20.01.2025, 22:03 ✶
Nie żałowała czasozmieniacza. Wymieniła go na Tessę i to była dobra wymiana: nierówna, bo Quintessa była dla niej warta więcej niż wszystkie czasozmieniacze na półkach Departamentu Tajemnic. Myśl o jego stracie nie była bolesna, raczej wywoływała lekkie drgnięcie kącika warg i konkluzję, że trzeba być nią, aby tak szybko zniszczyć tego typu narzędzie.
– Martwi? Ja czuję się całkiem żywa.
To nie tak, że nie rozumiała fatalizmu Morpheusa. Podzielała go chyba bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jej Trzecie Oko zwracało się ku przeszłości, można by więc pomyśleć, że w przyszłości nie będzie widziała własnej śmierci – ale przecież od dawna czuła, że kroczy ścieżką wytyczoną przez innych, których ta zaprowadziła do szybkiego zgonu, a jej sny pełne były martwych ludzi. Nie wierzyła, że przeżyje tę wojnę. Jeszcze wiosną wyciągnęła do Nory rękę i poprosiła o fiolkę z trucizną, nie dlatego, że nie chciała żyć, a że bała się, że podczas Beltane mogłaby zostać ujęta żywcem, lekka fiolka, kolejny z ciężkich sekretów.
Ale to nie znaczyło, że na tej śmierci zamierzała się poddać i że nie planowała szukać radości tu i teraz, póki jeszcze to było możliwe.
– Myślę, że to nie jedyna zdrada, jakiej przyjdzie mi się dopuścić w tej wojnie, Morpheusie. Nie jest pierwsza i nie będzie ostatnia.
Dopiero po Beltane Brenna uwierzyła chyba w pełni, że Victoria nie ma nic z tym wszystkim wspólnego: nie myślała, nie chciała myśleć, że ta nosi mroczny znak, nigdy nie była jednak pewna, na jak wiele spraw ta była gotowa zamknąć oczy. Nawet po Beltane jednak mimo wszystko nie widziała jej jako wypełniającej rozkazy Albusa i stawiającej te ponad dobro bliskich. Czy to już było zdrada, czy jeszcze nie? Być może. Ale Brenna już dawno zgodziła się zapłacić swoją cenę – i to była jedna z wielu rat. Zdradzała Ministerstwo. Zdradzała dziadka. W pewnym sensie zdradziła Anthony’ego Borgina, a raczej tego, kim był kilka lat temu. Zdradzała Castiela i Cynthię Flintów. Zdradzała Morpheusa i Danielle, gdy tyle rzeczy robili za ich plecami.
Do pewnego stopnia zdradzała nawet samą siebie, każdego dnia coraz bardziej.
Była gotowa na to, i na wiele więcej: bo stawką w tej wojnie nie były tylko ich życia, a jak wierzyła, cała przyszłość czarodziejskich Wysp, a może też tych niemagicznych. Poddać się? Poddała się o tyle, że postanowiła przestać udawać, że da radę zastąpić Patricka i Idę – nie była w stanie zastąpić nawet jednego z nich, nie mówiąc o obojgu. W żaden sposób nie planowała zrezygnować z walki i tego, co robili dotychczas. Pomagania tym, którym Ministerstwo nie mogło lub nie chciało pomóc, półlegalnego lub nielegalnego szukania informacji, szkodzenia, komu zaszkodzić mogli – po prostu lepiej sprawdzała się jako żołnierz, który w to wszystko się pakował.
– Mogę ci spokojnie zagwarantować, że poddam się dopiero wtedy, kiedy będę martwa – powiedziała, uśmiechając się, jednym z tych uśmiechów, które były pozbawione choćby odrobiny prawdziwej wesołości. Nie patrzyła teraz na niego, a gdzieś za okno, na drzewa, których liście jeszcze nie zdążyły nabrać jesiennych barw. Brenna wierzyła, że jeszcze mają trochę czasu: że dopiero kiedy te pokryją się czerwienią i złotem, nadejdą czerwień i złoto płomieni. – Rozmawiałam z Dorą. Porozmawiam z Millie. Chciała zamieszkać w Księżycowym Stawie, więc wygląda na to, że teraz to miejsce jest dla niej domem. Może spróbuje odwiedzić Szeptuchę, a jeśli nie ją, to kogoś z Trelawneyów, kto… ma większe doświadczenie. Znam jednego jej kuzyna… Sebastian nie ma trzeciego oka, a czasem widuje dziwne rzeczy i może to ma coś z tym wspólnego.
