20.01.2025, 00:41 ✶
Scylla obserwowała ospałego robaka jeszcze przez chwilę, zanim opuściła dłoń i pozwoliła mu powoli zsunąć się na ziemię. Jej wzrok podążył za nim, a potem przeniósł się na polanę, która wydawała się zbyt cicha, zbyt martwa, by była zwyczajna. Słowa Peregrina, choć nieco chłodne w tonie, zdawały się podkreślać wagę tego, co właśnie zauważyli.
- Masowy pomór owadów - powtórzyła cicho, smakując te słowa, jakby chciała zrozumieć ich pełne znaczenie. - Brzmi bardziej jak początek jakiegoś złowrogiego procesu niż przypadek. - Jej głos był zamyślony, niemal nieobecny, jakby mówiła bardziej do siebie niż do niego.
Spojrzała w stronę, z której przyniosła robaka, zastanawiając się, czemu akurat one padły jak strute, czemu nie dotknęło to innych stworzeń. Niepokój, który czuła wcześniej, wciąż tlił się gdzieś na skraju jej myśli, ale teraz ustąpił miejsca czemuś bardziej konkretnemu - poczuciu odpowiedzialności za to, by coś z tym zrobić.
- Jeśli to rzeczywiście anomalia, to musimy ustalić, co ją powoduje - powiedziała, odwracając się z powrotem do Peregrina. - Nie tylko ze względu na te robaki. Czasami takie rzeczy są jak ostrzeżenia. - Zawahała się, jakby zastanawiała się, czy powinna dodać coś więcej, ale w końcu dokończyła. - Jak zwiastun czegoś większego, omen o dwojakiej naturze. -
Nie chciała snuć katastroficznych wizji, ale jej intuicja rzadko kiedy była mylna, a ta polana miała w sobie coś, co mówiło jej, że to nie koniec dziwnych odkryć.
- Zajmę się tym - powiedziała w końcu, jej ton nabrał pewności. - Może uda mi się znaleźć coś, co wskaże, co tu naprawdę zaszło. - Spojrzała na niego pytająco, choć w jej oczach można było dostrzec więcej niż tylko prośbę o aprobatę. - Ale myślę, że nic tu po nas na ten moment. Możemy wracać. - Uśmiechnęła się lekko, choć w jej spojrzeniu wciąż czaiło się napięcie. Była pewna, że Peregrinus podziela jej niepokój, nawet jeśli nie okazywał go otwarcie. Niemniej jednak nie zrobią z tym nic po prostu stojąc i patrząc na niemożliwe stające się możliwym. Musieli to rozpracować.
- Masowy pomór owadów - powtórzyła cicho, smakując te słowa, jakby chciała zrozumieć ich pełne znaczenie. - Brzmi bardziej jak początek jakiegoś złowrogiego procesu niż przypadek. - Jej głos był zamyślony, niemal nieobecny, jakby mówiła bardziej do siebie niż do niego.
Spojrzała w stronę, z której przyniosła robaka, zastanawiając się, czemu akurat one padły jak strute, czemu nie dotknęło to innych stworzeń. Niepokój, który czuła wcześniej, wciąż tlił się gdzieś na skraju jej myśli, ale teraz ustąpił miejsca czemuś bardziej konkretnemu - poczuciu odpowiedzialności za to, by coś z tym zrobić.
- Jeśli to rzeczywiście anomalia, to musimy ustalić, co ją powoduje - powiedziała, odwracając się z powrotem do Peregrina. - Nie tylko ze względu na te robaki. Czasami takie rzeczy są jak ostrzeżenia. - Zawahała się, jakby zastanawiała się, czy powinna dodać coś więcej, ale w końcu dokończyła. - Jak zwiastun czegoś większego, omen o dwojakiej naturze. -
Nie chciała snuć katastroficznych wizji, ale jej intuicja rzadko kiedy była mylna, a ta polana miała w sobie coś, co mówiło jej, że to nie koniec dziwnych odkryć.
- Zajmę się tym - powiedziała w końcu, jej ton nabrał pewności. - Może uda mi się znaleźć coś, co wskaże, co tu naprawdę zaszło. - Spojrzała na niego pytająco, choć w jej oczach można było dostrzec więcej niż tylko prośbę o aprobatę. - Ale myślę, że nic tu po nas na ten moment. Możemy wracać. - Uśmiechnęła się lekko, choć w jej spojrzeniu wciąż czaiło się napięcie. Była pewna, że Peregrinus podziela jej niepokój, nawet jeśli nie okazywał go otwarcie. Niemniej jednak nie zrobią z tym nic po prostu stojąc i patrząc na niemożliwe stające się możliwym. Musieli to rozpracować.
Koniec sesji
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga