25.01.2025, 00:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2025, 21:20 przez Anthony Shafiq.)
Jeden krok. Wystarczył tylko jeden by świat nagle zaczął pachnieć intensywnie kurkumą i papryką. Wystarczył jeden krok by otoczył ich tłum ludzi przekrzykujących się na wzajem i próbujących ustalić ceny. Tylko waluta była dziwna, a ludzie podbijali ceny w absurdalnym tempie, zamiast je obniżać. Dywany, które nie latały, ale szurały po ziemi. Kamienie zawieszone na rzemieniach, matowe jakby ktoś celowo umaczał je w pyle. Dziwaczne obrazy odstręczające swoją odmiennością, biżuteria, która zdawała się normalna ale...
...Anthony objął opiekuńczym skrzydłem nie swojego chrześniaka, wciąż nieco niższego niż starszy czarodziej.
– Pięknie! Wiedziałem, że się nam uda. – Poczochrał pieszczotliwie czuprynę Jessiego i nawet jeśli kłamał, to robił to zbyt umiejętnie by wychwycić fałszywą nutę w jego głosie. – Tu już nie powinno być takich niespodzianek. Musimy przejść się po targu i znaleźć... wydaje mi się handlarza z kluczem. Będzie chciał mało, ale obrazi się jeśli nie podbijemy ceny. – Mówił spokojnie, choć zgubił już swój uśmiech, rozglądając się czujnie po zebranych. Wyglądali prawie normalnie. W barwnych ubraniach, w słowach, śmiechu. Tylko oczy... wszystkie tęczówki były tak ciemne, że można byłoby pomyśleć, że są czarne. Ach nie... one były czarne.
– Czy jesteś gotów za wolność oddać jedno ze swoich wspomnień Jasper? One i tak przemijają, ale... – odetchnął, rozcierając jego ramię tak jakby ten gest i jemu przynosił odrobinę komfortu. – ... nie wiadomo, które wciągnie. Może to być coś ważnego. – Przełknął ślinę, próbując znaleźć jakiekolwiek dobre wyjście z tej sytuacji. – Chyba, że masz lepszy pomysł na podbicie stawki. Tylko nie lata życia. Istoty tutaj... podchodzą do tego bardzo... mm... powiedziałbym europejsko. Zawsze przychodzą po odbiór swojego długu. – Nagle zatrzymał się w poszukiwaniach, w tym rozglądaniu po okolicy i wskazał mu wolną ręką jeden ze straganów, umieszczonych po przekątnej targowiska. Mężczyzna który go prowadził, dla odmiany miał normalne oczy, ale jego skóra była niebieska. – Nie daj się nabrać. Każde z życzeń ma cenę. My chcemy tylko klucz. – Szepnął jeszcze i ruszył z nim w miejsce konfrontacji. To tylko zakupy.
To aż zakupy.
...Anthony objął opiekuńczym skrzydłem nie swojego chrześniaka, wciąż nieco niższego niż starszy czarodziej.
– Pięknie! Wiedziałem, że się nam uda. – Poczochrał pieszczotliwie czuprynę Jessiego i nawet jeśli kłamał, to robił to zbyt umiejętnie by wychwycić fałszywą nutę w jego głosie. – Tu już nie powinno być takich niespodzianek. Musimy przejść się po targu i znaleźć... wydaje mi się handlarza z kluczem. Będzie chciał mało, ale obrazi się jeśli nie podbijemy ceny. – Mówił spokojnie, choć zgubił już swój uśmiech, rozglądając się czujnie po zebranych. Wyglądali prawie normalnie. W barwnych ubraniach, w słowach, śmiechu. Tylko oczy... wszystkie tęczówki były tak ciemne, że można byłoby pomyśleć, że są czarne. Ach nie... one były czarne.
– Czy jesteś gotów za wolność oddać jedno ze swoich wspomnień Jasper? One i tak przemijają, ale... – odetchnął, rozcierając jego ramię tak jakby ten gest i jemu przynosił odrobinę komfortu. – ... nie wiadomo, które wciągnie. Może to być coś ważnego. – Przełknął ślinę, próbując znaleźć jakiekolwiek dobre wyjście z tej sytuacji. – Chyba, że masz lepszy pomysł na podbicie stawki. Tylko nie lata życia. Istoty tutaj... podchodzą do tego bardzo... mm... powiedziałbym europejsko. Zawsze przychodzą po odbiór swojego długu. – Nagle zatrzymał się w poszukiwaniach, w tym rozglądaniu po okolicy i wskazał mu wolną ręką jeden ze straganów, umieszczonych po przekątnej targowiska. Mężczyzna który go prowadził, dla odmiany miał normalne oczy, ale jego skóra była niebieska. – Nie daj się nabrać. Każde z życzeń ma cenę. My chcemy tylko klucz. – Szepnął jeszcze i ruszył z nim w miejsce konfrontacji. To tylko zakupy.
To aż zakupy.