20.01.2025, 15:12 ✶
Charles nie mógł mieć pojęcia o tym, jak bardzo jego wygląd jest oceniany. Gdyby się nad tym zastanowił, może doszedłby do wniosku, że magipsychiatra mógłby wystawić ocenę jego zdrowiu psychicznemu, ale nie ogólnej estetyce, którą sobą prezentował. Rozgadany, odważny, chcący zrobić dobre wrażenie, zupełnie nie wiedział, jak istotną była jego blada cera i rozwiane przez wiatr włosy, pół godziny temu jeszcze ładnie ułożone.
- Och, nie, całkiem niedługo. Parę tygodni? Od połowy sierpnia. - Wyjaśnił, samemu licząc w głowie, jak niewiele czasu minęło. A wydawało się, że na Horyzontalnej był już tak długo! Zadomowił się jak u siebie, nawet jeśli wciąż tęsknił za ojcem. - Moja rodzina też ma kamienicę w mugolskiej części, zresztą, na pewno wiesz, Percy. - Jego uśmiech przygasł na moment, gdy w głowie zagościło wspomnienie wuja. Robert, cokolwiek zrobił, nie zasłużył na taką śmierć, na taki los. Charlie postanowił nie dać się porwać marazmowi; Percy i tak wydawał się wystarczający przygnębiony. Miał w sobie mrok, którego Charles nie rozumiał, ale który chciał rozgonić, jeśli będzie w stanie. Miał nadzieję, że chociażby obecność i rozmowa poprawi Perseusowi nastrój. - Mam wrażenie, że niektórzy czarodzieje chcą uciekać od towarzystwa, może dlatego wybierają mugolskie dzielnice? Ach, Percy! - Znów użył zdrobnienia, dobrze leżało na języku. - No tak, ród Black i astronomia! Znasz się na gwiazdach? To znaczy, lepiej niż przeciętny czarodziej? To fascynujące!Ale masz rację, w mieście nie widać gwiazd. - Przyznał, nie zagłębiając się w temat rodowych posiadłości, bo i nie miał w tym temacie nic do powiedzenia. Nie był osobą decyzyjną, nie miał pod stopami nawet kawałka własnej podłogi. Nie mógł mieć zdania.
Charles złapał za filiżankę, ale nie zdążył jej nawet podnieść, bo Black nachylił się i wspomniał Rodolphusa. Charles był jak czysta karta i łatwo było wyczytać jego zdziwienie.
- Ojej, znasz Rodolphusa? - Zapytał od razu, ale nie poczuł się zaatakowany, a wręcz przeciwnie, ucieszył się! Wspólny znajomy łączył. - I rozmawialiście o mnie? Mam nadzieję, że nie powiedział ci za dużo.
Mulciber żartował, ale już zaczynał czuć to nieznośne ciepło na twarzy, gdy jego policzki rumieniły się od emocji. Skoro poruszyli temat świeczek, o czym jeszcze mogli rozmawiać? Rolph nie wydawał się typem, który chwaliłby się zaciąganiem niewinnych chłopców do łóżka. Ile mógł wiedzieć Percy?
Nie, z pewnością nie wiedział!
A jeśli?
- N-nie zależało mi na zniesławieniu pana Notta. Prawdę mówiąc, w ogóle go nie znam. - Przyznał. Widział artykuł w Proroku, lecz to było wszystko. Przypadkowa ofiara swieczkowa jednak nie była taka przypadkowa. - I nie mogę powiedzieć, że świeczki nie sprzedały się dobrze po Lammas... Ale obiecałem tacie, że z nimi skończę. Teraz zajmuję się nieco innymi. Grzeczniejszymi, o ile ktoś nie zapyta bezpośrednio.
Również po to, by uciec spojrzeniu Perseusa, schylił się do swojej teczki. Wyciągnął z niej pudełka, zupełnie niewinne, z szarego papieru, każde zaś przewiązane było kolorową wstążką i miało odręczny napis. Słodka Bułeczka, Soczysta Pomrańczka, Złote Serce, to miały być tylko przykłady jego proponowanego asortymentu.
- Proszę otworzyć. - Zachęcił grzecznie. W zależności od tego, do której świeczki Black chciał się dobrać pierwszej, zobaczył to, co przedstawiał opis. Wojskową drożdżówkę, pachnącą lukrem i świeżymi wypiekami, przyozdobioną ciemnymi oczkami rodzynek, okrągłą pomarańczę, której skórka błyszczała jak wypolerowana, a knot został ukryty między zielonymi listkami, pachnącą cytrusami i słońcem, czy w końcu całkiem klasyczne serce pokryte złotym wzorem wykonanym z brokatu. Woń tej ostatniej pozostała delikatna, ledwie wyczuwalna i zupełnie subiektywna, lecz zdecydowanie przyjemna, gdy Charles posłużył się do jej stworzenia rozcieńczoną amortencją. Dobrze było mieć brata, który znał się na eliksirach. Wszystkie świeczki położone były na pierzynce z papierowego sianka.
