Regina, widząc, jak Brenna przemienia się w wilka, nie mogła pozbyć się myśli, że to pod tą postacią obserwowała ją pani detektyw, kiedy skradała się w cieniu lasu. To dlatego jej nie słyszałam i nie widziałam, pomyślała, śledząc wilczycę wzrokiem pełnym uznania. Kilkukrotnie podejmowała próby trzymania w ustach liścia mandragory przez pełen miesiąc, ale o ile miała cierpliwość do zwierząt, o tyle do samej siebie nie. Dlatego każde podejście kończyło się fiaskiem i w końcu Regina zarzuciła wszelkie starania o to, by transmutować się w zwierzę.
W drodze do chaty nie napotkały żadnych trudności, co budziło w Reginie niepokój. Z sercem walącym jak tuzin kowalskich młotów zbliżyła się do drzwi. Z początku myślała, że są zamknięte, ale powiew wiatru poruszył nimi delikatnie. Cichutko i bardzo żałośnie skrzypnęły zawiasy, błagając o naoliwienie.
Będąc tuż przy wejściu, Regina wyciągnęła rękę ku klamce i zastygła z dłonią kilka cali ponad nią. Nasłuchiwała czy właściciel domu nie kręci się tuż za nimi, ale w przedłużającej się minucie, jedynym hałasem, jaki mogły usłyszeć dwie czarownice, było ciche skrzypienie zawiasów i świst wiatru, wdzierającego się niedomkniętymi drzwiami.
W momencie, w którym schwyciła klamkę i nacisnęła, uderzyła ją myśl, że przecież wejście może być chronione jakimś zaklęciem lub runami. Zmrużyła oczy i lekko się skuliła, gotując się na nieprzyjemne doznania, pokroju odrzucenia w tył lub zmiana ręki w kamień.
Minęło piętnaście sekund, pół minuty i nic takiego się nie wydarzyło. W dodatku za drzwiami nie rozległ się żaden dźwięk, który mógłby wskazywać, że pan E. założył jakąś czujkę, która miałaby go poinformować o nieproszonych gościach.
Regina nie zastanawiała się dłużej i po prostu weszła do środka, pozostawiając za sobą otwarte wejście dla Brenny. W środku panował półmrok i niewiele zmieniały otwarte drzwi czy małe okienko na lewo od nich.
Pomieszczenie było niewielkie i bardzo zagracone. Pod ścianami stały szerokie i sięgające pod sam sufit regały, które w większości były zawalone słojami, fiolkami, flakonami i pudełkami o niewiadomej zawartości. Pachniało duchotą, mokrą ziemią i piżmem lub jakąś inną wonią, która Reginie kojarzyła się z zapachem wilgotnej sierści.
Olbrzymka rozejrzała się dookoła, przeskakując badawczym spojrzeniem po półkach. Szukała czegoś, co mogło wyglądać jak sproszkowany róg jednorożca lub też rogi w całości. Nic takiego nie zauważyła, za to wyłuskała z mroku zarys kilku stopni po przeciwnej stronie pokoju i pomyślała, że pewnie prowadzą do pomieszczeń od frontu domostwa.
Ponieważ nadal nic się nie wydarzyło; czyli ani nie wyskoczył na nich sprzedawca, ani nie powaliło ich żadne zaklęcie, wyłuskała z kieszeni różdżkę. Wyczarowała światło na jej czubku i zaczęła przechadzać się wzdłuż szafek, rozglądając za czymś nietypowym lub za czymś, co mogło być tak zwanym towarem niewymienialnym. Albo rogami jednorożca, w końcu tego cholerstwa tutaj szukały.
Rzut na percepcję, II. Zobaczmy, czy odkryje coś ciekawego.
Sukces!