– Martwi? Ja czuję się całkiem żywa.
To nie tak, że nie rozumiała fatalizmu Morpheusa. Podzielała go chyba bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Jej Trzecie Oko zwracało się ku przeszłości, można by więc pomyśleć, że w przyszłości nie będzie widziała własnej śmierci – ale przecież od dawna czuła, że kroczy ścieżką wytyczoną przez innych, których ta zaprowadziła do szybkiego zgonu, a jej sny pełne były martwych ludzi. Nie wierzyła, że przeżyje tę wojnę. Jeszcze wiosną wyciągnęła do Nory rękę i poprosiła o fiolkę z trucizną, nie dlatego, że nie chciała żyć, a że bała się, że podczas Beltane mogłaby zostać ujęta żywcem, lekka fiolka, kolejny z ciężkich sekretów.
Ale to nie znaczyło, że na tej śmierci zamierzała się poddać i że nie planowała szukać radości tu i teraz, póki jeszcze to było możliwe.
– Myślę, że to nie jedyna zdrada, jakiej przyjdzie mi się dopuścić w tej wojnie, Morpheusie. Nie jest pierwsza i nie będzie ostatnia.
Dopiero po Beltane Brenna uwierzyła chyba w pełni, że Victoria nie ma nic z tym wszystkim wspólnego: nie myślała, nie chciała myśleć, że ta nosi mroczny znak, nigdy nie była jednak pewna, na jak wiele spraw ta była gotowa zamknąć oczy. Nawet po Beltane jednak mimo wszystko nie widziała jej jako wypełniającej rozkazy Albusa i stawiającej te ponad dobro bliskich. Czy to już było zdrada, czy jeszcze nie? Być może. Ale Brenna już dawno zgodziła się zapłacić swoją cenę – i to była jedna z wielu rat. Zdradzała Ministerstwo. Zdradzała dziadka. W pewnym sensie zdradziła Anthony’ego Borgina, a raczej tego, kim był kilka lat temu. Zdradzała Castiela i Cynthię Flintów. Zdradzała Morpheusa i Danielle, gdy tyle rzeczy robili za ich plecami.
Do pewnego stopnia zdradzała nawet samą siebie, każdego dnia coraz bardziej.
Była gotowa na to, i na wiele więcej: bo stawką w tej wojnie nie były tylko ich życia, a jak wierzyła, cała przyszłość czarodziejskich Wysp, a może też tych niemagicznych. Poddać się? Poddała się o tyle, że postanowiła przestać udawać, że da radę zastąpić Patricka i Idę – nie była w stanie zastąpić nawet jednego z nich, nie mówiąc o obojgu. W żaden sposób nie planowała zrezygnować z walki i tego, co robili dotychczas. Pomagania tym, którym Ministerstwo nie mogło lub nie chciało pomóc, półlegalnego lub nielegalnego szukania informacji, szkodzenia, komu zaszkodzić mogli – po prostu lepiej sprawdzała się jako żołnierz, który w to wszystko się pakował.
– Mogę ci spokojnie zagwarantować, że poddam się dopiero wtedy, kiedy będę martwa – powiedziała, uśmiechając się, jednym z tych uśmiechów, które były pozbawione choćby odrobiny prawdziwej wesołości. Nie patrzyła teraz na niego, a gdzieś za okno, na drzewa, których liście jeszcze nie zdążyły nabrać jesiennych barw. Brenna wierzyła, że jeszcze mają trochę czasu: że dopiero kiedy te pokryją się czerwienią i złotem, nadejdą czerwień i złoto płomieni. – Rozmawiałam z Dorą. Porozmawiam z Millie. Chciała zamieszkać w Księżycowym Stawie, więc wygląda na to, że teraz to miejsce jest dla niej domem. Może spróbuje odwiedzić Szeptuchę, a jeśli nie ją, to kogoś z Trelawneyów, kto… ma większe doświadczenie. Znam jednego jej kuzyna… Sebastian nie ma trzeciego oka, a czasem widuje dziwne rzeczy i może to ma coś z tym wspólnego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.