- To niesamowite, ten zaklęty cukier? - Złapał się bezpiecznego tematu. - Och, masz lukrecję? To rzadki słodycz... Tak się mówi? Słodycz?... W tym kraju. - Zauważył, chętnie przyjmując propozycję przekąski. - Tak, uczyłem się w Drumstrangu. Tam lukrecja była na porządku dziennym. I fiordy! Są piękne, ale wiesz, jak jest. Nie docenia się tego, co się ma, póki się tego nie straci. Lubię Londyn, ale tam było spokojniej. Tutaj... Dużo się dzieje.
- Och, nie, całkiem niedługo. Parę tygodni? Od połowy sierpnia. - Wyjaśnił, samemu licząc w głowie, jak niewiele czasu minęło. A wydawało się, że na Horyzontalnej był już tak długo! Zadomowił się jak u siebie, nawet jeśli wciąż tęsknił za ojcem. - Moja rodzina też ma kamienicę w mugolskiej części, zresztą, na pewno wiesz, Percy. - Jego uśmiech przygasł na moment, gdy w głowie zagościło wspomnienie wuja. Robert, cokolwiek zrobił, nie zasłużył na taką śmierć, na taki los. Charlie postanowił nie dać się porwać marazmowi; Percy i tak wydawał się wystarczający przygnębiony. Miał w sobie mrok, którego Charles nie rozumiał, ale który chciał rozgonić, jeśli będzie w stanie. Miał nadzieję, że chociażby obecność i rozmowa poprawi Perseusowi nastrój. - Mam wrażenie, że niektórzy czarodzieje chcą uciekać od towarzystwa, może dlatego wybierają mugolskie dzielnice? Ach, Percy! - Znów użył zdrobnienia, dobrze leżało na języku. - No tak, ród Black i astronomia! Znasz się na gwiazdach? To znaczy, lepiej niż przeciętny czarodziej? To fascynujące!Ale masz rację, w mieście nie widać gwiazd. - Przyznał, nie zagłębiając się w temat rodowych posiadłości, bo i nie miał w tym temacie nic do powiedzenia. Nie był osobą decyzyjną, nie miał pod stopami nawet kawałka własnej podłogi. Nie mógł mieć zdania.
Charles złapał za filiżankę, ale nie zdążył jej nawet podnieść, bo Black nachylił się i wspomniał Rodolphusa. Charles był jak czysta karta i łatwo było wyczytać jego zdziwienie.
- Ojej, znasz Rodolphusa? - Zapytał od razu, ale nie poczuł się zaatakowany, a wręcz przeciwnie, ucieszył się! Wspólny znajomy łączył. - I rozmawialiście o mnie? Mam nadzieję, że nie powiedział ci za dużo.
Mulciber żartował, ale już zaczynał czuć to nieznośne ciepło na twarzy, gdy jego policzki rumieniły się od emocji. Skoro poruszyli temat świeczek, o czym jeszcze mogli rozmawiać? Rolph nie wydawał się typem, który chwaliłby się zaciąganiem niewinnych chłopców do łóżka. Ile mógł wiedzieć Percy?
Nie, z pewnością nie wiedział!
A jeśli?
- N-nie zależało mi na zniesławieniu pana Notta. Prawdę mówiąc, w ogóle go nie znam. - Przyznał. Widział artykuł w Proroku, lecz to było wszystko. Przypadkowa ofiara swieczkowa jednak nie była taka przypadkowa. - I nie mogę powiedzieć, że świeczki nie sprzedały się dobrze po Lammas... Ale obiecałem tacie, że z nimi skończę. Teraz zajmuję się nieco innymi. Grzeczniejszymi, o ile ktoś nie zapyta bezpośrednio.
Również po to, by uciec spojrzeniu Perseusa, schylił się do swojej teczki. Wyciągnął z niej pudełka, zupełnie niewinne, z szarego papieru, każde zaś przewiązane było kolorową wstążką i miało odręczny napis. Słodka Bułeczka, Soczysta Pomrańczka, Złote Serce, to miały być tylko przykłady jego proponowanego asortymentu.
- Proszę otworzyć. - Zachęcił grzecznie. W zależności od tego, do której świeczki Black chciał się dobrać pierwszej, zobaczył to, co przedstawiał opis. Wojskową drożdżówkę, pachnącą lukrem i świeżymi wypiekami, przyozdobioną ciemnymi oczkami rodzynek, okrągłą pomarańczę, której skórka błyszczała jak wypolerowana, a knot został ukryty między zielonymi listkami, pachnącą cytrusami i słońcem, czy w końcu całkiem klasyczne serce pokryte złotym wzorem wykonanym z brokatu. Woń tej ostatniej pozostała delikatna, ledwie wyczuwalna i zupełnie subiektywna, lecz zdecydowanie przyjemna, gdy Charles posłużył się do jej stworzenia rozcieńczoną amortencją. Dobrze było mieć brata, który znał się na eliksirach. Wszystkie świeczki położone były na pierzynce z papierowego sianka.
- To niesamowite, ten zaklęty cukier? - Złapał się bezpiecznego tematu. - Och, masz lukrecję? To rzadki słodycz... Tak się mówi? Słodycz?... W tym kraju. - Zauważył, chętnie przyjmując propozycję przekąski. - Tak, uczyłem się w Drumstrangu. Tam lukrecja była na porządku dziennym. I fiordy! Są piękne, ale wiesz, jak jest. Nie docenia się tego, co się ma, póki się tego nie straci. Lubię Londyn, ale tam było spokojniej. Tutaj... Dużo się dzieje.