosto w oczy. - Ja ci nigdy nie podziękowałem za tamto... Za uratowanie mi tyłka wśród tego dymu - odezwał się wyjaśniając o co mu dokładniej chodzi. - Nie zapomnę tego, mam u ciebie dług. Więc wiesz, możesz na mnie liczyć i dziękuję - nigdy nie był dobry w przemowach, ta też brzmiała nad wyraz koślawo, dlatego okraszał ją uśmiechem, wymuszonym, a nie przez Edg'a, ogólnie nie był w nastroju do wyrażania szczęścia.
- Czekałeś na kogoś innego? - zapytał odruchowo przyglądając się mu uważnie, nawet nie zająknął się na temat tego co on tu robi o tej porze. W sumie po wyjściu z jaskini zniknął tak szybko, że nie zdążył mu nic powiedzieć, a by co nieco chyba wypadało. Tylko wtedy pchany adrenaliną działał impulsywnie. Drgnął, kiedy mężczyzna wyciągnął dłoń i go dotknął, zaskoczony tym gestem, ale nie odsunął się ani na milimetr od Crowa, jego ciepły dotyk był w pewien sposób kojący. Figg obawiał się odtrącenia i odwrócenia się od niego przez wszystkich, a ten czuły gest, dawał poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie, wykonany przez osobę będącą świadkiem tego co robił w podziemiach. - Och... Musiałem przemyśleć kilka spraw - odpowiedział jedynie na wiadomość, że martwił się o niego, było to dla Thomasa zaskoczeniem. Jasne sam również rozmyślał jak mają się inni, którzy byli z nim pod ziemią, zwłaszcza Edge, który nie pozwolił mu się tam udusić od oparów z palonego ciała dopelgengera. Kim oni w sumie byli dla siebie? Jasne, wcześniej poznali się dzięki jego siostrze, wymienili kilka niezobowiązujących krótkich rozmów. Nazwałby go znajomym, przyjacielem siostry. Ale teraz? Wydarzenia takie jak tam zmieniały wszystko. - Tak. Nie... Znaczy nie wiem, chyba tak, ale nie do końca? Jeszcze nie jestem pewien - czuł pewną więź ze stojącym przed nim mężczyzną, ale nie potrafił się otwierać przed obcymi. To że przyznał się do tego, ze nie jest wszystko w porządku było niezwykłym wyczynem. Trzeba było zmienić temat i to bardzo szybko. Ale też nie wiedział co ma zrobić z rękami, uścisnąć mu dłoń? Przytulić? Co się robiło z rękami? Po co ludziom ręce?!
- Słuchaj - powiedział cicho patrząc mu prosto w oczy. - Ja ci nigdy nie podziękowałem za tamto... Za uratowanie mi tyłka wśród tego dymu - odezwał się wyjaśniając o co mu dokładniej chodzi. - Nie zapomnę tego, mam u ciebie dług. Więc wiesz, możesz na mnie liczyć i dziękuję - nigdy nie był dobry w przemowach, ta też brzmiała nad wyraz koślawo, dlatego okraszał ją uśmiechem, wymuszonym, a nie przez Edg'a, ogólnie nie był w nastroju do wyrażania szczęścia.