• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna Fontanna Szczęśliwego Losu [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain

[6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain
the horror and the wild
But the half part sees what the other half's got
Sometimes I feel like I'd rather just rot
wiek
28
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
rozszczepieniec
zawód
medium za dychę i niegrzeczny sklepikarz
Wysoki, bo mierzący 185 cm wzrostu, smukły, o długiej twarzy zwykle przekornie uśmiechniętej — Cain w wielu aspektach przypomina gentlemana, w pozostałych sępa. Wszystko w nim jest zawsze trochę niedbale, trochę niedokończone, jego koszule są zawsze niedopięte, a antracytowe włosy nosi palcami sczesane z czoła. Łatwo odnaleźć w tłumie ślady jego obecności — cierpki zapach papierosów, kadzideł i mocnych, piżmowych perfum oraz przedziwny chłód, zupełnie jakby minął cię właśnie duch. Gdy mówi, jego niski głos brzmi uprzejmie, choć przebrzmiewa w nim nuta protekcjonalizmu, a nieco bezczelne spojrzenie ciemnobrązowych oczu zdaje się tkwić w tobie jak sztylet.

Cain Fawley
#2
21.01.2025, 22:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2025, 22:45 przez Cain Fawley.)  
Ostatnie dziesięć lat spędzonych na Nokturnie nauczyło go kilku przydatnych rzeczy — tania whisky smakuje lepiej, kiedy pije się ją duszkiem, palona szałwia jest niezastąpiona w tuszowaniu smrodu ze ścieków, a kiedy pod twoje drzwi przychodzi propozycja od kogoś, kto podpisuje się nazwiskiem wystarczająco głośnym, by drukować je w gazetach więcej niż raz w miesiącu, odmówienie jest w najlepszym przypadku głupie, w najgorszym śmiertelne. Wolał unikać obu tych rozwiązań, szczególnie teraz, kiedy większość jego pracy dusiła się w ścianach jego mieszkania, skłębiona nad okrągłym blatem stołu do seansów. Wczesną jesienią nawet najbardziej niewdzięczni z żyjących chcieli rozmawiać z umarłymi, jak gdyby w pośpiechu starali się wymazać wszystkie swoje grzechy, Cain tymczasem nudził się okropnie, powtarzając wciąż te same formułki i oszukując wciąż na te same, nużące sposoby. Być może pan Lestrange był świetnym pretekstem do tego, by znaleźć nowe, ciekawsze kłamstwa, być może był jedynie kolejnym chłopcem w zbyt czystych butach, który potrzebował trzech ludzkich piszczeli od Madame D'Mory lub rozmowy z jakimś bardzo sekretnym duchem swojej zamordowanej kochanki. W każdym wypadku jednak był zobowiązany zapłacić za jego alkohol tego wieczora, co w tym momencie wydawało się Cainowi najważniejsze.

Lokal był głośny, wszystko wokół barwne, roześmiane i chaotyczne w ten kuriozalny, kwaśny sposób, który zdawał się szczypać go w język i dzwonić w uszach. W kakofonii rozmów, krzyków i obijających się o siebie szkieł, Cain słyszał własne myśli tylko w połowie, potrafił jednak wyłapać wspomnienie nazwiska i sposób, w jaki zostało mu przekazane — cicho, z ostrożnością, której na Nokturnie było niewiele. W tym miejscu miało to zresztą niewielkie znaczenie. O tej godzinie w Fontannie wszyscy stawali się tak samo niewidzialni, głosy zlepiały się w jedno, niemożliwe do wyodrębnienia, nawet twarze — choć każda wyraźna i przynajmniej częściowo oświetlona — sprawiały wrażenie ujednoliconych, wszystkie tak samo młode i podobnie rozbawione. I Cain więc starał się stać częścią tego tłumu — w płaszczu zarzuconym na niedopiętą koszulę i z włosami zmierzwionymi przez wiatr przy odrobinie szczęścia przypominać mógł każdego innego stałego bywalca, nawet jeżeli pod paznokciami miał nadal trochę krwi niedomytej od dzisiejszego popołudnia.

Nietrudno było wypatrzeć w tym bałaganie mężczyznę, który go zaprosił — jako jedyny siedział sam i pasował do otoczenia tylko częściowo, i to w taki sposób, w jaki rodzinny sygnet Caina pasował do byle jakich zwłok, które niedawno rozcinał. Był młodszy niż się spodziewał (a może ktoś wspominał? Może widział już gdzieś jego twarz — w gazecie czy w tłumie?), nie sprawiał przy tym jednak wrażenia łagodniejszego. Jego postawa nosiła w sobie jakiś naturalny wyraz wyższości, a twarz — nadal gładka i przystojna — wpatrywała się w zegarek. Spóźnił się, na pewno, to jednak nigdy nie miało znaczenia.

— Ciekawe miejsce na spotkanie — odezwał się, omijając wstępne uprzejmości, od razu siadając naprzeciw niego. — Zazwyczaj dostaję zaproszenia do nieco… bardziej zarzyganych knajp. — Rozejrzał się, odgarniając przy tym te kosmyki ciemnych włosów, które opadły na czoło. — Albo zaułków. Czasem czyichś domów, ale tylko jeżeli ktoś w nich akurat umarł. — Skrzywił się lekko, szybko jednak zamieniając grymas ten w szeroki, zaskakująco przyjemny uśmiech. Jego spojrzenie przesunęło się natomiast na szkło stojące na stoliku między nimi. Wsparł łokcie na blacie, ściągając brwi z widocznym zainteresowaniem. — Piwo? — zdziwił się. Nie trzeba było być znawcą tutejszych zwyczajów, by widzieć, że ktoś o prezencji jego towarzysza nie gustował w piwie nalewanym w lokalnej knajpie. — Rustykalnie…

Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Fawley (1665), Rodolphus Lestrange (2527)




Wiadomości w tym wątku
[6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Rodolphus Lestrange - 20.01.2025, 14:27
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Cain Fawley - 21.01.2025, 22:45
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Rodolphus Lestrange - 22.01.2025, 01:08
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Cain Fawley - 26.01.2025, 20:14
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Rodolphus Lestrange - 29.01.2025, 23:18
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Cain Fawley - 18.02.2025, 01:58
RE: [6.09.1972, noc] Blow | Rodolphus, Cain - przez Rodolphus Lestrange - 24.02.2025, 14:59

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa